Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paulina Owczarek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paulina Owczarek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 czerwca 2026

The June’ Round-up: Amado! Transition Unit! Xatarata! Westgaard & Maneri! Sonic Waves! Bagnasco! Safiullin! Devereaux! Kaučič & Cigana!


Najwyższy czas rozpętać czerwcową zbiorówkę recenzji! W tyglu ognistych recenzji równie groźnych improwizacji odnajdziecie dziewięć nowych albumów, jak zawsze z całego świata!

Zaczynamy bardzo jazzowo, po portugalsku - dwa konkretne ciosy nie bez udziału gości zagranicznych. A w dalszej kolejności - krakowski baryton zanurzony w latynoamerykańskiej elektronice, dwa wątki skandynawskie, pierwszy kameralny, drugi dronowo-ambientowy, spora garść gitarowych eksperymentów z różnych zakątków globu - akustycznych, elektrycznych, a nawet nieco bardziej hałaśliwych, bo z domieszką krwi japońskiej, wreszcie na finał tańce perkusjonalne z bliskiego południa Europy, co by ukoić nasze zszargane nerwy.

Zapraszamy do nieba i piekła muzyki improwizowanej!

  


Rodrigo Amado/ Joe McPhee/ Kent Kessler/ Chris Corsano Wailers (European Echoes Archive Series, CD 2026)

Namouche Studios, Lizbona, październik 2019: Rodrigo Amado – saksofon tenorowy i altowy, bird water whistle (kanał lewy), Joe McPhee – saksofon tenorowy (kanał prawy), Kent Kessler – kontrabas oraz Chris Corsano – perkusja. Sześć utworów, 49 minut.

Kwartet This Is Our Language, który konsumuje wymienione w tytule recenzji nazwiska czterech wybitnych postaci sceny free jazzowej, to jedno z najciekawszych zjawisk gatunku drugiej dekady bieżącego millenium. Z racji wieku jednego z nich nie jest już aktywną formacją, szczęśliwie Amado, główny organizator tego przedsięwzięcia, doszukał się w swoich archiwach niepublikowanej wcześniej sesji kwartetu, jak miała miejsce siedem lat temu w najbardziej znanym lizbońskim studiu nagraniowym.

Na krążku odnajdujemy sześć utworów, które trwają od sześciu do dziesięciu minut. Klamrą nagrania jest dynamiczne, kwartetowe otwarcie z uroczymi dialogami tenorzystów i takież zakończenie z nutą aylerowskiej melodyki. W utworach pomiędzy formacja bardzo często rozbija się na tria w konwencji tenor plus sekcja rytmu, a utwór czwarty grany jest wyłącznie przez Amado, Kesslera i Corsano. Tu Portugalczyk inauguruje improwizację na gwizdku, a soczyste expo prezentuje wyjątkowo na saksofonie altowym. Co by się wszakże nie działo pod sklepieniem studia nagraniowego, jakość narracji i poszczególnych improwizacji budzić winna respekt każdego fana free jazzowych, ognistych przebieżek. Szczególnie dobrze udramatyzowany jest odcinek piąty. Otwiera McPhee, dołączą Corsano, potem szybka kontra Amado z Kesslerem na smyczku. W połowie ekspozycji intrygujące solo perkusisty, a potem wystudzony, prawdziwie kameralny finał osnuty wokół smutnej melodii.

  


Transition Unit Sheets of Sound (Phonogram Unit, DL 2026)

Sunny Side Inc. Studio, Anderlecht, Belgia, grudzień 2024: José Lencastre – saksofon altowy, Rodrigo Pinheiro – fortepian oraz Dirk Serries - archtop guitar. Siedem improwizacji, 39 minut.

Portugalskie trio z nazwą własną powraca albumem, który zdaje się być nakierowany na publiczność kształconą w historii jazzu i swingu, nie koniecznie zaś w paradygmatach swobodnej improwizacji nasyconej adekwatną dawką ekspresji. Mimo wielkiego szacunku dla dokonań tych artystów, nie możemy zataić faktu, iż nowy album Transition Unit zanudził grono redakcyjne niemal do bólu.

Pierwsza improwizacja sadowi się w okolicach wystudzonej kameralistyki, dla odmiany ta druga sięga po atrybuty jazzu i nie boi się delikatnie swingować. Artyści dobrze czują się w estetyce leniwej ballady, a w trzecim utworze wręcz chłoną medytujący charakter całej narracji. Pod koniec tej odsłony albumu, a także w kolejnej muzycy przypominają sobie, że dobre tempo i ekspresja frazowania potrafią służyć każdej opowieści. Niestety dwie kolejne improwizacje tego nie potwierdzają. Album wieńczy najdłuższa, ponad 8-minutowa historia, która stawia na minimalizm, nawet post-klasycyzm, ale przewrotnie niesie w sobie dużo jakości zaszytej w nerwie trwogi, jaka zdaje się drążyć ten wątek płyty.

 


Xatarata Kiss and Drum (Antenna Non Grata, LP 2026)

DTS Studio, Kraków, grudzień 2022: Paulina Owczarek – saksofon barytonowy oraz Federico Reuben - laptop/ live coding. Jedenaście utworów, 40 minut.

Improwizowane spotkania instrumentu dętego i elektroniki, to zjawiska występujące from time to time w ekosystemie gatunku. Ten duet, to jednak sytuacja wyjątkowa – z jednej strony moc saksofonu barytonowego, z drugiej nieograniczony świat elektroniki, tu generowanej z poziomu akademickiego, zarówno z racji naukowych proweniencji artysty, jak i zastosowanych metod badawczych (kodowanie, live processing, systemy interaktywne i algorytmiczne etc.). Zwał, jak zwał Xatarata, to produkt osobny.

Jak już dojdziemy do tego, która strona winyla jest pierwsza, a która druga, zagłębiamy się w jedenastu krótkich formach improwizowanych, trwających od trzech do sześciu minut. Każda z nich ma swoją dynamikę, narracyjną szorstkość, ale też dziką niekiedy taneczność i fikuśnie pokręconą melodykę. To rodzaj intensywnego spaceru po zgliszczach tradycyjnych narracji. Owczarek buduje melodie, czasami krzyczy, preparuje instrument, a gdy trzeba śpiewa niczym pijany słowik na pierwszej randce. Ze strony Reubena mamy stan permanentnej zmiany. Jest drum’n’bassowy rytm, są krótkie strzały spod ramienia, post-perkusjonalne erupcje, wreszcie niekończące się drobne frazy układające się w jakże logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Muzyk nie wkracza do jaskini hałasu, ale jest obecny na każdym etapie tej muzycznej łamigłówki. Paulina i Federico grają razem od lat i wbrew teoriom klasyków ich kolektywne improwizacje ciągle zyskują na jakości, a poziom interakcji osiąga kosmiczny poziom.

  


Hein Westgaard & Mat Maneri Chamber (Gotta Let It Out, LP 2025)

Kopenhaga, lipiec 2024: Hein Westgaard – gitara elektryczna (1-4), akustyczna (5-7) oraz Mat Maneri – altówka. Siedem improwizacji, 58 min.

W naszej dzisiejszej opowieści czas na kameralne wystudzenie. Znamienity nowojorski altowiolinista Mat Maneri lubi improwizować w Europie, a zwłaszcza w Danii pod sztandarami Gotta Let It Out, labelu prowadzonego przez Tomo Jacobsona. Tu dobieramy go do pary z duńskim gitarzystą Heinem Westgaardem, którego inne nagranie opisywaliśmy nie dalej, jak w majowej zbiorówce.

Album zwie się po prostu Chamber i zdaje się, że trudno o bardziej adekwatną nazwę. Jego początek obiecuje bardzo wiele – frazy szarpane ze strun i wyskubywane z samego dna pudeł rezonansowych lepią się w post-melodyjne, niekiedy rzewne opowieści z drobną kulminacją pod koniec utworu. W kolejnych odsłonach albumu króluje tytułowa kameralistyka, emocje trzymane są na uwięzi i nie brakuje fraz niemal klasycznych, które świetnie sprawdziłyby się na urodzinowym przyjęciu znanej persony lokalnej socjety. Szczęśliwie w dwóch ostatnich utworach muzycy odnajdują w sobie więcej energii, woli życia, wchodzą w ciekawsze interakcje, nawet w trakcie finałowej, dogorywającej pieśni niesionej szumem otaczającego świata.

  


Nils Wohlrabe/ Karin Johansson/ Hasse Westling Sonic Waves (Outer Disk, CD 2026)

Elementstudion, Gothenburg, czas nieznany: Nils Wohlrabe – gitara, elektronika, Karin Johansson – fortepian, także preparowany, toy piano oraz Hasse Westling – kontrabas. Pięć utworów, 46 minut.

Pozostajemy w Skandynawii, kierujemy się na północ i dość radykalnie zmieniamy estetykę. Przed nami mroczna przygoda dziergana dark ambientową gitarą podrasowaną elektroniką, preparowanym na ogół fortepianem i kontrabasem traktowanym w skończonej liczbie przypadków smyczkiem. Opowieść jest więcej niż smakowita, ujmująco trzyma klimat pozornie rozmarzonej, ale bardzo groźnej eskapady. Miewa drobne chwile słabości, gdy piano i kontrabas szukają jazzu. Szczęśliwie dość szybko porzucają ten mętny trop.

Szum szorstkiego ambientu, dron basu i hałaśliwe niekiedy akcje inside piano tworzą gęstą, mulistą narrację, która udanie inicjuje album. W kolejnej części pojawiają się rezonujące frazy, które lepią się do świergoczącej, filigranowej elektroniki. Na strunach piana odbywają się rytualne tańce, które zostają spuentowane dźwiękami wprost z klawiatury, ale umoczonymi w gęstym pogłosie. W części trzeciej anonsowane próby jazzowego frazowania, które mroczne, ambientowe tło dusi w zarodku. Część kolejna jest bardzo intensywna, przypomina kołowanie śmigłowca nad wojenną pożogą. Trzy instrumenty budują tu wyjątkowo jednorodną strugę złych mocy. Sam finał płyty jest odrobinę delikatniejszy. Frazy gitary są wyjątkowo lekkie, słyszymy także akustyczne dźwięki, dla których nie jesteśmy w stanie wskazać źródła pochodzenia. Pianistka zaczyna wewnątrz, kończy na zewnątrz, kontrabasista snuje mięsiste preparacje, a gitarzysta tonie w błękitnym ambiencie.

  


Luciano Bagnasco Momentos en el absurdo (dForma_discos, DL 2026)

Argentyna, luty 2026: Luciano Bagnasco – gitara akustyczna. Trzy improwizacje, 30 minut.

Dokonania tego argentyńskiego gitarzysty śledzimy na bieżąco, wiemy zatem, iż onegdaj preferował on raczej gitarowe szaleństwa skąpane w dużej dawce prądu, a od pewnego czasu bliżej mu do suchych, preparowanych brzmień akustycznych. I taka jest też jego najnowsza solowa płyta. Jedna długa i dwie krótkie improwizacje, a w nich moc kreacji i improwizowanego piękna.  

Pierwsza odsłona albumu trwa prawie siedemnaście minut i mamy w niej wszystko – od niemal post-klasycznego otwarcia, przez fazę abstrakcyjnego impro, po wielowątkowe preparacje, gdy obcierki na pudle rezonansowym aż śpiewają. Muzyk brnie tu od szczegółu do ogółu, a galopada na finał dowodzi nie tylko wspaniałej kreatywności, ale także niemal wirtuozerskich umiejętności technicznych. W drugiej części, ledwie czterominutowej, muzyk zgłębia tajniki gitarowej ballady, której enigmatyczność i matowe brzmienie przypominają chill-outowe akcje Dereka Baileya. Ostatnia historia pachnie tumanami kurzu z westernowych historii kowbojskich. Od delikatnych flażoletów, przez taniec upstrzony drobnymi ornamentami, realizowanymi także na sporej dynamice, po puentę, która wraca do metod artykulacji zapoczątkowanych na starcie improwizacji.

  


Salavat Safiullin Step By Step (Extra Notes, DL 2026)

Miejsce nieznane, 2023: Salavat Safiullin – gitary elektryczne, elektronika, samplery, syntezatory. Jeden utwór, 33 minuty.

Tym razem na dźwiękowej wokandzie stawiamy dwie gitary elektryczne, dwa samplery i sporą garść kabli. Za ich sterami ledwie jeden artysta. Jego mroczna, dronowa, definitywnie niebanalna opowieść trwa niewiele ponad dwa kwadranse, choć śmiało mogłaby sycić naszą potrzebę fonicznego niepokoju dalece dłużej i nic nie straciłaby na atrakcyjności.

Na starcie nagrania wita nas elektroakustyczny dron, który migocze na skraju długiego tunelu. Narrację stanowią tu dwa, nawet trzy wątki, które wzajemnie się uzupełniają. Pulsacje, drobne zgrzyty i usterki, wreszcie mroczne plamy czegoś zdecydowanie nieprzyjaznego z odrobiną zdewastowanej melodyki. Opowieść nie ma płycizn, nie eskaluje też do poziomu hałasu. Sączy się, jak krew z głębokiej rany. W połowie na dłuższą chwilę przepoczwarza się w stojący, migotliwy dron. Ważnym wydarzeniem dramaturgicznym drugiej części albumu jest pojawienie się elektrycznego smyczka, który drażni glazurę gitarowego gryfu. Po fazie elektronicznych pulsacji narracja sięga po mroczny ambient, a w swej schyłkowej fazie zdobiona jest akustycznym dźwiękiem szorowanych strun.

  


Max Devereaux, hayashipooo & nameBYnames Live at Environmentog, Osaka – 04.10.2024 (New Wave of Jazz, DL 2026)

Environmentog, Osaka, październik 2024: Max Devereaux – gitara elektryczna, przetworniki, efekty, radio, hayashipooo – elektronika, głos oraz nameBYnames – elektronika, wizualizacje. Dwa utwory, 38 minut.

Dalece nietypowe nagranie, jak na estetykę oraz gatunkowe i personalne konotacje labelu Dirka Serriesa. Pewien amerykański gitarzysta oprzyrządowany w dodatkowe, elektryczne i elektroakustyczne akcesoria w towarzystwie dwóch japońskich elektroników pod pseudonimami koncertuje w tamtejszej Osace. Nie jest to album, które zostanie z nami na dłużej, ale jak ktoś lubi gitarę uwikłaną w duże porcje prądu i kabli, tudzież elektronikę, która podsyła akcenty rytmiczne i post-rytmiczne, ten jest w domu i czeka go należna porcja przyjemności z odsłuchu.

Nagranie składa się z dwóch kilkunastominutowych improwizacji, ale zdaje się, że w formule na żywo stanowiły one jedną ścieżkę. Pierwsza z nich wydaje się ciekawsza w fazie początkowej, szytej okruchami ledwie co inicjowanych akcji, szmerami, odgłosami otoczenia i mikro slajsami delikatnie pijanej gitary. Potem improwizacja wchodzi w stadium rytmiczne, a do obrazu całości dokładają się wszyscy uczestnicy spektaklu. W trakcie drugiej części koncertu muzycy nade wszystko szukają potencjalnych źródeł hałasu. W opowieści mniej jest rytmu, więcej metalicznych zgrzytów, elektronicznych usterek i gitarowych zapętleń. Klimat dubowy miesza się tu z post-rockowymi implozjami gitarzysty. Finałem jest pełna zgoda osiągnięta w chmurze urokliwego zgiełku.

  


Zlatko Kaučič & Francesco Cigana Kako Klicati Zmaja (Dissipatio, CD 2026)

Circolo Nadir, Padwa, styczeń 2023: Zlatko Kaučič i Francesco Cigana – perkusja, instrumenty perkusyjne, obiekty. Dziesięć improwizacji, 48 minut.

Na finał naszej zbiorówki perkusjonalne łaskotki! Słoweńsko-włoski szczyt perkusyjno-perkusjonalny, w trakcie którego muzycy korzystają z podobnego arsenału artystycznych środków wyrazu. Dbają o perfekcyjne brzmienie, budują spójną, duetową opowieść z rozwagą i zachowaniem narracyjnego umiaru. Przez pół albumu sycą nasze uszy drobiazgami i dramaturgicznymi detalami, czyniąc swoisty rytuał pojednania. W drugiej części przepoczwarzają się w bystrych drummerów, którzy znów wspólnymi siłami sięgają po afrykańską polirytmię, a nawet rockową ekspresję. Stuprocentowy chill-out dla wymagających.

Perkusjonalny rytuał rozpoczyna się od pojedynczych uderzeń w metalicznie brzmiące akcesoria perkusjonalne. Toczy się gra na małe pola, w pełnej symbiozie dramaturgicznej. Czasami tyka zegar, czasami zaśpiewa ptak. Delikatnie rezonujące talerze, subtelnie drżące werble, filigranowe tańce po krawędziach. W piątej odsłonie artyści zaczynają stawiać na drumming i w kolejnych epizodach będą ów trend kontynuować i rozwijać. Ostatnie trzy opowieści, to już swobodny taniec, z rytmem i melodią, którą sami nucimy pod groove dostarczany przez obu. Szukamy afrykańskich korzeni, nie zapominamy o spuściźnie rockowego bębnienia. Kres osiągamy przy pełnej akceptacji i ponadgatunkowej refleksji.




 

piątek, 6 czerwca 2025

Spontaneous Live Series is also digital!


O cyklu płytowym Spontaneous Live Series, który dokumentuje koncerty, jakie odbywają się w ramach poznańskiego Spontaneous Music Festival, pisaliśmy na tych łamach tysiące razy, każdy tytuł odmieniając przez wszystkie przypadki. Jak do tej pory ukazało się piętnaście płyt kompaktowych, które zawierają rejestracje począwszy od pierwszej edycji imprezy w roku 2018, skończywszy na edycji siódmej w roku 2023. Nie jest żadną tajemnicą fakt, iż kolejne woluminy, te z koncertami z roku 2024, są już w procesie produkcji i zapewne w liczbie trzech zostaną wystawione na światowy poklask w pierwszym dniu kolejnej edycji spontanicznego festiwalu, która odbędzie się jak zawsze w pierwszy weekend października.

U progu 2023 roku wystartowała strona bandcapowa poświęcona omawianej serii płytowej, która stała się bezpośrednią inspiracją do stworzenia dodatkowej serii spontanicznych albumów z dźwiękami wprost z poznańskiego Dragon Social Club.

Albumy na nośniku fizycznym udokumentowały wiele wspaniałych koncertów. Trafiły na nie zarówno nagrania stale współpracujących składów improwizujących, jak i hołubionych na festiwalu tzw. składów ad hoc, czyli stanowiących pierwsze spotkania sceniczne muzyków. Pośród albumów znalazł się także zapis koncertu, w trakcie którego dekonstruowano (degenerowano) kompozycje polskich muzyków klasycznych do języka swobodnej improwizacji. Festiwalowe sety trwały na ogół 35-40 minut, ale zdarzały się też występy krótsze (choćby spontanicznie kleconych składów), które z racji swej długości nie były w pierwszym odruchu edytorskim desygnowane do produkcji. Pogłębiona analiza nagrań archiwalnych doprowadzała do konstatacji, iż w trakcie poznańskiej imprezy zarejestrowano mnóstwo krótszych koncertów, których jakość artystyczna zdecydowanie kwalifikowałaby się do ich upublicznienia. Z tych właśnie pobudek postanowiono powołać do życia tzw. podserię albumów dostępnych wyłącznie w formie digitalnej.

Na stronie www.spontaneousliveseries.bandcamp.com można je wszystkie odsłuchać, a także wejść w posiadanie plików elektronicznych. Ponad dwa lata funkcjonowania digitalnej SLS przyniosło siedem koncertowych rejestracji. Mają one delikatnie zmodyfikowaną grafikę w stosunku do serii na nośniku fizycznym, a ich symbole katalogowe zawierają literę D (jak digitalna).



 

Płyty oznaczone jako Spontaneous Live Series D01 i D03 zawierają nagrania z kwietnia 2019 roku. W Dragonie odbyła się wówczas tzw. Improwizowana Trzydniówka, która nie była określona mianem Festiwalu, ale nosiła wszelkie znamiona tego typu wydarzenia artystycznego. Oba albumy stworzyli niemal ci sami muzycy (z Półwyspu Iberyjskiego i Poznania), ale zawierają one diametralnie różne estetycznie improwizacje. Pierwsza, to koncert formacji Low Vertigo (znanej z czarno-czerwonej serii iberyjskiej Multikuti Project i Trybuny Muzyki Spontanicznej), która swe ciężkie, doom-metalowe improwizacje opiera na brzmieniu gitary basowej Gonçalo Almeidy, gitary elektrycznej Diego Caicedo oraz masywnym drummingu Vasco Trilli. Ta druga, w typowym zestawieniu ad hoc na kontrabas (tu znów Gonçalo Almeida), fortepian (Witold Oleszak) i dokładnie tę samą gitarę elektryczną (Diego Caicedo), zawiera subtelne, kameralne, wyjątkowo urokliwe improwizacje muzyków, których narzędziem pracy są nie tylko instrumenty, ale także panująca wokół cisza.

Albumy Spontaneous Live Series D02 i D04, to rejestracje poczynione na drugiej edycji Festiwalu, jaka miała miejsce w listopadzie 2018 roku. Obie to nagrania formacji, które śmiało możemy określić mianem working bandów. Mein Freund Der Baum, to międzypokoleniowe trio niemieckiego klarnecisty Rudiego Mahalla, szwajcarskiego gitarzysty Floriana Stoffnera i niemieckiej legendy europejskiej, improwizującej perkusji - Paula Lovensa. Warto podkreślić, iż dalece kameralne nagranie, o wyjątkowych walorach czysto artystycznych i brzmieniowych, jest także jednym z ostatnich koncertów, jakie zagrał Lovens, który od kilku lat jest już muzykiem na emeryturze, niepraktykującym występów publicznych. Dla odmiany album czwarty, to ekspresyjny, free jazzowy spektakl w wykonaniu dwóch Brytyjczyków wciąż jeszcze młodego pokolenia – saksofonisty Colina Webstera i perkusisty Andrew Lisle’a.

Piąty album digitalnej serii, czyli D05, to zapis koncertu specjalnego, jaki odbył się na zakończenie szóstej edycji festiwalu. Tym razem improwizowana scena Dragona była świadkiem wykonania … kompozycji, przygotowanej na zamówienie festiwalu przez katalońskiego gitarzystę Ferrana Fagesa. Minimalistyczny, pełen ciszy i zadumy utwór wykonał międzynarodowy Desarbres Ensemble w składzie: na saksofonach Tom Chant, Michał J. Biel i Mateusz Rybicki, na trąbce Carina Khorkhordina i na kontrabasie Àlex Reviriego. Muzycy zasiedli pośród publiczności, która stała się dzięki temu ważnym elementem spektaklu, albowiem każdym swym ruchem, czy oddechem współuczestniczyła w budowaniu ostatecznego kształtu nagrania.

Album Spontaneous Live Series D06 zawiera klasycznie festiwalową formację ad hoc: Gosia Zagajewska na wokalu, Paulina Owczarek na saksofonie altowym i Emilio Gordoa na wibrafonie i obiektach. Koncert ten miał miejsce w trakcie piątej edycji festiwalu w roku 2021. Jego spektrum dźwiękowe konsumowało nieskończone barwy brzmienia, estetyczną różnorodność i wyśmienite interakcje pomiędzy muzykami. Urok muzyki swobodnie improwizowanej w pełnej krasie.

Dotychczasowe portfolio digitalnej odsłony Spontaneous Live Series domyka edycja siódma. Album D07, to rejestracja ostatniego koncertu pierwszego dnia Spontanicznego Festiwalu roku 2023. Trio, które swą pierwszą płytę studyjną wydało w ramach iberyjskiej serii wydawniczej Multikulti Project i Trybuny Muzyki Spontanicznej, zagrało spektakularny koncert, na który złożyły się świetnie skomunikowane, głównie preparowane frazy saksofonu altowego Dona Malfona, jedynej w swoim rodzaju gitary Floriana Stoffnera i niezastąpionego w sytuacjach spontanicznych perkusisty Vasco Trilli.

 


Spontaneous Live Series D01: Low Vertigo (Diego Caicedo – g, Gonçalo Almeida – b, Vasco Trilla – dr), Improwizowana Trzydniówka, kwiecień 2019.

Spontaneous Live Series D02: Mein Freund Der Baum (Rudi Mahall – bcl, cl, Florian Stoffner – g, Paul Lovens – dr). Drumming Now! 2. Spontaneous Music Festival, listopad 2018.

Spontaneous Live Series D03: Gonçalo Almeida - db, Diego Caicedo – g, Witold Oleszak- p. Improwizowana Trzydniówka, kwiecień 2019.

Spontaneous Live Series D04: Colin Webster – as, Andrew Lisle – dr. Drumming Now! 2. Spontaneous Music Festival, listopad 2018.

Spontaneous Live Series D05: Desarbres Ensemble (Ferran Fages – kompozycja, Tom Chant – ss, Carina Khorkhordina – tp, Michał J. Biel – bs, Mateusz Rybicki – ts, Àlex Reviriego – db). Fast Forward 6. Spontaneous Music Festival, październik 2022.

Spontaneous Live Series D06: Gosia Zagajewska - v, Paulina Owczarek – as, Emilio Gordoa – vib, obj. Are You Spontaneous? 5. Spontaneous Music Festival, październik 2021.

Spontaneous Live Series D07: Don Malfon – as, Florian Stoffner – g, Vasco Trilla – dr. Noise/ Silence 7. Spontaneous Music Festival, październik 2023.



wtorek, 22 października 2024

The Circum Disc’ new outfit: Psychedelic Jelly! The Book of Pig!


Francuski label Circum-Disc, zawiadywany przez doskonałego perkusistę i perkusjonalistę Petera Orinsa, dawno temu osiągnął już kosmiczny poziom swoich produkcji, zatem bez cienia zdziwienia donosimy o dwóch kolejnych, improwizowanych petardach, pełnych jakości, zdrowych emocji i świetnych kooperacji. Na liście wykonawców same znane postaci związane z wydawnictwem. Cieszymy się, że w tym gronie – nie po raz pierwszy – odnajdujemy Paulinę Owczarek.

Dodajmy, iż nowe dźwięki z Francji docierają do nas dzięki tradycyjnej już kooperacji Circum-Disc z kanadyjskim Tour De Bras (a nie jest to jedyna kolaboracja w tym przypadku). Bez zupełnie w tym wypadku zbędnej zwłoki zapraszamy do odczytu/ odsłuchu dwóch nowych winylowych płyt w logotypem CD!



 

Psychodelic Jelly

Peter Orins, Ivann Cruz i Jérémie Ternoy muzykują pod szyldem Toc od wielu lat, świetne znamy wszystkie ich produkcje (zarówno w wersji akustycznej firmowanej samymi nazwiskami, jak i elektrycznej pod przywołaną nazwą własną). Muzycy niejednokrotnie grali w Polsce, nie ominęli jednej z edycji Spontaneous Music Festival, a onegdaj, na tych łamach, ich elektryczna odsłona została porównana do rockowej legendy The Doors, z nieco prowokacyjnym stwierdzeniem, iż tak oto graliby ci ostatni po śmierci Morrisona, gdyby postawili wyłącznie na improwizację. Jesienią ubiegłego roku do Toc dołączyła krakowska saksofonistka Paulina Owczarek, dzięki czemu powstało nagranie, nad którym obecnie pochylamy nasze uszy.

Toc, jak to ma w zwyczaju, zaczyna swój spektakl w ciszy, w pajęczynie mikro interakcji, w pozie drobnego rozhuśtania, by po procesie wielominutowego dojścia, skonać w ogniu psychodelicznej, gitarowo-fenderowo-perkusyjnej ekspozycji. W wersji kwartetowej nie ma specjalnych zaskoczeń, może jedynie droga do stanu kulminacji jest bardziej rozciągnięta w czasie, przyozdabiana wieloma brzmieniowymi niuansami, nie bez znaczącego udziału polskiej saksofonistki. Ta ostatnia pomiędzy typowe dla Toc frazy perkusjonalii, fenderowych plam i gitarowych półakordów wplata subtelne, saksofonowe preparacje. Muzycy osiągają bardziej zaawansowane stadium podróży mniej więcej wraz z upływem dziesiątej minuty improwizacji, która wypełnia pierwszą stronę czarnego krążka. Jak zwykle bazę rytmiczną kreuje tu perkusista, ale w tym obszarze zadania ma każdy z wykonawców, szczególnie pianista i jego niskie pasma. Ten ostatni z czasem daje improwizacji niemal rockowy drive, przy okazji nie zapominając o budowaniu psychodelicznego backgroundu. W stadium rytualnego szczytu, w pozie rytmicznej odnajdujemy już wszystkich. I zdaje się, iż każdemu, tudzież każdej w tej roli jest wyjątkowo po drodze.

Druga improwizacja zdaje się wymagać jeszcze bardziej żmudnych prac przygotowawczych. Na etapie rozruchu saksofonistka i perkusjonalista preparują, a o ambientowe tło dbają master of fender i gitarzysta. Powstaje z tego gęsta zawiesina, która zostaje systematyczne nasączana rytmem, najpierw perkusji, potem gitary i piana, na końcu saksofonu. W przeciwieństwie wszakże do części pierwszej dramaturgiczny suspens (ów moment błyskotliwego zawahania) trwa niemal do końca dwunastej minuty ekspozycji, która i tak jest o kilka chwil krótsza od pierwszej. Tym razem improwizacja narasta zdecydowanie wolniej i po prawdzie nie osiąga szczególnej intensywności - grana jest na wydechu, z dużą swobodą i nieskrywaną radością współtworzenia. Szczególnie urokliwa jest tu ambientowa finalizacja, która trwa więcej niż kilkadziesiąt sekund. Ostatnie słowo należy wszakże do Petera i Pauliny.



 

The Book of Pig

Spotkanie Petera Orinsa z czeskim trębaczem i elektronikiem Petrem Vrbą ukryte zostało pod zagadkową nazwą Kesherul Neg Pineg, a zatytułowane Księga Świni. Zawartość muzyczna jest jeszcze bardziej intrygująca, mimo drobnych ambiwalencji wynikających z faktu, iż Vrba dostarcza nam tu więcej dźwięków syntetycznych, tudzież elektroakustycznych niż fraz samej trąbki. Nasza podróż, i tym razem, rozciągnięta została na dwie strony czarnego krążka.

Nagranie otwiera plama delikatnego ambientu, obtoczona strumieniem szeleszczących talerzy. Wokół tworzy się natychmiast chmura onirycznego rezonansu, a całość przybiera mroczne barwy, tkana zarówno nieinwazyjnymi porcjami elektroniki, jak akustyką drżących, perkusjonalnych drobiazgów. Z czasem w zgrabnie uformowanym, elektroakustycznym dronie zaczynają pojawiać się pierwsze akcenty perkusyjnego rytmu. Akcja goni tu akcje, choć całość – definitywnie linearna -wydaje się dość leniwa i nie skora do eskalowania dynamiki. W drugiej połowie ponad 23-minutowej improwizacji po raz pierwszy słyszymy dźwięki kojarzące się z trąbką i jej akustyczną powłoką. Opowieść nabiera teraz jeszcze więcej rytmu w żagle, choć nadal wydaje się lekka, nieukorzeniona. Dopiero pulsujące pasma basowe w fazie finalizacji powodują, iż improwizacja nadyma się i nieznacznie gęstnieje. Choć kona pozbawiona znamion perkusyjnego rytmu.

Druga odsłona lepi się w fazie początkowej ze strzępów dźwięku, ledwie słyszalnych ochłapów fonii. Trąbka pulsuje elektroniką, skromny drumming po talerzach rozsiewa pierwsze zalążki struktury rytmicznej. Opowieść, mimo, iż cicha i ulotna, efektownie rozbudowuje się zawłaszczając coraz więcej potencjalnego spektrum dźwiękowego. Każdy element tej gry zdaje się być z jednej strony akustyczny, z drugiej nasączony wywarem syntetyki, bezwzględnie zaś każdy niesie w sobie źdźbło rytmu. W drugiej fazie improwizacji akcenty zostają na pewien czas przesunięte w kierunku akustyki. Trąbka tonie w spazmach, perkusja rozwarstwia się niczym skrzydła nietoperza. Flow traci na intensywności, ale nie gubi walorów rytmicznych. Z czasem znów nabiera syntetyczności - nawet efektowne obcierki na werblu brzmią jak z kabla. Przez moment wszystko przypomina odgłosy maszyny parowej. Po drobnym przesileniu improwizacja dogorywa w gęstej strudze ambientu, doposażanego sporą porcją fraz akustycznych. Końcowe słowo, a jakże, należy do tych ostatnich.

 

Toc & Paulina Owczarek Psychedelic Jelly (Circum-Disc, Tour de Bras, Do It Youssef & Les Clampins d’Abord, LP 2024). Paulina Owczarek – saksofon altowy, Jérémie Ternoy - Fender Rhodes, Piano Bass, Ivann Cruz – gitara oraz Peter Orins – perkusja. Nagranie koncertowe, Ronchin, Francja, grudzień 2023. Dwie improwizacje, 42 minuty.

Kesherul Neg Pineg The Book Of Pig (Circum-Disc, Tour de Bras & Do It Youssef, LP 2024). Petr Vrba – trąbka, elektronika oraz Peter Orins – perkusja. Nagrane w Ronchin, Francja, czas nieznany. Dwie improwizacje, 46 minut.

 



piątek, 7 czerwca 2024

Zagajewska, Owczarek i Gordoa na szóstym albumie digitalnej edycji Spontaneous Live Series


(informacja prasowa)

 

Nie tylko wtajemniczeni wiedzą, że pod szyldem Spontaneous Live Series kryje się zarówno cykl koncertowy organizowany przez Trybunę Muzyki Spontanicznej i poznański Dragon Social Club, jak i cykl wydawniczy, który publikuje nagrania zarejestrowane w trakcie Spontaneous Music Festival, jaki odbywa się w Poznaniu od roku 2018.

Cykl płytowy doczekał się jak do tej pory trzynastu edycji upublicznionych na nośniku fizycznym (na poręcznej płycie kompaktowej) oraz kolejnych pięciu, dostępnych na spontanicznym bandcampie jedynie w plikach elektronicznych. I to właśnie w ramach tej ostatniej sublablowej inicjatywie otrzymujemy teraz nowy album.



Pomieszczono na nim jeden z klasycznych festiwalowych składów, czyli formacji skleconej „ad hoc”, zatem pierwszego spotkania muzyków w danym zestawieniu personalnym. W trakcie ostatniego dnia piątej edycji spontanicznego festiwalu, który w roku 2021 zwał się przewrotnie „Are You Spontaneous?”, na scenie dragonowej wystąpiło trio – Małgorzata Zagajewska operująca głosem o nieskończonych możliwościach kreacji, Paulina Owczarek na dygoczącym z emocji saksofonie altowym, wreszcie gość z Berlina, choć Meksykanin, Emilio Gordoa, który z prostego urządzenia, jakim jest wibrafon, uczynił wówczas groźne narzędzie zbrodni, preparując glazurę instrumentu całą masą tajemniczych przedmiotów. Efekt tego spotkania zamyka się w secie, który trwa trzydzieści kilka minut i zdaje się nieść niepoliczalną ilość wrażeń, często mrocznych i spowitych brzmieniowymi tajemnicami.

A tak o owym koncercie napisano onegdaj na łamach Jazzarium.pl i jak zawsze symultanicznie, na szpaltach Trybuny Muzyki Spontanicznej:

„Wreszcie trzecie trio - Małgorzata Zagajewska (głos), Paulina Owczarek (saksofon altowy) oraz Emilio Gordoa (tym razem wibrafon, elektronika, obiekty). Kolejny spektakularny set festiwalu, budowany ludzkim krzykiem, dętym wrzaskiem i wibrafonowymi preparacjami, ale także subtelnymi frazami, konstruowanymi na pograniczu ciszy. Ekspresja artystów zaczynała swe życie tuż nad podłogą, po czym rozbijała sufit kilku kolejnych kondygnacji Dragona”.



Nagranie jest dostępne na spontanicznym bandcampie od piątku 7 czerwca. Z uwagi na swój digitalny charakter, nakład albumu jest niewyczerpalny. Zapraszamy na zakupy!

https://spontaneousliveseries.bandcamp.com/album/spontaneous-live-series-d06

Spontaneous Live Series D06: Gosia Zagajewska, Paulina Owczarek, Emilio Gordoa Live at 5th Spontaneous Music Festival, 2021 (Spontaneous Music Tribune, DL 2024). Gosia Zagajewska (głos), Paulina Owczarek (saksofon altowy) oraz Emilio Gordoa (wibrafon, obiekty). Nagrane 3 października 2021, Dragon Social Club, Poznań. Jedna improwizacja, 34 minuty.



piątek, 24 maja 2024

Peter Orins in two Circum Disc’ Trios!


Dokładnie w ostatni dzień maja swoje światowe premiery będą miały dwa kolejne wydawnictwa francuskiego labelu Circum-Disc, któremu kibicujemy od lat. Naszą radość potęguje fakt, iż na obu krążkach pojawia się nasz ulubiony francuski improwizator Peter Orins, przy okazji gość, który w tejże inicjatywie edytorskiej zdaje się być głównym pociągającym za sznurki.

Oba albumy są w pełni akustyczne, oba zawierają nagrania z wykorzystaniem fortepianu i perkusji. W pierwszym przypadku uzupełnieniem jest gitara akustyczna, w drugim saksofon altowy. A na liście płac sami nasi dobrzy znajomi! Najpierw hołubione nie tylko na tych łamach trio TOC, które w wersji akustycznej podpisywane jest jedynie nazwiskami artystów. Tuż potem kontynuacja świetnie rozpoczętej współpracy Orinsa z krakowską saksofonistką Pauliną Owczarek, tym razem w trio z francuską pianistką Christine Wodrascką.

Obie płyty trzymają typowy dla tej wytwórni kosmiczny poziom artystyczny, zatem bez zbędnej zwłoki przystępujemy do eksploracji dźwięków na nich zawartych.




Ternoy/ Cruz/ Orins The Theory of Constraints (CD 2024). Jérémie Ternoy – fortepian, Ivann Cruz – gitara akustyczna oraz Peter Orins – perkusja. Nagrane w Ronchin, październik 2023. Sześć improwizacji, 70 minut.

To bodaj drugie wspólne ujawnienie Ternoya, Cruza i Orinsa w wersji akustycznej. Te pierwsze miało miejsce wiele lat temu i jeśli pamięć recenzencka nie zawodzi, było nagraniem ze wszech miar open jazzowym. Nowa odsłona TOC unplugged zdecydowanie oddala się od idiomu jazzu, zdaje się być jedną wielką wariacją na temat rytmu, opowieścią o jego równoczesnej prostocie i złożoności, tudzież lustracją metod, jakimi można ów powtarzalny tembr życia narracji generować. Początek i koniec tego niezwykłego albumu zdają się być dość dynamiczne, a określenie polirytmia nie wydaje się być pozbawiane sensu. Wszakże wielominutowy środek nagrania toczy się już w żółwim tempie, przypomina minimalistyczny marsz pogrzebowy, kąsa jednak uroda w każdym momencie swojego długiego życia, po raz kolejny udowadniając, iż ta trójka Francuzów, to improwizatorzy najwyższej z możliwych klas. Czapki z głów!

Słowo się rzeko, pierwsza, rytmiczna medytacja toczy się w dość żwawym tempie. Od pierwszego dźwięku urzekać może szerokie spektrum rozwarstwionej narracji, której każdy element buduje rytm na swoje podobieństwie, ale wedle wspólnych potrzeb. Ta opowieść daleka jest wszakże od ulotności typowej dla afrykańskiej polirytmii. Pełna jest smutku, pewnej melancholii, toczona definitywnie pod niebem spowitym ciemnymi, kłębiastymi chmurami. Z czasem narracja delikatnie pęcznieje, co jest efektem nade wszystko pracy perkusyjnej. Wraz z początkiem drugiej opowieści muzycy wpadają w minimalistyczny, powolny, naznaczony piętnem zaniechania … umierający rytm. Gitarzysta stawia na oszczędne akcje, koncentruje się na wybijaniu leniwego tempa, okazjonalnie sięga po flażolety. Pianista pracuje na klawiaturze, czasami wzbogaca flow frazami inside piano, jak wszyscy, ma na celu przede wszystkim tyczenie szlaku podróży. Bywa wszakże incydentalnie zasmucony, trochę roztargniony, czasami pełny boleści. W tym zmrożonym tyglu emocji wielkich rzeczy dokonuje drummer, który szeleści, pociera przedmiotami, wprowadza w stan rezonansu matowo brzmiące talerze, cały czas dbając, by improwizacja miał swój podskórny, czasami ledwie słyszalny rytm. Druga i trzecia opowieść, choć są niemal w całości przykładem martwych post-ballad, w swych fazach końcowych zdają się nabierać odrobiny tempa. W czwartej i piątej opowieści tego ostatniego jest jakby jeszcze mniej. Dużo tu fraz preparowanych, mrocznych dyskusji z ciszą. To przykład filigranowych deliberacji, które w ostateczności osiągają jednak rytmiczną fakturę. Jeśli w części czwartej dominuje rezonans i perkusjonalne drobiazgi, to w piątej mamy więcej dźwięków, które płyną niemal przy samej podłodze. W tej fazie albumu wszystko zdaje się drżeć, pulsować mrokiem i niedopowiedzeniem. Znów możemy mówić o wielominutowych medytacjach, tym razem wszakże zdobionych źdźbłami melodii. Piąta opowieść bez sekundy ciszy przechodzi w ostatnią, szóstą improwizację. Gitara podaje teraz garść flażoletów uformowanych w ciąg bardziej intensywnych zdarzeń. Piano i perkusja zaczynają budować rytm, który z czasem definitywnie pęcznieje. Swobodny, wciąż leniwy step nabiera nieco ulotnej intensywności, a także zaskakująco post-bluesowego posmaku. Ostatnie tchnienia muzyków, to rodzaj tańca, który finalnie sprowadza ich na samo dno z nutą pianistycznej melancholii. 

 


 

WOO Hoo-ha (CD 2024). Christine Wodrascka – fortepian, Paulina Owczarek – saksofon altowy oraz Peter Orins – perkusja. Nagrane w Le Confort Moderne, Pointiers (1-2) i Ronchin (3), grudzień 2023. Trzy improwizacje, 49 minut.

Czas na trio nazwane zabawnie WOO, które spotyka się ze sobą bodaj po raz pierwszy i zdaje się być rozwinięciem dotychczasowej współpracy perkusisty i alcistki. Duet ów uzupełniony o pianistkę, którą zwykliśmy kojarzyć z bardziej kameralnymi improwizacjami, decyduje się na dalece emocjonalny marsz, w wielu kluczowych momentach śmiało przybierający szaty free jazzowe. Spektakl składa się z wielominutowej części głównej i dwóch bystrych uzupełnień, które nie zdają się być jedynie dogrywkami.

Pierwsza improwizacja trwa prawie trzydzieści pięć minut, mieni się zatem wszelkimi dostępnymi gatunkowi kolorami i odcieniami. Minimalistyczne otwarcie lepione z drobiazgów, półfraz i szelestów sprawia wrażenie bardzo szorstkiej odsłony chamber, ale dość szybko przybiera kierunek bardziej ekspresyjny, szyty na post-jazzowych podwalinach. Pokrętny rytm, dyktowany nie tylko przez drummera, dobrze koreluje tu z obraną marszrutą. Muzycy kontrolują emocje, a po drobnym przesileniu przechodzą do fazy zabaw w podgrupach, stonowanych preparacji i skupiania się na brzmieniowych niuansach. Serwują nam choćby duet impulsywnego piana i zrównoważonego drummingu, cały czas mając z tył głowy jazzowy punkt odniesienia. Fazy krzyków i lamentów kończą się tu na szybkich, free jazowych spiętrzeniach, fazy kojenia emocji toną w potoku rezonujących dźwięków. Mamy krótkie solo perkusji, potem jej duet z altem budowany ze strzępów fonii, wreszcie kolektywną akcję opartą na mroku czarnych klawiszy fortepianu. Pod koniec improwizacji, w gęstwinie drobnych, niedopowiedzianych kwestii pojawia się tajemniczy, dęty dźwięk, który po czasie okazuje się być ekspozycją na saksofonowym ustniku. Wsparty na głęboko osadzonym drummingu prowadzi trio na finałowe, free jazzowe wzgórze.

Pozostałe dwie improwizacje trwają mniej więcej po siedem minut i niosą emocje usytuowane na przeciwległych biegunach ekspresji. Pierwsza z nich skupia się na generowaniu drobnych fraz w bezpośredniej bliskości ciszy. Pełna szumów i szmerów formuje się w wystudzoną post-balladę. Ta druga zdaje się być udaną próbą reasumpcji pomysłów na bardziej free jazzowe akcje. Perkusyjny post-rytm bity po krawędziach, pełniejszy wydech saksofonu i piano z nutą nostalgii. Narracja szuka tu silnych emocji, ale ostatecznie spoczywa na rytmicznych, minimalistycznych dyskusjach, niepozbawionych pożegnalnej melodyki.



 

sobota, 27 kwietnia 2024

Improwizująca Grupa Wyszehradzka na spontanicznym wydarzeniu w poznańskim Dragonie


(informacja prasowa)

 

W ostatnią niedzielę kwietnia poznański Dragon zaiskrzy muzyką improwizowaną już od wczesnych godzin popołudniowych. Najpierw odbędą warsztaty dla wszystkich chętnych o dowolnym poziomie zaawansowania artystycznego, a potem - już tradycyjnie o godzinie 20.00 - koncert, który przy okazji będzie 59.edycją cyklu koncertowego Spontaneous Live Series.



Rzeczony cykl koncertowy, organizowany od sześciu lat przez Trybunę Muzyki Spontanicznej i Dragon Social Club, zaproszony został do współorganizowania przedsięwzięcia artystycznego łączącego muzyków improwizujących z Państw tzw. Grupy Wyszehradzkiej, czyli Węgier, Słowacji, Czech i Polski.  Projekt afiliuje węgierska inicjatywa Quadrilateral Sound Exchange, której celem jest budowanie pomostów pomiędzy muzykami wymienionego rejonu geograficznego Europy, w szczególności zaś budowania wartości artystycznych poprzez komponowanie improwizujących składów z muzyków, którzy nigdy ze sobą wcześniej nie współpracowali. Innymi słowy …. classical ad hoc formations! Pomysł jakby zaczerpnięty na wprost z tego wszystkiego, czym jest Spontaneous Music Festival i cykl pojedynczych koncertów Spontaneous Live Serries.

Pierwszym projektem realizowanym w ramach tej kuratorskiej inicjatywy jest koncert, na który właśnie zapraszamy. Zagra dla nas międzynarodowy kwartet ad hoc w składzie: Paulina Owczarek (Polska) – saksofon altowy, Daniel Kordik (Słowacja) – elektronika, Jan Mikyska (Czechy) - viola da gamba, gitara elektryczna oraz Attila Gyárfás (Węgry) - perkusja, gardon.

W roli lokalnego suportu wystąpi trio ad hoc w składzie: Michał Giżycki – saksofony, klarnet basowy, Paweł Doskocz – gitara elektryczna oraz Michał Joniec – instrumenty perkusyjne.

Koncert, to jednak nie wszystko. Już bowiem wczesnym popołudniem tego samego dnia odbędą się warsztaty, które poprowadzą muzycy zaangażowani w projekt. Węgierski kompozytor/ improwizator Ernő Zoltán Rubik i wspomniany Daniel Kordik zaoferują „bezpieczną przestrzeń do słuchania i swobodnej zabawy, a wszystko po to, by osiągnąć maksymalne możliwości bycia obecnym w procesie improwizacji”.

 

Spontaneous Live Series Vol. 59: 28 kwietnia 2024, Warsztaty 15.00, Koncert 20.00

Poznań, Dragon Social Club, Zamkowa 3

Ad Hoc Trio:

Michał Giżycki – saksofony, klarnet basowy

Paweł Doskocz – gitara elektryczna

Michał Joniec – instrumenty perkusyjne

Quadrilateral Sound Exchange:

Paulina Owczarek (PL) – saksofon altowy

Daniel Kordik (SK) - elektronika

Jan Mikyska (CZ) - viola da gamba, gitara elektryczna

Attila Gyárfás (HU) - perkusja, gardon

 

Bilety on-line: https://kbq.pl/127218

 

Quadrilateral Sound Exchange to międzynarodowy projekt zainicjowany przez Stowarzyszenie Muzyki Improwizowanej „JazzaJ”. Społeczność kuratorów, muzyków i wolontariuszy z siedzibą w Budapeszcie ma 12-letnią historię w kształtowaniu węgierskiej sceny improwizowanej. Łącząc muzyków, którzy nigdy wcześniej ze sobą nie grali, tworzą niepowtarzalne konstelacje artystyczne na każdym koncercie, jaki organizują.

W dniach 23-30 kwietnia Kwartet QSE wyruszyli w trasę, na którą złożą się cztery koncerty i cztery warsztaty realizowane przez muzyków tworzących formację. Łącząc czterech ekscytujących improwizatorów, po jednym z każdego kraju Grupy Wyszehradzkiej, projekt ma na celu zapoczątkowanie zrozumienia, współpracy i inspiracji na tętniących życiem scenach muzyki improwizowanej w Bratysławie, Pradze, Poznaniu i Budapeszcie.

Atrakcyjność projektu zwiększa fakt, że do kwartetu Owczarek-Kordik-Mikyska-Gyárfás w każdym mieście dołączy zespół lokalnej sceny improwizowanej.

Quadrilateral Sound Exchange jest współfinansowany przez Rządy Czech, Węgier, Polski i Słowacji w ramach Grantów Wyszehradzkich z Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego. Misją funduszu jest propagowanie pomysłów na trwałą współpracę regionalną w Europie Środkowej.



 

Biogramy:

Daniel Kordik – jego twórczość muzyczna obejmuje trzy dziedziny: muzykę elektroniczną, swobodne improwizacje i nagrania terenowe. Przez lata brał udział w wielu projektach, w tym w duecie hardware noise Jamka oraz w przedsięwzięciach solowych i grupowych, obejmujących swobodne improwizacje i nagrania terenowe. Razem z Edwardem Lucasem i N.O. Moore jest współwłaścicielem wytwórni Earshots: https://earshots.bandcamp.com/

Jego muzyka została wydana w takich wytwórniach, jak Superpang, Weltschmerzen, LOM, Sub Rosa, Takuroku, Baba Vanga, Confront Recordings, Scatter Archive, Urbsounds Collective i Earshots Recordings. https://danielkordik.bandcamp.com/

Jan Mikyska - kompozytor, muzyk i artysta mieszkającym w Pradze. Często pracuje na obrzeżach dźwięku, tworząc instalacje video, performance, teksty. Studiował kompozycję w Guildhall School of Music & Drama w Londynie (z wymianą na Universität der Künste w Berlinie i Centrum Studiów Audiowizualnych, FAMU w Pradze) oraz uzyskał tytuł magistra reżyserii teatru alternatywnego i lalek w DAMU w Pradze. Założył zespoły Stratocluster (improwizacja multimedialna) i Prague Quiet Music Collective (redukcjonistyczna muzyka współczesna), w których gra na gitarze, violi da gamba i innych instrumentach. Jan jest także zastępcą redaktora naczelnego Czeskiego Kwartalnika Muzycznego i pracuje jako tłumacz z języka czeskiego na angielski. www.ianmikyska.com

Paulina Owczarek – saksofonista i improwizatorka, absolwentka Akademii Muzycznej w Krakowie. Gra na saksofonie altowym i barytonowym. Interesuje się głównie swobodną improwizacją. Jest aktywną członkinią sceny muzyki improwizowanej i eksperymentalnej, bierze udział w licznych projektach free improv w Polsce i Europie.

Założycielka i dyrygenta Krakow Improvisers Orchestra, zespołu zajmującego się improwizacją dyrygowaną. Obecnie udziela się także w takich grupach, jak Morświn, WOO, Human.error, Cranky Ego, Figa, Ute von Bingen czy Sambar. Była członkiem takich formacji, jak Starych Taśmy, OCHO, Open House, London Improvisers Orchestra i Satoko Fujii Orchestra; współpracowała z teatrami i improwizowała z poetami, tancerzami i malarzami. https://paulinaowczarek.bandcamp.com

 Attila Gyárfás - węgierski perkusista i kompozytor skupiający się przede wszystkim na swobodnej improwizacji i badaniu możliwości tonalnych zestawu perkusyjnego.

Wystąpił na ponad 20 płytach i występował w wielu najważniejszych salach i festiwalach z takimi artystami, jak Magic Malik, Alexander von Schlippenbach, Ralph Alessi i Seijiro Murayama. Jako lider wydał trzy płyty (Cloud Factory w 2018 r., Randomity w 2020 r. i Minimal Distance w 2022 r.). Jest współzałożycielem grup Quelquefois i Identified Flying Object oraz członkiem eksperymentalnego folkowego zespołu jazzowego Kovász. Rozpoczął także projekt w duecie elektroakustycznym z kompozytorem Bálintem Bolcsó i regularnie występuje w duecie z pianistą Gabrielem Zuckerem. Od 2020 roku uczy gry na perkusji jazzowej w Akademii Muzycznej im. Franza Liszta. https://attilagyarfas.bandcamp.com/

 

 

środa, 3 kwietnia 2024

Spontaniczna wiosna w poznańskim Dragonie


(informacja prasowa)

 

Trybuna Muzyki Spontanicznej i Dragon Social Club zapraszają na wiosenne koncerty cyklu Spontaneous Live Series. W trakcie sześciu wieczorów posłuchamy w Poznaniu ognistego, punkowego free jazzu w wydaniu brazylijsko-portugalskim, ponadgatunkowego projektu, który łączy improwizatorów z krajów tzw. Grupy Wyszehradzkiej, klasyków improwizowanego dark ambientu, międzynarodowego kwartetu, który kojarzy kwiat iberyjskiej improwizacji z muzykami ze stolicy Niemiec, a także dwie formacje ze znaczącym udziałem muzyków skandynawskich – obie swobodnie improwizujące, jedna w pełni akustycznie, druga z kolei elektro-akustycznie.



 

Wiosenna edycja spontanicznego cyklu koncertowego rozpocznie się we środę 17 kwietnia. Do Dragona wróci wtedy jeden z naszych ulubionych improwizujących saksofonistów Yedo Gibson, a wraz z nim basista Felipe Zenícola oraz perkusista João Valinho. Tego ostatniego, podobnie jak Gibsona, świetnie znają miłośnicy albumów wydawanych przez Trybunę Muzyki Spontanicznej, z kolei Zenícola to m.in. stały uczestnik jednego ze składów Paala Nilssena- Love, czyli New Brazilian Funk. Ta trójka zwie się MOVE i gra wyjątkowo energetyczną muzykę improwizowaną, którą śmiało można otagować takimi określeniami, jak punk-rock, free-funk, noise-rock, czy też skojarzyć z takimi formacjami, jak PainKiller, czy Altered States. Koncert MOVE poprzedzi intrygująca, ponadgatunkowa eksploracja w wydaniu krajowym – zagrają gitarzysta Michał Sember i akordeonista Ryszard Lubieniecki.

Jeszcze w kwietniu, dokładnie 28-ego, do Poznania zawita improwizowany projekt wyszehradzki Quadrilateral Sound Exchange. Pod egidą węgierskiej inicjatywy JazzaJ czwórka artystów z Polski, Słowacji, Czech i Węgier – saksofonistka Paulina Owczarek, obsługujący elektronikę Daniek Kordik, gitarzysta i skrzypek Jan Mikyska oraz perkusista Attila Gyárfás – będzie swobodnie improwizować w formule ad hoc, zatem spotkają się na scenie po raz pierwszy. Obok Bratysławy, Pragi i Budapesztu ważną stacją trasy koncertowej będzie właśnie Poznań. W roli lokalnego suportu wystąpi ad hoc trio – saksofonista i klarnecista Michał Giżycki, gitarzysta Paweł Doskocz oraz perkusjonalista Michał Joniec. Dodajmy, iż projekt przewiduje także warsztaty instrumentalne, które poprzedzą koncert główny wieczoru.

Maj także przyniesie dwa wydarzenia koncertowe. Najpierw w niedzielę 12-ego zagra duet The Void Of Expansion, czyli belgijski gitarzysta Dirk Serries i norweski perkusista Tomas Järmyr. Obaj są bez wątpienia klasykami Improwizowanego dark ambientu, współtworzą m.in. formację Yodok III. To prawdziwa gratka dla wielbicieli mrocznych, niekończących się opowieści na mglistą gitarę elektryczną i masywną, rockową perkusję. Ten koncert, to powrót do Dragona Serriesa, festiwalowego headlinera z roku 2019, którego znamy również z wielu swobodnie improwizowanych nagrań na gitarze akustycznej.

Z kolei 23 maja do Dragona zawita trio swobodnie improwizujących artystów, których zaliczyć możemy do grona młodych gniewnych europejskiej muzyki kreatywnej – japońska pianistka Rieko Okuda, duński kontrabasista Asger Thomsen oraz niemiecki saksofonista Jonas Engel. Z pewnością wielbiciele tzw. technik rozszerzonych i dźwięków posadowionych blisko ciszy będą tego wieczoru zachwyceni.

W wymiarze spontanicznym wiosna, tak jak w kalendarzu gregoriańskim, kończy się w czerwcu. Wtedy to właśnie będą miały miejsce kolejne dwa wieczory z muzyką improwizowaną. Pierwszego dnia miesiąca zagra międzynarodowy, free jazzowy kwartet Gravelshard, który tworzą niemiecki gitarzysta Olaf Rupp, świetnie znani w Polsce przedstawiciele Półwyspu Iberyjskiego – portugalski trębacz Luis Vicente i katalońsko-portugalski perkusista Vasco Trilla, wreszcie niemiecki Amerykanin, kontrabasista John Hugnes.

Na koniec wiosennej przygody czeka nas formacja Teeth, która zabierze nas w zdecydowanie elektroakustyczną podróż. Grupę tworzą Skandynawowie: Anders Filipsen na instrumentach klawiszowych, Herman Müntzing obsługujący elektronikę oraz najbardziej rozpoznawalny w tym gronie, wielokrotny uczestnik spontanicznych wydarzeń w Dragonie, perkusista Håkon Berre. Każdy z artystów w arsenale swoich środków rażenia będzie miał także tzw. obiekty, na ogół amplifikowane. Ten koncert odbędzie się 11 czerwca.

 

Wiosenne koncerty Spontaneous Live Series:

17 kwietnia, Vol. 58 – MOVE: Yedo Gibson - saksofon, Felipe Zenícola – gitara basowa, João Valinho – perkusja + Michał Sember - gitara/ Ryszard Lubieniecki – akordeon

28 kwietnia, Vol. 59 – Quadrilateral Sound Exchange: Paulina Owczarek – saksofon altowy, Daniel Kordik – elektronika, Jan Mikyska - viola da gamba, gitara elektryczna i Attila Gyárfás - perkusja, gardon + Ad Hoc Trio: Michał Giżycki – saksofon, klarnet basowy, Paweł Doskocz – gitara elektryczna, Michał Joniec – instrumenty perkusyjne

12 maja, Vol. 60 - The Void Of Expansion: Dirk Serries - gitara, Tomas Järmyr – perkusja

23 maja, Vol. 61 – Trio: Asger Thomsen – kontrabas, Rieko Okuda - fortepian, Jonas Engel – saksofon, modyfikowana trąbka kieszonkowa

1 czerwca, Vol. 62 – Gravelshard: Olaf Rupp - gitara, Luis Vicente – trąbka, John Hugnes - kontrabas, Vasco Trilla – perkusja

11 czerwca, Vol. 63 – Teeth: Anders Filipsen – instrumenty klawiszowe, Herman Müntzing – elektronika, obiekty amplifikowane, Håkon Berre – perkusja, obiekty, elektronika




wtorek, 3 stycznia 2023

Spontaneous Live Series 009-011: sweet memories from 5th Spontaneous Music Festival 2021!


Pośród jedenastu setów Spontanicznego Festiwalu roku 2021 cztery wydały się szczególnie intrygujące już w momencie obcowania z nimi na żywo. Po żmudnym procesie decyzyjnym, poprzedzonym bezkrwawymi konsultacjami społecznymi, zostały one ostatecznie wybrane i skierowane do produkcji. W trakcie ostatniej edycji spędu miłośników wolnej improwizacji trzy albumy z owymi czterema setami miały swoją światową premierę. Dziś zaglądamy do środka każdej z szarych kopert z niemal bliźniaczymi napisami i sprawdzamy, jakie dźwięki zostały wygrawerowane na czarnych od smoły dyskach kompaktowych.



 

Spontaneous Live Series 009: Guilherme Rodrigues's Spontaneous Ensemble and Trio

Guilherme Rodrigues – wiolonczela, Marcelo Dos Reis – gitara elektryczna (utwór 1), gitara akustyczna (2, 3), Anna Jędrzejewska - elektronika (1), fortepian (2, 3), Wojtek Kurek - perkusja (1), Witold Oleszak - fortepian (1), Paweł Doskocz – gitara elektryczna (1), Michał Giżycki – klarnet basowy (1) oraz Ostap Mańko - skrzypce (1). Trzy improwizacje, 58:39.

Na początek oktet! Wiolonczela wybija inicjacyjny rytm, elektronika wysyła wilgotne fale, struny skrzypiec i tuba klarnetu oddychają, coś rezonuje, a drobiny prądu elektrycznego snują się po gryfach gitar – plejada drobnych, rwanych fraz zaczyna formować się w strumień powolnej narracji bez zbędnej zwłoki. Pierwsze preparowane dźwięki śle piano, skrzypce mimowolnie śpiewają, a coraz więcej akcji może liczyć na bystre reakcje. Jak za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki narracja nadyma się zimnym powietrzem, co zdaje się zwiastować pierwszą burzę tego wieczoru. Kulminacja jest jednak pozorna, muzycy czuwają bowiem kolektywnie nad poziomem emocji. Strumień żywych dźwięków skrzy się coraz większą liczbą preparowanych fraz, podczas gdy elektronika buduje echo, stoi w miejscu i szeleści. Każdy z instrumentów zdaje się teraz szukać dla siebie właściwego pasma transmisji dźwięku. Jeszcze przed upływem dziesiątej minuty improwizacja przypomina małe crescendo, którego końcową fazę zdobi pierwsza bardziej aktywna akcja perkusisty. Flow pnie się jednak dalej ku górze – cello śpiewa pod smyczkiem, gitary atakują ogniem rozproszonym i dopiero zdecydowania reakcja piana sprawia, że narracja wchodzi w długo oczekiwaną fazę wytłumienia. Kameralny klimat łapania oddechu dość niespodziewanie nabiera tu filigranowego rytmu. Strunowce repetują, gitary sieją mały zamęt, a drummer tyczy dalszy szlak podróży. Jeszcze tylko kilka mocniejszych uderzeń w klawiaturę i narracja długo przed upływem dwudziestej minuty wpada w kompulsywny free jazz. Dziki taniec trwa tu kilka minut, a tym, który gasi ów urokliwy pożar jest aktywny dramaturgicznie pianista. Faza uspokojenia koncertuje się teraz na frazach preparowanych i ekspozycjach dronowych. Z jednej strony krótkie, rwane półdźwięki, z drugiej oddech backgroundu, który wydaje się lepki od potu. Po niedługim czasie narracja znów zdaje się nabierać powietrza w płuca. Strunowe riffy i klarnetowe podmuchy piętrzą się dłuższą chwilę, po czym, jakby bez walki poddają się dominacji gitary, która sprytnie gasi emocje. Improwizacja zdecydowanie wchodzi teraz w fazę przedfinałowych pulsacji i dramaturgicznych rozterek. Mniej lub bardziej skondensowane porcje dźwięków, z gitarami na czele pochodu, dość szybko znajdują końcową ciszę.

A teraz trio! Otwarcie spoczywa na barkach wiolonczeli, która sprytnie nawiązuje do klimatu poprzedniego seta. Tymczasem gitara stoi w blokach startowych, a piano stawia na minimalizm. Wzajemne szukanie się artystów na scenie nie trwa jednak zbyt długo. Kameralna nieśpieszność dodaje uroku, ale nie odbiera szansy na budowanie czegoś bardziej interaktywnego. Nim to jednak nastąpi, muzycy proponują garść preparowanych, łamanych kołem zębatym dźwięków, pełnych rezonansu i strunowych westchnień, które definitywnie zdobią opowieść, a może i cały dysk. Sygnał do budowania bardziej zwartej narracji daje tu pianistka, która powtarza kilka fraz. Potem buduje flow na klawiaturze, pod który podłączają się rozśpiewane cello i gitara, która szuka rytmu. Wszyscy idą teraz na szczyt, który osiągają w okolicach dziesiątej minuty. Przez moment każdy instrument wydaje się tu być zbrojnym ramieniem perkusji. Uspokojenie realizuje się w chmurze mglistych i szeleszczących dźwięków, usytuowanych w bezpośredniej bliskości ciszy. Nowy wątek improwizacji klecony jest z drobnych interakcji, które w mgnieniu oka formują się w całkiem efektowną kulminację. Dynamika, świetne reakcje, klimat gitarowego post-flamenco – ogień ekspresji króluje na scenie do końca siedemnastej minuty, po czym gaśnie wprost w ramiona post-klasycznych, pięknych fraz ze strony każdego instrumentu. Nim improwizacja dokona swojego żywota, wiolonczelista zejdzie jeszcze nisko na kolanach, a pianistka odnajdzie na klawiaturze kilka jakże adekwatnych sekwencji. Dogrywka tria trwa niecałe pięć minut budując piękne, melodyjne emocje jakby mimochodem. Wiolonczela śpiewa, a piano preparuje lub pracuje na klawiaturze, wszystko czyniąc w duchu kompulsywnego minimalizmu. Z kolei gitara dba o dramaturgię, kąsa rockowym nerwem i koncertuje się na warstwie rytmicznej tej jakże piosenkowej improwizacji. Ów nieco zaskakujący finał zdaje się urokliwie reasumować wyczyny muzyków w trakcie całego albumu.



 

Spontaneous Live Series 010: Matthias Müller, Witold Oleszak, Peter Orins, Paulina Owczarek

Paulina Owczarek – saksofon altowy, Matthias Müller – puzon, Witold Oleszak – fortepian oraz Peter Orins – perkusja, instrumenty perkusyjne. Dwie improwizacje, 40:50.

Najpierw set zasadniczy! Mała, leniwa gra rozpoznawcza – dęte szumy, półśpiewy, gołe struny piana i szemrzące przedmioty na werblu – nie trwa tu zbyt długo. Muzycy czują zew, znają się w podgrupach, choć w kwartecie tracą właśnie dziewictwo. Już po czterech minutach dęte stwory zaczynają kręcić skromne pętle post-jazzu, a perkusja i piano rozbudowują się na backgroundzie. Kompatybilna i kolektywna improwizacja ma tu swoje drobne incydenty indywidualne – raz puzon idzie na wzgórze, innym razem alt rozdmuchuje duszne powietrze sali koncertowej, z kolei piano błyszczy matowymi strunami, a perkusjonalne akcesoria rezonują. Każda minuta zdaje się tu przemycać magiczne drobiazgi, chwile akustycznych uniesień. Całość nabiera pewnej meta dynamiki po przekroczeniu dziesiątej minuty. Kreacja dramaturgii idzie tu ze strony piana i perkusji, z kolei dęte stawiają stemple czułości i emocjonalnych onomatopei. Narracja nieco tanecznym krokiem wspina się na wzgórze, na które dociera w okolicach 17 minuty. Bierze wtedy głęboki oddech dzięki ciężkiej pracy rezonującego talerza. Nowy wątek inicjuje puzon, a w dziele kreacji wspierają go szczoteczki perkusji i garść matowych, tajemniczych fraz z głębi fortepianowego oceanu. Gra toczy się teraz na mikro frazy – ledwie muskane młoteczki, głaskane dysze, nano-perkusjonalia, szumy i puste westchnienia. Bliskie spotkanie z ciszą inicjuje pianista, reszta stąpa na palcach, pełna strachu przed wydaniem dźwięku. Improwizacja zaczyna wykluwać się z mroku w okolicach 25 minuty. Subtelna dynamika idzie od strony perkusji. Każdy instrument zdaje się tu mieć własne tempo, ale cztery strumienie fonii kleją się do siebie perfekcyjnie. Pierwszy do lotu wzbija się tu puzon. Alt śpiewa, piano stawia na dynamikę, a perkusja na intensywność. Brama ekspresyjnego free jazzu została właśnie otwarta! Tymczasem improwizacja zaskakująco przybiera postać dętego duetu. Perkusista po chwili wraca na samych talerzach, z kolei pianista drży głębią pudła rezonansowego. Opowieść nie szuka już jednak emocji, powoli układa się do snu. Umiera na samej klawiaturze, tulona szumiącą tubą altu i drżeniem werbla.

A teraz encore! Taniec short-cuts, niczym Jezioro Łabędzie po kilku głębszych! Wszystko zaziębia się w mgnieniu oka – subtelności mikro preparacji, ciepło klawiatury, garść emocji na werblu i w tubach. Artyści w pośpiechu szukają kantów i zadziornych fraz, gęstnieją jak na zawołanie. Kręcą finałową pętlę, sycąc ją ognistymi płomieniami. Melodie, powtórzenia, rytm i nieskończone połacie emocji. Free jazzowa kipiel zakończenia zostaje ugaszona jednym spojrzeniem.



 

Spontaneous Live Series 011: Superimpose with Witold Oleszak and Marcelo dos Reis

Matthias Müller – puzon, Christian Marien – perkusja, instrumenty perkusyjne, Witold Oleszak - fortepian (od 21:12) oraz Marcelo dos Reis – gitara elektryczna (od 21:12). Dwie improwizacje, 40:11.

Set główny, w połowie którego duet staje się kwartetem! Pierwsze minuty koncertu, to prawdziwa mantra minimalizmu. Najpierw samotna stopa na bębnie basowym – bije jednostajny, powolny rytm, wypełniony kilogramami ciszy. Pierwsze oddechy puzonu następują po upływie półtorej minuty. Wtedy to perkusja dokłada kilka dodatkowych mikro fraz. Narracja z czasem nabiera powietrza, a może je tylko wypuszcza puzonowymi wentylami. Wieje umiarkowany wiatr, delikatnie kropi deszcz. Po upływie 5 minuty puzonista rozpoczyna bardziej zwartą, po części dronową ekspozycję. Podobnie rzecz ma się z perkusistą, który poleruje glazurę werbla … kostką styropianu. Po kolejnych trzech minutach artyści na moment stają w zupełnej ciszy, po czym rozpoczynają budować nowy wątek. Długie wydechy, skromny drumming, kłębowisko kurzu, tupot mew o pusty pokład. Opowieść nabiera jednak pewnej wewnętrznej dynamiki, przypomina teraz parowóz, który sapie na podjeździe. Po kolejnych kilku minutach flow znów szuka ciszy i przechodzi w fazę obustronnych preparacji - hydraulika, wulkanizacja, chmury rezonującej blachy i metalu. Narracja z oporami pnie się jednak ku górze – w tubie puzonu zagnieździł się jakiś ptak, na werblu piszczą tajemnicze przedmioty. Nim muzycy osiągną szczyt, wydadzą jeszcze z siebie kilka kompulsywnych okrzyków, które przypominają syrenę alarmową, po czym wejdą w tryb pełnowymiarowej narracji. W okolicach 20 minuty przestępują do fazy dramaturgicznego spowolnienia, która z pewnością jest już próbą przygotowania się dwójki muzyków na wizytę gości na scenie. Gitarzysta i pianista wchodzą w suchą magmę narracji i wydają kilka nieśmiałych dźwięków. Gitara dudni, śle garść flażoletów, piano liczy struny, a gospodarze spektaklu głęboko oddychają i szeleszczą. Po wybiciu 25 minuty cała czwórka bierze się do roboty! Pianista szarpie za struny, ale nie zapomina o klawiaturze, gitarzysta preparuje, ale łaknie też bazy dla rozwoju bardziej linearnej opowieści, puzonista wypatruje melodii i wydaje się być na delikatnym rozdrożu, z kolei perkusista preparuje i w ślad za gitarzystą szuka podwalin pod bardziej rytmiczną opowieść. Gdy puzon w końcu decyduje się na bardziej energiczny ruch, improwizacja od razu dostaje wiatru w żagle. Muzycy dynamizują swoje działania, ale nie idą na szczyt. Każdy dokłada teraz od siebie ziarenko złota, a całość efektownie wpada w polirytmię. Śpiewy, westchnienia, meta dynamiczne sploty zdarzeń sięgają narracyjnego punktu przegięcia, po czym wyjątkowo efektownie gasną w ciszy.

No i encore! Na początek plejada drobnych, klawiszowych fraz, które płyną dość matowym strumieniem. Gitarzysta szoruje struny, perkusista kłębi się w sobie, a puzonista po chwili zawahania zanosi się śmiechem i podrywa kolegów do lotu. Opowieść gęstnieje w ułamku sekundy, rysując połamane, kanciaste bohomazy ekspresji. Potem formuje się w taneczny szyk i jeszcze przed upływem szóstej minuty, bystrym cięciem skalpela, wpada wprost w burzę oklasków.

 

Wszystkie dźwięki zostały zarejestrowane w dniach 1-3 października 2021, w trakcie piątej edycji Spontaneous Music Festival, Dragon Social Club, Poznań, Polska. Wszystkie płyty dostępne są w formacie CD, Spontaneous Music Tribune, 2022.



czwartek, 13 października 2022

Jesienne premiery płytowe Spontaneous Live Series!


(informacja prasowa)


Szósty Spontaneous Music Festival zakończył się w poznańskim Dragonie w minioną sobotę. W jego trakcie, zgodnie już z kilkuletnią tradycją, miała miejsce światowa premiera nowych albumów w ramach cyklu „Spontaneous Live Series”. Ta seria wydawnicza z muzyką improwizowaną dokumentuje koncerty, jakie odbyły się w trakcie kolejnych edycjach wspomnianego festiwalu. Skoro zakończyliśmy właśnie edycję anno domini 2022, to na płytach cyklu swą premierę miały nagrania z roku poprzedniego, zatem powstałe w trakcie „Are You Spontaneous? 5. Spontaneous Music Festival 2021”.

Na trzech wolumenach - 009, 010 i 011 - znalazły się cztery sety ubiegłorocznego festiwalu. Czy najlepsze, najciekawsze, to już subiektywna ocena publiczności. W opinii wszakże wydawcy i współtwórcy Festiwalu, na płytach słyszymy właśnie to, co na deskach Dragona było najbardziej frapujące, godne uwagi i upamiętnienia na trwałym nośniku.

Co dokładnie działo się na trakcie owych czterech setów, które miały miejsce od 1 do 3 października 2021 roku i utrwaliły się na najnowszych płytach „Spontaneous Live Series”, przypomnimy sobie sięgając po festiwalową relację sprzed roku, zamieszczoną zarówno na łamach Jazzarium.pl, jak i Trybuny Muzyki Spontanicznej.  



 

Spontaneous Live Series 009

Dziewiąty album serii zawiera dwa festiwalowe sety. W pierwszej kolejności, to ponad półgodzinny występ Spontaneous Ensemble w składzie: Guilherme Rodrigues (wiolonczela), Marcelo Dos Reis (gitara elektryczna), Anna Jędrzejewska (elektronika), Wojtek Kurek (perkusja), Witold Oleszak (fortepian), Paweł Doskocz (gitara elektryczna), Michał Giżycki (klarnet basowy) oraz Ostap Mańko (skrzypce). Na krążku znajdujemy także set tria, uformowanego przez muzyków współtworzących wyżej wspomniany oktet: Guilherme Rodriguesa (wiolonczela), Marcelo Dos Reisa (gitara akustyczna) oraz Annę Jędrzejewską (fortepian).

„Muzycy nie korzystali (…) z jakichkolwiek notacji, powiedzieli do siebie ledwie kilka słów przed występem. Sam Guilherme w zasadzie wskazał tylko na jeden ważny aspekt luźno zaplanowanej improwizacji – wszyscy mamy się intensywnie słuchać! Efekt był wszakże wspaniały. Ośmioro muzyków grało wedle wewnętrznego porządku, nigdzie niezapisanego - dźwięki płynęły gęstym strumieniem prosto z ich zwojów mózgowych, splecionych niebywale intensywną, artystyczną empatią. Improwizacja początkowo stawiała na kameralne frazy, na pewien minimalizm, ale wielokrotnie w trakcie 35-minutowego seta uciekała w efektowne, gorące, niemal ogniste erupcje emocji. (…) Trio zaprowadziło nas do krainy zmysłowej free chamber music (…). Mistrzowska dramaturgia, fantastyczne, akustyczne brzmienia, no i ten błysk narracyjnej perfekcji, szczególnie ze strony pianistki.”



 

Spontaneous Live Series 010

„Festiwalowa sobota zaczęła się od trzęsienia ziemi, a potem było jeszcze goręcej. Wedle spontanicznych reguł tej imprezy – najpierw składy „ad hoc”, a zatem złożone z muzyków, którzy grali ze sobą po raz pierwszy. Na początek taki oto kwartet - Paulina Owczarek na saksofonie altowym, Peter Orins na perkusji, Matthias Müller na puzonie i Witold Oleszak na fortepianie. Muzycy ci znają się dobrze, grali ze sobą w kilku układach duetowych, ale nigdy w takim kwartecie. Koncert wyniósł publiczność do samego nieba swoją swobodną, kosmicznie rozhulaną improwizacją. Co najbardziej intrygujące, szczególnie zazębiające się akcje biegły wprost od dwójki muzyków, którzy spotkali się na scenie z pewnością po raz pierwszy – od perkusisty i pianisty.”

 


Spontaneous Live Series 011

„Finał piątego spontanicznego festu zaczął się tuż przed godziną 22-ą czasu środkowoeuropejskiego. Na scenie świętujący swoje 15-lecie duet Superimpose - Matthias Müller (puzon) oraz Christian Marien (perkusja). Bijąca stopa bębna basowego, pierwsze pomruki buchającego zimnym powietrzem puzonu. Narracja budowana niczym piramida kart, wymagająca ogromnej precyzji, ale nienarażona na katastrofę. Po 20-25 minutach, w trakcie trwającej nieprzerwanie improwizacji, niemal niespostrzeżenie do duetu dołączyli - Marcelo Dos Reis (gitara elektryczna) oraz Witold Oleszak (perkusja). Dwaj ostatni weszli do świata Superimpose, jakby byli jego częścią całe piętnaście lat, a może i dłużej. Przynieśli dodatkową porcję własnych dźwięków, o niemal metafizycznej kruchości, ale definitywnie nieśmiertelnych. Wspaniały koncert, gigantyczne zwieńczenie trzech dni ciężkiej pracy, po obu stronach sceny.”

 

Wydawcą cyklu „Spontaneous Live Series” jest Trybuna Muzyki Spontanicznej. Wszystkie albumy ukazują się w formie tłoczonych w regularny sposób CD.

Wszystkie krążki są dostępne. Zapytaj wydawcę, nawet na tej stronie!