Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joe Fonda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joe Fonda. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 maja 2024

Joe Fonda! From The Source!


From The Source, to kolejny smakowity kąsek w portfelu krajowej Fundacji Słuchaj, która chętnie używa także szyldu FSR Records. Dla amerykańskiej legendy free jazzowego kontrabasu, Joe Fondy, to nie pierwsza obecność w tych szeregach, pierwsza wszakże z nagraniem nieco starszym, które warto przypomnieć fanom muzyki kreatywnej na definitywnie światowym poziomie. Dodatkowo poczynionym w składzie dalece frapującym, zarówno pod względem instrumentalnym (m.in. dwie wokalistki, tap dancerka), jak i nade wszystko personalnym, albowiem z udziałem samego Anthony’ego Braxtona. Nagranie pochodzi z czasów, gdy mistrz kreatywnej narracji grywał jeszcze frazy zbliżane do estetyki otwartego jazzu. Obu Panów – lidera bandu, kompozytora i kontrabasistę oraz saksofonistę, klarnecistę i flecistę odnajdujemy tu w doskonałej formie, do tego, w towarzystwie dalece intrygującym (jeszcze Herb Robertson!). Zatem efekt całości bez cienia wątpliwości zapisujemy złotymi zgłoskami w historii gatunku.

Efektem sesji nagraniowej w słynnym brooklyńskim studiu Systems Two, zrealizowanej niemal dokładnie 28 lat temu, jest sześć kompozycji - trzy kilkunastominutowe i tyleż bardziej zwartych w ujęciu czasowym narracji, z których ostatnia stanowi balladę z tekstem na głos damski i kontrabas.



 

Pierwsza opowieść zdaje się konsumować wszystkie atuty tego albumu. Żwawy temat podaje tu roztańczony kontrabas, któremu wtórują spokojny alt i nerwowa trąbka. Opowieść skrzy się szczyptą braxtonowskiego stylu (zwłaszcza, gdy sam Braxton po kilku minutach przesiada się na kontrabasowy klarnet), co w tym wypadku traktujemy jako komplement najwyższej wagi. Stałym elementem narracji jest aktywna taperka, która szyje ścieg opowieści wspólnie z perkusistą, potrafi być okazjonalnie od niego aktywniejsza. W roli efektownej wisienki na torcie dwa głosy damskie – jeden pracujący w trybie permanentnego eksperymentu, z wokalizami wyśpiewanymi w jakimś dziwnym, być może własnym języku, drugi skupiający się na recytacji i przemycaniu do narracji ważnych treści. Całość buzuje emocjami, także pewną teatralnością, która wszakże dodaje urody, a nie szkodzi percepcji dzieła. Ponad dwunastominutowa opowieść stwarza niemal nieograniczoną przestrzeń dla improwizacji, ale też ramy kompozycji trzymają w ryzach temperament muzyków, budują akcje w podgrupach, dbają o odpowiednie sekwencje działań każdego z artystów. Kontrolowana swoboda buduje tu jakość, daje też wszystkim komfort pracy.

Drugą opowieść otwiera kontrabas, który rysuje niemal shorterowski temat, intrygująco osadzony w estetyce jazzu lat 60. ubiegłego stulecia, jakby na wprost wyjęty z najlepszego kwintetu Milesa Davisa. Braxton pracuje na flecie, a rytm szyją, poza groove kontrabasu, także perkusja i taperka. Wątek wokalny pojawia się dopiero w drugiej fazie utworu. W ramach akcji w podgrupach - piękny duet basu i wokalistki w nieznanym języku. Introdukcję trzeciej odsłony bierze na siebie taperka. Po chwili w akcji są już głos i saksofon. Opowieść z każdą chwilą zyskuje tu coraz wyraźniejszy sznyt braxtonowski, dzieląc się przy okazji na wiele fantastycznych akcji w mniejszej obsadzie – świetne ekspozycje solowe trąbki i kontrabasu, tudzież równie wyśmienity duet saksofonisty i wokalistki.

Czwarta część ma dwie fazy. Najpierw zostaje całkowicie oddana w ręce kontrabasisty, który w trakcie solowej ekspozycji także mruczy pod nosem. Spokojny, na poły balladowy temat pojawia się dopiero po pięciu minutach i smakuje na powrót bystrym jazzem sprzed lat. Swoje wartościowe trzy grosze dokłada wokalistka w nieznanym języku, a w fazie finałowej nie brakuje pokrętnej, braxtonowskiej rytmiki. Piąta opowieść znów nie pozwala nam zapomnieć o jakości wspomnianej estetyki, zarówno w kontekście improwizacji klarnetu kontrabasowego, jak i samej melodyki kompozycji. Z jednej strony nerwowa, hiperaktywna taperka, z drugiej kolejny doskonały duet Braxtona i wokalistki w nieznanym języku. Nasze rozbujane emocje gasi szósta kompozycja, wspomniana na wstępie ballada. Dużo w niej śpiewu z tekstem, ale i zmysłowego tapingu.


Joe Fonda feat. Anthony Braxton, Brenda Bufalino, Herb Robertson, Vickie Dodd, Grisha Alexiev From The Source (FSR Records, CD 2023). Joe Fonda – kontrabas, kompozycje, Anthony Braxton – saksofon altowy, F Melody, sopranino, klarnet, klarnet kontrabasowy, flet, Brenda Bufalino – tap dance, głos, concertina, Vickie Dodd – głos, Herb Robertson – trąbka, także kieszonkowa oraz Grisha Alexiev – perkusja, instrumenty perkusyjne. Nagrane w Systems Two, Brooklyn, Nowy Jork, marzec 1996 roku. Sześć kompozycji, 63 minuty.


*) Niniejsza recenzja powstała na potrzeby portalu jazzarium.pl i tamże została kiedyś opublikowana



 

wtorek, 9 stycznia 2024

Heberer, Fonda & Hertenstein and the second episode of Remedy!


Jazzowe Remedium na troski dnia codziennego? Zdecydowanie tak, szczególnie dla tych, który lubią ekspresję wolnego jazzu ubraną w ramy zgrabnych kompozycji, dodatkowo wykonanych w doprawdy mistrzowski sposób.

Wielopokoleniowe, niemiecko-amerykańskie trio debiutowało na scenie dwa lata temu dzięki operatywności Fundacji Słuchaj! Dziś powraca – pod sztandarem tego samego wydawcy - z nową porcją muzyki, która z wielu względów wydaje się dojrzalsza, bardziej swobodna i komunikatywna. Zdaje się posiadać zdolność zadowolenia zarówno bardziej, jak i mniej wymagających słuchaczy!



 

Pierwszą odsłonę albumu otwiera perkusista i będzie tak czynił jeszcze kilkukrotnie. Zgrabnie skonstruowana synkopa dostaje wiatru w żagle dzięki bystremu, mięsistemu groove basu. Na owej bazie pięknie ściele się rozśpiewana trąbka, która kreuje intrygujący dysonans frazując nieco wolniej niż reszta. Druga opowieść płynie nieco spokojniej, co sprzyja preferencjom trębacza, po raz kolejny zmyślnie chowającego się w cieniu alkowy, ale daje też asumpt do brawurowych akcji basu i perkusji. Muzycy łamią rytm, cieszą się jak dzieci z każdej dramaturgicznej pętli. Kolejny utwór przynosi mnóstwo smaczków. Trębacz moduluje brzmienie, na gryfie kontrabasu pojawia się smyczek, a perkusjonalia błyszczą w blasku zachodzącego słońca. Na etapie rozwinięcia bystre solo kleci nam perkusista, a opowieść wieńczy wytłumiona koda, znów z wykorzystaniem smyczka.

Czwarta część, to delikatnie zadumana ballada, wyposażona w smutną melodię i sporą przestrzeń na zaciągnięcie głębszego oddechu. Bo już na starcie piątej odsłony perkusyjne intro zwiastuje kolejną dynamiczną przebieżkę po bezdrożach swobodnego jazzu. Groove kontrabasu zdaje się tu śpiewać, unosić w powietrzu. Temat kompozycji podany jest nieco przekornie na efektownym spowolnieniu. Tuż po nim piękna ekspozycja post-barokowego smyczka sugeruje, że tych artystów stać doprawdy na wszystko. Swoje dokłada trębacz, który minimalistycznie preparuje swój instrument.

W szóstej opowieści basowy flow nabiera niemal rockowego anturażu. Masywna melodia o bluesowym posmaku niesie całe trio wyjątkowo malowniczym wzgórzem. Trąbka śpiewa temat, a sekcja wpada w opętańczy taniec. Opowieść bez utraty dynamiki przechodzi do fazy wielotorowej improwizacji, czyniąc ów fragment bodaj najbardziej smakowitym na całej płycie. Przedostatnia kompozycja także niesie nam niewyczerpane moce dynamiki. Bas znów króluje, dyktując intrygujące metrum. Swobodny taniec i niekończące się melodie do śpiewania. Album wieńczy kolejna porcja zdrowych emocji, która nie przyobleka jednak szat pożegnalnej ballady. Minimalistyczna trąbka, gęsty groove basu i progresywna perkusja, od której znów wszystko się tu zaczęło.

 

Thomas Heberer/ Joe Fonda/ Joe Hertenstein Remedy II (Fundacja Słuchaj!, CD 2023). Thomas Heberer – trąbka, Joe Fonda – kontrabas oraz Joe Hertenstein – perkusja, instrumenty perkusyjne. Nagrane w Tedesco Studios, Paramus, Nowy Jork, kwiecień 2022. Osiem utworów (po trzy kompozycje Heberera i Fondy, dwie Herstensteina), 55:26.

 

Niniejsza recenzja powstała na potrzeby portalu jazzarium.pl i tamże została pierwotnie opublikowana.



 

piątek, 20 stycznia 2023

Crispell, Fonda & Sorgen as Dreamstruck With Grace In Mind *)


Żyją na świecie artyści, którzy są niczym Król Midas. Czego by się tknęli, złoto leje im się z rąk. Amerykańska pianistka Marylin Crispell zdaje się być taką osobą. Wieloletnia partnerka artystyczna Anthony’ego Braxtona, pianistka, która piękne albumy nagrywała choćby z Barry Guyem, do tego prawdziwa artystka wyzwolonego jazzu – otwarta na improwizację, wyjątkowa stylowa, świetnie zorganizowana na klawiaturze, ale także w trybie inside piano, na ogół daleka od wulkanów ekspresji, typowych dla adeptów fire music, przez to jeszcze bardziej atrakcyjna w odbiorze.

Dziś wraca do nas z nagraniem w klasycznym trio, w towarzystwie muzyków równie wyśmienitych -kontrabasisty Joe Fondy i perkusisty Harveya Sorgena. Artystów poznajemy w bukiecie jedenastu kompozycji, które śmiało nazwać możemy rodzajem scenariuszy dla swobodnej improwizacji. Dodatkowo wszystkie one dowodzą, iż trio śmiało zasługuje nam miano mistrza krótkiej, zwięzłej formy. Crispell na album dotargała trzy notacje, Fonda cztery, trzy utwory podpisane są przez wszystkich, zatem możemy uznać je za niepredefiniowane improwizacje, a jeden utwór jest solową ekspozycją perkusyjną, zatem jego autorstwo przypisujemy Sorgenowi.



Początek albumu, to krótka opowieść, którą zaliczyć możemy właśnie do owych niepredefiniowanych narracji. Minimal step, kolektywna meta melodia ze smyczkiem i małe perkusjonalia – subtelna, nieco abstrakcyjna, stonowana, na klawiaturze całkiem liryczna improwizacja. Kolejne dwa utwory (wedle scenariuszy kontrabasisty), to dynamiczne ekspozycje, nie tylko tytularnie nawiązujące do estetyki Ornette’a Colemana. Zadziorne, czupurne melodie, prowadzone w gęstym szyku, zdobione krótkimi, niezobowiązującymi ekspozycjami solowymi, głównie kontrabasisty. Czwarty utwór zdecydowanie zaliczyć winniśmy do tych dłuższych, nieco spokojniejszych, które stwarzają sporą przestrzeń na fortepianowe opowieści. Początek bardzo melodyjny, wręcz romantyczny. Liryczne klawisze, rozśpiewany, choć wcale nie subtelny kontrabas i precyzyjna, nieprzegadana perkusja budują narrację bez zbędnego pośpiechu, ale i bez niepotrzebnych dźwięków. Oto opowieść dla tych, którzy nie potrzebują ekspresyjnych szczytów, by czerpać wielką radość z muzyki improwizowanej. Na wytrwałych czeka tu jeszcze soczyste, lekko rozhuśtane solo kontrabasu, które wieńczy ponad siedmiominutową narrację. Po nim następuje solowa improwizacja perkusisty, która dla odmiany nie budzi w nas specjalnych emocji, chyba niepotrzebnie uformowana w osobny utwór.

Rzeczone emocje są z nami na powrót w szóstej części. Narracja budowana z suspensem, ale wyjątkowo nerwowa. Krótkie, sygnalne dźwięki, które szukają zaczepki, bystra gra na małe pola z oceanem brzmieniowych i dramaturgicznych niuansów, do tego garść preparacji na gryfie kontrabasu. W następnym nagraniu do zadanych emocji dochodzi jeszcze zadziorna dynamika. Kilka definitywnie wirtuozerskich pasaży podsyła nam tu pianistka, a nagranie finalizuje się w trakcie perkusyjnego solo. Ósma opowieść śmiało pretenduje do miana najpiękniejszego na płycie. Dalece abstrakcyjne frazy piana są tu błyskotliwe kontrapunktowane smyczkowymi boleściami i chmurą rezonujących talerzy. 

Trzy ostatnie opowieści niosą nam moc post-klasycznych, zadumanych fraz pianistki, które napotykają na różnorodne reakcje kolegów. W pierwszej z nich melodia stoczyć musi zażarty bój o przetrwanie z dynamicznie usposobionymi kontrabasem i perkusją. Nostalgia zderza się tu z czupurnością, a zwycięzcami okazują się wszyscy, łącznie z cierpliwymi słuchaczami. Dziesiąta ekspozycja jest dość zwarta w formie, pełna wszakże ekspresji i narracyjnych kantów. Wreszcie finał, na poły balladowy, trochę rezolutny, całkiem melancholijny. Bezdyskusyjnie podany nam z tytułową gracją, nie tylko na myśli.

 

Dreamstruck - Marilyn Crispell, Joe Fonda, Harvey Sorgen With Grace In Mind (Fundacja Słuchaj!, CD 2022). Marilyn Crispell – fortepian, Joe Fonda – kontrabas oraz Harvey Sorgen – perkusja. Nagranie z 26 czerwca 2021 roku, Nowy Jork, Area 52 Studios, Saugerties. Jedenaście kompozycji, 48:23.

 

*) recenzja powstała na potrzeby portalu jazzarium.pl i tamże została pierwotnie opublikowana