Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ola Rubin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ola Rubin. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 listopada 2024

Szwedzki duet i polskie trio w ramach 66.edycji Spontaneous Live Series


(informacja prasowa)

 

Zapraszamy na kolejny koncert cyklu Spontaneous Live Series, który odbywa się pod patronatem Trybuny Muzyki Spontanicznej i poznańskiego Dragon Social Club już szósty rok. Tym razem będzie to koncert podwójny, który – jak to ma w zwyczaju spontaniczna inicjatywa – może przekształcić się w koncert … potrójny!

 

W czwartek 14 listopada na deskach Małego Domu Kultury pojawi się piątka artystów - zaciąg szwedzki, czyli Henrik Olsson na gitarze i Ola Rubin na puzonie oraz wataha polska, czyli Zosia Ilnicka na flecie, Paweł Doskocz na gitarze i Szymon Pimpon Gąsiorek na perkusji i instrumentach perkusyjnych. Na scenie zakróluje z pewnością bezczelna młodość, artystyczna bezkompromisowość i stylistyczna dezynwoltura. Owa całkowicie bezkrwawa wojna szwedzko-polska znajdzie swój wieczny pokój – mamy taką nadzieję - w trakcie seta zakończenia, który zsumuje improwizowaną energię całej piątki artystów.

O ile Szwedzi grają ze sobą od lat (nota bene, ich przyjazd do Dragona anonsowany jest od … marca 2020), o tyle Polka i Polacy staną w szranki swobodnej improwizacji po raz pierwszy w tym składzie. Spodziewać się możemy pełnokrwistych improwizacji, definitywnie ponadgatunkowych zdarzeń fonicznych, które czerpać swą siłę będą zarówno z gęstej, szemranej ciszy, jak i z wielowarstwowego hałasu.




Ola i Henrik mówią o sobie, że w swoim duecie zanurzają się w intymnym, improwizowanym dialogu muzycznym, który jest pełen energii i ekspresji. Pracują nad tym, co niesłyszane, skrupulatnie eksplorując oszałamiające dźwięki, rytmy i abstrakcyjne kształty dźwiękowe, bazując na procesie permanentnej zmiany. Ciekawość, to rdzeń tożsamości tego duetu, a ich wzajemna interakcja jest reaktywna i dynamiczna.

Z kolei Zosia, Paweł i Szymon piszą, że ich zespół powstał definitywnie spontanicznie i specjalnie na tę okazję. Wszyscy opierają swój muzyczny pomysł na głębokim zrozumieniu instrumentów, co pozwala im na tworzenie wielowarstwowych improwizacji i ekspresyjnych pejzaży dźwiękowych opartych na różnorodnych formach narracji.

 

Spontaneous Live Series Vol. 66: Olsson/Rubin & Ilnicka/Doskocz/Gąsiorek

Poznań, Dragon Social Club, Zamkowa 3

20.00 Henrik Olsson – gitara, Ola Rubin – puzon

21.00 Zosia Ilnicka – flet, Paweł Doskocz – gitara, Szymon Pimpon Gąsiorek – perkusja, instrumenty perkusyjne

Bilety na bramce przed koncertem: 40/50 PLN

 

Piątka artystów, która niebawem pojawi się na scenie Dragona będzie kontynuować muzyczną przygodę w kolejnych dniach, odwiedzając inne miasta naszego pięknego kraju. Ilnicka, Doskocz i Gąsiorek po koncercie w Poznaniu zagrają w następujących lokalizacjach i terminach:

15.11. Lublin - Centrum Kultury

16.11. Kielce - WDK Galeria u Strasza

17.11. Łódź - Musica Privata

18.11. Kraków – Betel (tu, w miejsce Szymona, wskoczy Maciej Wirmański z nagraniami terenowymi i elektroniką).

Rubin i Olsson także trafią do Łodzi i będą występować na festiwalu Musica Privata. Spędzą tam jednak cały weekend, prowadzić będą m.in. warsztaty dla młodych adeptów improwizacji.

 

W uzupełnieniu powyższych informacji dodajmy, iż znane są już terminy i artyści kolejnych tegorocznych edycji Spontaneous Live Series:

30 listopada – Charlotte Keeffe solo oraz Węże Kobro: Aleksandra Chciuk, Paweł Sokołowski i Michał Rupniewski + kwartet ad hoc

13 grudnia – Dominik Strycharski & Grzegorz Tarwid.

 

Krótkie biogramy artystów, jacy wystąpią 14 listopada:

Henrik Olsson jest gitarzystą i kompozytorem, mieszkającym w Kopenhadze. Żyjąc między wolną improwizacją, a muzyką eksperymentalną, ciekawie eksploruje wieloaspektową naturę gitary elektrycznej, przykłada należytą uwagę do subtelności brzmienia i faktury instrumentu. Ale też, jak pisze Glenn Astarita z All About Jazz: „Olsson jest skłonny sterroryzować swoją gitarę w ciągu nanosekundy”.

Jego wizje kompozytorskie przejawiają się poprzez najnowszy projekt Hand of Benediction, który otrzymał wyróżnienie w New York City Jazz Record 2019 i został nazwany przez Vital Weekly „pięknym szaleństwem i bardzo niezwykłym oświadczeniem”. Z kolei jego debiutancki album Penumbra Ensemble został nazwany „surrealistyczną wizją, głęboko osobistym wyrazem awangardowego rocka, jazzu, muzyki świata i poetyckich pejzaży dźwiękowych” (All About Jazz). Jego charakterystyczną grę można usłyszeć również w takich grupach, jak Ytterlandet (grali w Dragonie w roku 2021!), Jeppe Zeeberg & The Absolute Pinnacle of Human Achievement.

http://www.henrik-olsson.com

Ola Rubin jest puzonistą mieszkającym w Malmö. Nade wszystko eksploruje nowe techniki i brzmienia. Działa w wielu projektach, takich jak szwedzko-amerykańskie trio Swedish Fix (z Jonem Lipscombem i Andersem Uddeskogiem). Ostatnio współpracował m.in. z Leilą Bordreuil, Zachem Rowdenem, Brandonem Lopezem i Ståle Liavikiem Solbergiem. Jako bBb współpracuje na stałe z Martinem Küchenem. W Konvoj Records wydał autorski album Tombola Rubola. Członek Extemporize Orchestra w Kopenhadze.

https://olarubin.com

Zofia Ilnicka, to flecistka, kompozytorka, improwizatorka. W 2016 roku ukończyła Akademię Muzyczną w Bydgoszczy. Od wielu lat ściśle związana z wykonawstwem muzyki nowej i improwizowanej. Jest artystką odważnie eksplorującą zaawansowane techniki wykonawcze. Zaangażowana w wiele projektów jazzowych, free-impro i muzyki współczesnej, m.in Trio_io, DEAE, Layers, Space Welders, Brzoska Kolektyw, Kraków Improvisers Orchestra. Współpracuje z wieloma kompozytorami, konsultując ich utwory. Inspiracje czerpie z muzyki Briana Ferneyhougha, Dominika Karskiego i Steve'a Reicha. Współpracowała z Landjugendorchester NRW, Filharmonią Pomorską w Bydgoszczy oraz Toruńską Orkiestrą Symfoniczną.

https://antennanongrata.bandcamp.com/album/trio-io-new-animals

Paweł Doskocz, to gitarzysta często sięgający po preparacje, eksplorujący nowe brzmienia instrumentu. Jego obszarem zainteresowania jest przede wszystkim improwizacja, a inspiracje czerpie z różnych źródeł. Współtworzył takie zespoły, jak Bachorze, Strętwa i Sumpf. Zdobywał doświadczenie podczas wspólnych występów z wieloma muzykami, tak z Polski, jak i z zagranicy. Występował na licznych festiwalach poświęconych muzyce eksperymentalnej i improwizowanej. Grywał na Ad Libitum, festiwalu Nowy Wiek Awangardy, Art of Improvisation Creative Festival, Jazz Ring, Musica Privata, Katowice JazzArt Festival, FRIV Festival, Avant Art Festival oraz Spontaneous Music Festival. Można go było usłyszeć w konfiguracjach z takimi artystami, jak: Alan Wilkinson, Emilio Gordoa, Matthias Müller, Jasper Stadhouders, Paweł Szpura, Hubert Zemler, Wojtek Kurek, Vasco Trilla, Yedo Gibson, Onno Govaert, Seppe Gebruers, Andrew Lisle, Vasco Furtado, Colin Webster, Dirk Serries, Benedict Taylor, Diego Caicedo oraz El Pricto.

Współorganizator „Spontaneous Music Festival” w Poznaniu.

https://paweldoskocz.bandcamp.com/

Szymon Pimpon Gąsiorek, to perkusista i kompozytor. W kwietniu 2022 nakładem Pointless Geometry ukazał się jego debiutancki album solowy - „Pozdrawiam”. Nowy brzmieniowo i gatunkowo bogaty materiał łączy perkusyjne, ciężkie rytmy z elektronicznymi sekwencjami, abstrakcyjnymi partiami syntezatorów, noise’em, nagraniami terenowymi, statycznymi fakturami i popowym brzmieniem autotune’a na wokalu. Album plasuje się gdzieś pomiędzy popową estetyką, transowością i eksperymentem. Kontynuację eksploracji w tych kierunkach można usłyszeć na b-day EPktóra ukazała się w 2023 w Love & Beauty Music. Szymon kształcił się w artystycznej akademii muzycznej Rytmisk Musikkonservatorium w Kopenhadze. Prowadzi zespoły takie, jak post-jazzowe Pimpono Ensemble i Pimpono 2+4 czy E/I grający muzykę minimalistyczną. Prężnie udziela się na europejskiej scenie free impro. Członek wielu eksperymentalnych duetów m. in. Alfons Slik (z Grzegorzem Tarwidem), Czajka & Puchacz (z Kają Draksler), Wood Organization (z Tomo Jacobsonem), Boys Cry (z Gianlucą Elią). Współzałożyciel niezależnego wydawnictwa Love & Beauty Music oraz festiwalu Idealistic.

www.pimpon.info

www.pimpon.bandcamp.com

 

 

piątek, 13 października 2023

Halster in Virtuous Mondays!


Halster, to szwedzkie trio gitar elektrycznych, mało zapewne znane poza skandynawskimi opłotkami, ale godne uwagi całego świata i niejednej galaktyki. Panowie Anders Lindsjö, Adam Persson i Mattias Nihlén w drugiej połowie ubiegłej dekady obchodzili skromny jubileusz, dzięki czemu, pod sztandarami świetnie nam znanego, lokalnego labelu Konvoj Records, doczekali się urodzinowego, pięciopłytowego boxu.

Nagrania zarejestrowano na dzikich, improwizowanych sesjach, jakie odbywały się każdorazowo w poniedziałki w Malmö. Na każdą z tych sesji szwedzcy gitarzyści (czasami używający także innych instrumentów) zapraszali równie znamienitych szwedzkich (tudzież norweskich) improwizatorów. Wyszła z tego całego ambarasu smakowita mieszanka różnokolorowych, improwizowanych emocji. Przy okazji rzeczony box, to doskonała prezentacja szwedzkiej sceny improwizowanej, po części oczywiście dobrze światu znanej, po części jednak niekiedy zbyt anonimowej.

Prześledźmy poniedziałkowe wydarzenia, jakie uwieczniono na pięciu zgrabnych, kompaktowych dyskach.



 

Disc One

Na pierwszym dysku do tria Halster w standardowym instrumentarium gitarowym dołącza puzonista Ola Rubin (trzy pierwsze improwizacje) oraz gitarzysta Henrik Olsson i perkusista Håkon Berre (dwie kolejne części).

Kwartetowa narracja w trzech odsłonach toczy się na ogół w dość spokojnym tempie i stawia raczej na minimalistyczne środki wyrazu, co nie oznacza, że incydentalnie nie potrafi gęstnieć i kąsać intensywnością. Aura jest tu delikatnie post-rockowa, a pikanterii całości dodaje systematycznie fermentujący puzon, który potrafi brzmieć niczym czwarta gitara, nie stroni także od drobnych preparacji. Gitarzyści zdają się czerpać inspiracje z wielu źródeł. Niekiedy ich na poły filigranowe frazowanie przypomina King Crimson z początku lat 80. ubiegłego stulecia. W drugiej części muzycy kreują niekończące się plejady short-cuts. Kłęby dymu i drobne spiętrzenia umilają podróż w dźwiękowe nieznane. Gitarowe subtelności czasami zdobią narrację jazzowym posmakiem. Z kolei trzecia improwizacja tonie w mroku. Puzon brzmi tu dość siarczyście, gitary rysują delikatnie psychodeliczne zawijasy.

Dwie improwizacje kwintetowe chętnie uciekają w subtelności mniej lub bardziej wyciszanych preparacji, czasami wręcz lewitują. Cztery gitary stawiają na rozmyte brzmienie i budowanie klimatu, płyną niczym mgławice. Tym, który scala to wszystko w całkiem linearną narrację jest perkusjonalista. Najpierw toniemy w swobodnych, free rockowych ekspozycjach, potem, gdy opowieść zagęszcza szyk, bywa, że improwizacja staje się post-rockowa, niekiedy post-psychodeliczna, incydentalnie nawet hałaśliwa, zdobiona drobnymi, jazzowymi naleciałościami.

Disc Two

Na tym dysku sytuacja dramaturgiczna jest o wiele bardziej skomplikowana. Pierwsza improwizacja to trio (w niej jedna gitara akustyczna) z saksofonistą Martinem Küchenem i puzonistą Ola Rubinem. Druga, to trio (w nim perkusja i syntezator zamiast gitar) uzupełnione perkusistą Martinem Holmem (jako drum machine). W trzeciej improwizacji w roli gościa ponownie puzonista Ola Rubin oraz nowy na scenie Herman Müntzing (instrumenty klawiszowe, elektronika). Czwarta część, to klasyczne trio gitarowe, a piąta, bazowy skład z dodatkiem instrumentów perkusyjnych pod jurysdykcją Raymonda Strida. Część szósta, to z kolei trio (jedna gitara akustyczna) i dwa puzony (Ola Rubin i Jacob Riis) wsparte elektroniką, zaś część ostatnia - trio (jedna gitara akustyczna) i Pär Thörn obsługujący elektronikę i obiekty. Uff.. działo się!

Pierwszą opowieść kreują wystudzone gitary i dęte preparacje. Mroczny wstęp i ekspresyjne rozwinięcie, ale także gitarowe subtelności i dźwięki z gardła. Druga część skrzy się zadziornymi frazami i bogactwem brzmienia. Garść preparacji, szczypta psychodelii, ale i filigranowe figury dramaturgiczne. W kolejnej odsłonie sporo zamętu wnosi elektronika i elektryczne klawisze. Pojawiają się dubowe echa, także sporo preparowanych fraz puzonu, wreszcie post-jazzowych zdobień. W części czwartej mamy Halstera w wersji saute z szeroką paletą gitarowych środków wyrazu - sprzężenia i melodie, post-rockowe grymasy, bluesowe skale i emocje, a na koniec drobna chmura ambientu.

Piąta improwizacja płynie kilkoma strumieniami brzmieniowych subtelności. Post-psycho-rockowa ballada kwiecąca się rezonującymi talerzami. W przedostatniej improwizacji natrafiamy na dużą porcję dźwięków syntetycznych, elektroakustycznych, a także odgłosy gitarowych pick-upów i dęte westchnienia. Równie zaskakująca brzmieniowo jest ostatnia opowieść. Sporo w niej wydarzeń, zarówno głośnych, jak i wyjątkowo cichych. Reaktywna post-ballada o wielu obliczach.

Disc Three

Tu sytuacja jest tylko pozornie prostsza. Dwie improwizacje i dwa wspólnie improwizujące tria – Halster (z jedną gitarą basową i dodatkowym syntezatorem) oraz Bomb (Ola Paulson na saksofonach, Anders Uddeskog na perkusji). Ponieważ Anders Lindsjö jest członkiem obu formacji, to by na scenie było jednak sześciu muzyków dodano jeszcze puzonistę Ola Rubina. Cały dysk nie trwa nawet 40 minut, ale jest z pewnością najgłośniejszą, najbardziej free jazzową częścią jubileuszowego boxu.

Pierwszy set introdukuje duet saksofonu i gitary basowej. Faza otwarcia, to swobodny open jazz nasączony odrobiną bluesa. Wraz z rozwojem akcji saksofon ciągnie w stronę free jazzu, gitary z kolei szukają hałasu i akcentów post-jazzowych. Swoje dokłada też puzon, który marzy o dalekich podróżach i lubi aylerowskie melodie. Wielominutowa improwizacja ma tu zarówno wyżyny, jak i drobne doliny, pięknie potrafi grzęznąć w psychodelii, ale i wznosić się do lotu z iście free jazzowym temperamentem. Zakończenie wydaje się być szczególnie intensywne, prowadzone w szybkim tempie, nie pozbawione post-rockowych emocji.

Drugi set jest o kilka minut krótszy, ale i on nie szczędzi nam wrażeń. Początek wydaje się nieco medytacyjny, a pierwsza faza lotu wznoszącego odbywa się pod nieobecność saksofonu i puzonu. Tu w roli wodzireja świetnie sprawdza się syntezator. Gdy dęciaki wracają do gry, improwizacja pachnie tu zarówno free jazzem, jak i swobodnym rockiem. Syntezator nie odpuszcza i druga część seta upływa pod znakiem psycho & fussion, nawet, gdy dynamika ekspozycji nieco spada. Świetny moment następuje, gdy narracja przyjmuje formę dętego duetu. Post-jazzowe westchnienia saksofonu i puzonu nawołują tu gitary do finałowej eskalacji.

 


Disc Four

Dysk czwarty, to dużo mniej skomplikowana sytuacja. Trzy improwizacje - na pierwszej klasyczne trio gitarowe i instrumenty perkusyjne Knuta Finsruda, na dwóch kolejnych trio (bas i syntezator zamiast gitar) plus saksofonista Sture Ericson i perkusista Raymond Strid.

Pierwsza, rozbudowana improwizacja, to trzy gitary doposażone małymi porcjami prądu i matowy, podłogowy drumming w rozkołysanym, post-jazzowym tańcu. Narracja ma tu wiele twarzy, nie brakuje w niej akcentów rockowych, wręcz funkowych, są preparacje i soczyste plamy bluesa. Jeśli improwizacja stopuje, natychmiast syci się mocą post-psychodelii, gdy nabiera tempa, szczególnie aktywnym zdaje się być drummer. Przed finałowym wzniesieniem kwartet czołga się w rytmie, a potem eksploduje mocą dubu i funku.

Pierwsze nagranie kwintetowe rodzi się w mroku soczystych dronów i plejadzie short-cuts. Saksofon wzdycha, piszczy jak kot, syntezator plami, bas rysuje zygzaki. Ów minimal na wdechu buduje nadspodziewanie duże emocje. Druga opowieść jest jeszcze bardziej gęsta od fonicznych niespodzianek. Pracują gitarowe pick-upy, syntezator szeleści, a zwinny drumming wskazuje kierunek podróży. W fazie dynamicznej odnajdujemy dużo rocka i dubu, a także funkowych zdobień. Z kolei umiejętnie wytłumione zakończenie pachnie psychodelią na kilometr.

Disc Five

Na ostatnim dysku w dwóch utworach improwizuje trio (perkusja i syntezator zamiast dwóch gitar) oraz saksofonowy gość (Nana Pi Aabo Larsen). W kolejnych dwóch odsłonach mamy trio (jest gitara basowa), a w roli gości kolejnego gitarzystę Johna Lipscomba, puzonistę Ola Rubina i perkusistę Andersa Uddeskoga. Dysk trwa prawie pięć kwadransów i zdecydowanie sytuujemy go po stronie najmocniejszych punktów boxu.

Improwizacje kwartetowe bazują na sporym dysonansie dramaturgicznym. Z jednej stron plejady drobnych, preparowanych fraz, z drugiej moc i siła syntezatorowych, basowych pasaży i niemałych melodii. Znów sporo akcentów post-jazzowych i rockowych wtrętów. Dynamika narracji na typowej dla tego boxu efektownej sinusoidzie.  Świetnie w tym tyglu niespodziewanych zdarzeń odnajduje się nieznana nam saksofonistka (saksofonista?). O ile pierwsza część bywa tu bardzo ognista, o tyle druga niesie w sobie post-balladowy nerw.

Dwie ostatnie improwizacje grane są w sekstecie, zatem wrażeń i emocji mamy tu całe mnóstwo. Pierwsza z opowieści na starcie formuje się w wielobarwne, jakże efektowne crescendo. Szczególnie podobać się tu może gitarowe spiętrzenie, które pachnie metodami pracy King Crimson z wczesnych lat 70. W tym strumieniu hałasu i stygnącej lawy świetnie odnajduje się puzonista, który musi czasami czynić wiele, by wydostać się na powierzchnię narracji. Pod koniec koledzy znajdują mu nawet przestrzeń na krótką, solową ekspozycję. W prawie 30-minutowym secie nie brakuje chwil mglistych, post-ambientowych, pięknie wytłumionych, a samo zakończenie należy do gasnących, ale wyjątkowo melodyjnych gitar. Ostatnia improwizacja nie szczędzi nam gitarowych i basowych subtelności, szybko wszakże łapie bakcyla zdrowej psychodelii. Znów świetne momenty serwuje nam puzonista, który płynie na fali dronowej ekspozycji partnerów. W efektownym zakończeniu skrzy się echo gitarowych improwizacji w estetyce Sonic Youth, a także posmak … bluesa.

 

Halster Virtuous Mondays (Konvoj Records, 5CD 2020)

Halster: Anders Lindsjö – gitara elektryczna, akustyczna, basowa, perkusja, Adam Persson – gitara elektryczna, głos, Mattias Nihlén – gitara elektryczna, syntezator. Goście: Ola Rubin - puzon, Håkon Berre - perkusja, Henrik Olsson – gitara elektryczna, Martin Küchen – saksofon barytonowy, Martin Holm – drum machine, Herman Müntzing – instrumenty klawiszowe, elektronika, Raymond Strid – perkusja, instrumenty perkusyjne, Jakob Riis – puzon, elektronika, Pär Thörn – elektronika, obiekty, Ola Paulson – saksofon tenorowy, altowy, Anders Uddeskog - perkusja, Knut Finsrud – instrumenty perkusyjne, Sture Ericson – saksofon altowy, Nana Pi Aabo Larsen – saksofon tenorowy, Jon Lipscomb – gitara elektryczna. Nagrane w poniedziałki: Allmogen, Malmö, 2018-2019. Dwadzieścia jeden improwizacji, czas trwania poszczególnych dysków - 51:11, 58:08, 36:22, 45:43, 73:51.

              

 

piątek, 12 maja 2023

Konvoj Records 2021’ outfit: Ensemble Allena, Tombola Rubola and two Martin Küchen’ duos!


Szwedzkie wydawnictwo Konvoj Records, organizacyjnie będące dziełem Oli Paulsona, to definitywnie jedno z najciekawszych zjawisk na europejskiej sceny muzyki improwizowanej. Jego katalog zawiera w sumie ledwie dwadzieścia jeden pozycji, ale mnóstwo w nim fantastycznej muzyki, na ogół związanej ze szwedzką sceną muzyki improwizowanej. Wydawca nie stroni jednak od głośnych, europejskich artystów niekoniecznie wyposażonych w paszporty Królestwa Szwecji, takich jak Evan Parker, John Tilbury, czy Agusti Fernandez. Po szczegóły odsyłamy na bandcampową stronę labelu.

Muzyka z logo Konvoj nie dociera jednak do naszej części świata zbyt często i regularnie. Tym większa zatem nasza radość, iż sporo konwojowych albumów zawitało tej wiosny w gościnnych progach Trybuny Muzyki Spontanicznej. O dwóch najnowszych płytach w katalogu pisaliśmy kilka tygodni temu (obie sygnowane nazwiskiem kontrabasisty Johannesa Nästesjö!). Dziś sięgniemy do czterech płyt wydanych w zamierzchłym roku 2021, które w kontekście długiej podróży z Malmö zdają się być jednak dla nas prawdziwymi świeżynkami.



 

Ensemble Allena

Nasz drobny przegląd zaczynamy od ansamblu, który jest … solowym przedsięwzięciem szefa labelu! Od razu zaznaczmy, iż nie jest to efekt artystycznej samotności czasów lockdownu, albowiem Paulson tego typu akcje realizował także przed wielką zarazą. W użyciu pięć instrumentów dętych, fortepian, elektronika i sample. Wszystko wyjątkowo udanie przeprocesowane zdaje się być prawdziwą mieszanką piorunująca. Świetna dramaturgia, wyszukany smak estetyczny i brzmieniowy, no i mnóstwo emocji, głównie saksofonowych, także w wymiarze polifonicznym.

Akcja dramatu jest następująca: elektroakustyczny zgiełk szumiącej ciszy i głos z offu wyprowadzają na czoło narracji garść dętych fraz na dużym pogłosie. Po czasie ów introdukcyjny background ustępuje miejsca rozbudowanej ekspozycji dętej, prowadzonej kilkoma wątkami. Pojawia się rytm, akcenty perkusjonalne, a wszystko kończy żywot w mrocznych, saksofonowych dronach. Krew drugiej opowieści tworzy post-rytmiczne piano, sporo do powiedzenia ma także warstwa elektroniczna, która wprowadza ferment lub oblepia narrację płaszczem ambientu. Ale znów najważniejsze są dęciaki. Najpierw prym wiedzie baryton, który znajduje kilku towarzyszy podróży, potem na czoło sforuje się niemal free jazzowy tenor. W trzeciej części usterkowa elektronika, akustyczne dźwięki preparowane i saksofonowe westchnienia kreują dalece mantryczną opowieść z basową podbudową, być może zrealizowaną przetworzonym brzmieniem saksofonu barytonowego. Duże porcje emocji przynosi kolejna opowieść – nakładające się głosy, saksofonowe krzyki i zaśpiewy, wreszcie post-elektroniczne szumowisko. Nie brakuje wartkiego rytmu i syntetycznej eksplozji na zakończenie. Ostatnia narracja tonuje emocje, dzieje się głównie w niskich częstotliwościach, pełna wszakże elektroakustycznych zdobień wcale nie działa uspokajająco.



 

Tombola Rubola

Puzon, perkusja i perkusjonalia, to instrumentarium odpowiedzialne za nagranie nazwane zapewne na cześć puzonisty Oli Rubina, który w tej kolektywnej, swobodnej improwizacji zdaje się delikatnie wieść prym. Znów bystra, absolutnie nieprzegadana opowieść, pełna dramaturgicznych splotów, intrygujących brzmień i artystycznej jakości.

Pierwsza opowieść kipi puzonowym humorem. Blaszak brzmi matowo, dość szorstko, a podwójny zestaw perkusyjny oplata jego wypowiedź stemplującym drummingiem. Narracja ma dość leniwą dynamikę, toczy się linearnie, jest skupiona, ale pełna empatycznego wigoru. W drugiej odsłonie muzycy budują opowieść ze szmerów i szelestów. Puzon preparuje, w jego tubie gnieżdżą się jakieś przedmioty. W dalszej części improwizacja nabiera mocy, podąża niemal tanecznym krokiem, a puzon nawet śpiewa. Trzecia narracja, podobnie jak piąta, to wypowiedź ledwie kilkudziesięciosekundowa. Budowana jest okrzykami i bystrą dynamiką, z kolei ta piąta syci się mrokiem półdźwięków - brudnych, zagubionych fraz nasyconych jednak dużą porcją kreatywności. Czwarta improwizacja z mozołem wydobywa się z gęstej ciszy. Drobne, blaszane westchnienia i szczebioty, perkusjonalne obcierki, zgrzyty i szmery z czasem formują się w całkiem zwartą i dynamiczną opowieść. Finałowa narracja zdaje się być przesycona ceremoniałem pożegnalnej ballady. Puzon najpierw kleci drony, potem dość niespodziewanie śpiewa na cool-jazzową modłę. Wokół niego krążą mikro uderzenia perkusisty i perkusjonalisty. Leniwa improwizacja na koniec zdobiona jest drobnymi westchnieniami puzonu, jakby cedzonymi przez zaciśnięte zęby.



Sångövningar

Poprzednim duetowym nagraniem Martina Küchena i Andersa Lindsjö zachwycaliśmy się na tych łamach kilka lat temu. Gęsta, upiornie post-brytyjska igraszka bardzo nam wtedy przypadła do gustu. Dziś nasi bohaterowie powracają płytą, która zwie się Ćwiczenia w śpiewaniu i po prawdzie zdaje się być łagodniejszą siostrą swej zacnej poprzedniczki. Nie zmienia to faktu, iż wspólna praca saksofonisty i gitarzysty znów bardzo nam się podoba!

Muzycy wchodzą w improwizację małymi, leniwymi krokami. Preparowane strugi saksofonowych podrygów i post-baileyowskie rozciąganie strun gitary. Narracja szybko staje się gęsta, ale nie przestaje być dość lekka - z zadziornymi ripostami, ale i refleksyjnymi westchnieniami. Na starcie kolejnej części mamy więcej mechaniki tarcia i dętych skrzeków. Emocje rosną, brudne frazy pęcznieją. W trzeciej odsłonie szczypta delikatności – suche piski z tuby i czyste smugi gitarowych pasaży. Kolejna część kontynuuje leniwy suspens, pełen brzmieniowych subtelności. Wszystko grane jest tu na wdechu. W piątej części kontrast – saksofonowa post-ballada i gitarowe preparacje (być może smyczkiem). Pojawia się nuta śpiewności, a szyk improwizacji, nie po raz pierwszy, formowany jest dość minimalistycznymi metodami. W kolejnej opowieści dominują krótkie, nerwowe frazy, podsycane odrobiną post-perkusjonalnego zamętu. Pozatykana tuba saksofonu budzi emocje, które z czasem opadają. Ostatnie dwie improwizacje znów stawiają na minimalizm, a dramaturgia budowana jest na ogół metodą call & responce. Saksofon szuka zwady, ale gitara łagodzi obyczaje flażoletami, niekiedy brzmiącymi wręcz post-klasycznie. Trochę riffów, garść melodii i dęte zawodzenia, to atrybuty zakończenia.



 

Opus Tve

Kolejny improwizowany duet Martina Küchena, tym razem z pianistą Mattiasem Risbergiem, któremu – wedle naszej percepcji świata muzyki – bliżej do uporządkowanych struktur jazzowych i post-jazzowych niż chaosu pozytywnej kreacji. Tu wepchnięty w bezmiar swobodnej improwizacji, pełnej preparowanych dźwięków i zaskakujących zwrotów akcji, radzi sobie wszakże doskonale, co więcej, sprawia, iż nagranie ma intrygują szyk dramaturgiczny, nie stroni od rytmu i wyszukiwanej melodyki, ale choćby na moment nie przestaje być pełnokrwistym i stylowym free improvised music.

W gemie otwarcia Martin sięga po saksofon tenorowy i bywa, że brzmi niemal brotzmannowsko. Mattias zaczyna wewnątrz pudła rezonansowego piana, ale tworzy tam zwartą, rytmiczną narrację. Emocje płyną tu także z samej melodii. W drugiej odsłonie pianista wybija rytm … tupiąc nogą (?). Sopranino śpiewa, dmie w gęstą glazurę werbla. Rezonujące, mentalne oczyszczenie. Trzecia część leje się jazzowym strumieniem piana i rozśpiewanym saksofonem, który mimo brudnego brzmienia także szuka zwartej melodyki. Czwarta improwizacja ma kształt post-ballady, budowanej minimalnym nakładem sił i środków. W kolejnych częściach muzycy zagłębiają się w mroku dętych fraz preparowanych, stylowych, minimalistycznych akcji inside piano i nieustannie nas zaskakują. W każdą pętle narracji wydają się wkładać coraz więcej emocji i wigoru. Pod koniec części piątej ich flow śmiało zasługuje na miano free jazzowego. Z kolei w szóstej artyści brodzą w chłodzie wystudiowanych, meta rytmicznych dźwięków, w siódmej zaś trzeszczą i zgrzytają zębami, ale ich narracja znów łyka duże garście melodii. Ostatnia improwizacja bazuje na fantastycznym suspensie. Sycząca tuba, czarne klawisze, brudne, rezonujące frazy i na zakończenie garść post-klasycznych grepsów wprost z klawiatury fortepianu.

 

Ensemble Allena Ärosol. Ola Paulson – saksofon altowy, tenorowy i barytonowy, rożek Eb z ustnikiem saksofonowym, klarnet metalowy, fortepian, elektronika, sample oraz processing. Nagrane wiosną 2021 roku, The House On The Hill, St. Uppåkra. Pięć utworów, 38:22.

Tombola Rubola Tombola Rubola. Ola Rubin – puzon, Anders Uddeskog – perkusja oraz Anders Lindsjö – instrumenty perkusyjne. Nagrane w 2021 roku, Malmö. Sześć improwizacji, 35:45.

Martin Küchen & Anders Lindsjö Sångövningar. Martin Küchen – saksofony oraz Anders Lindsjö – gitary. Nagrane w 2020 roku, Malmö 2020. Osiem improwizacji, 41:00.

Martin Küchen & Mattias Risberg Opus Tve. Martin Küchen – saksofon tenorowy i sopranino, werbel oraz Mattias Risberg – preparowane i niepreparowane grand piano. Nagrane w 2018 roku, Kullen, Fåsjön. Osiem improwizacji, 41:20.

 

 

czwartek, 30 stycznia 2020

Henrik Olsson & Ola Rubin! About how the guitar and the trombone dance and sing!


Skandynawia wydaje się być naturalnym dostarczycielem ciekawych dźwięków na polu swobodnej improwizacji. Ta hipoteza nie wymaga specjalnie rozbudowanych uzasadnień. A zatem dziś, składająca się z kilku krótkich, żołnierskich słów, recenzencka epistoła, która stanowić może kolejny dowód rzeczowy w sprawie.

Z intrygującym szwedzkim gitarzystą Henrikiem Olssonem, na ogół rezydującym w Kopenhadze, zetknęliśmy już na tych łamach przy okazji świetnej płyty jego tria Hand Of Benediction. Z jego rodakiem, puzonistą Olą Rubinem spotykamy się bezwzględnie po raz pierwszy. Ich duetowy winyl bez tytułu dostarcza duński Barefoot Records. Nagranie z Kopenhagi (Panalama Recording Studio) składa się z 14 miniatur free improv, pozbawionych tytułów, a trwa 37 minut bez kilku sekund. Płyta miała swoją premierę ostatniej jesieni.




Opiłki rytmu na gryfie gitary, zgrzytającej z nadmiaru zasilania i parskający puzon tworzą gęstą sieć dźwięków, które z dynamiczną częstotliwością będą nam towarzyszyć – w swoich przeróżnych mutacjach - przez całe nagranie. Gitara zdaje się być nieustannie plądrowana pokrętną elektroniką, brzmi bardzo szeroką paletą barw i mocą nadkreatywności muzyka. Świetnie radzi sobie także bez syntetycznego wsparcia, wyposażona jedynie w prąd dobrej jakości. Muzycy budują narrację na ogół krótkimi, urywanymi frazami – gitara wypluwa fonię niczym rozgryzione ziarna pieprzu, puzon szumi, nadyma się i parska abstrakcyjnym humorem. Bywa, jak w utworze drugim, że oba instrumenty imitują się na poziomie szumu, bywa, że brzmią, jak zdewastowane zębem czasu, post-akustyczne dęciaki. Narracja pełna jest zaskoczeń, czasami zupełnie nieprzewidywalnych wydarzeń. Oto na scenie dwa stwory, które są zdolne wydać każdy dźwięk.

W tym morzu niemal wyłącznie intrygujących miniatur, utwór trzeci – choćby z racji długości – jawi się niczym grecka epopeja, pogorzelisko antycznej tragedii. Wielka pieczara preparacji, która stęka ledwie tlącym się ogniem. Elektroakustyka stosowana – szumy i zgrzyty, tu każdy dźwięk można śmiało wyposażyć w przedrostek post. Muzycy budują masywną opowieść, nie stroniąc od naszej ulubionej metody swobodnej improwizacji, zwanej call & responce. W czwartym utworze – dla przeciwwagi, żywe instrumenty zdają się dominować w pokoiku studyjnym – kawalkada hałaśliwych parsknięć, zarówno bardzo ekspresyjnych, jak i tych, skupionych na pojedynczym dźwięku. Akcja goni tu akcję, reakcja cierpi na reakcję. W piątej części, to puzon brzmi jak gitara, żywa soczysta magma dźwięków. Oba zresztą instrumenty wydają się tańczyć na swoich przetwornikach. Henrik i Ola – prestigitatorzy tajemniczych fonii.

W szóstym utworze puzon po prostu krzyczy, gitara obudowuje się elektroniką, a po chwili ów niebanalny dialog  przeistacza się w bitwę na post-elektroniczne śnieżki. W siódmym puzon znów krzyczy, ale ma drastycznie zapchaną tubę. Gitara plądruje mikrofrazy na gryfie. Raz grzmi hałas, innym razem brzęczy cisza. W ósmym – gitara znów zaplątana w kable, puzon zaś rwie frazy z pozycji akustycznej. Henrik ma tysiąc pomysłów na sekundę i ocean nadaktywnych pick-up’ów, podczepionych pod schizoidalną gitarę, Ola walczy z puzonem, który nie znajduje umiaru w zakresie preparowania dźwięków.

W trakcie dziewiątego epizodu mamy wrażenie, że słyszymy gołe struny gitary, postawione tuż przed ścianą martwej syntetyki. Obok puzon próbuje wtłoczyć się w wąskie kable. Całość spowija cisza post-elektroniki, która zgrzyta zębami. Fonicznych zaskoczeń ciąg dalszy - muzycy wydają się zapalać i gasić masywne świece olejowe! W dziesiątym – gitara pulsuje żywymi dźwiękami, puzon syczy i prycha na poły melodycznie, a wszystko dzieje się niezłym tempie. W kolejnym – znów prymat żywego nad syntetycznym – małe frazy, mikrodialogi w oślej ławce. W dwunastym – to tu gitara syczy jak spalony dęciak! Obok rży skonfudowany amplifikator. Puzon na boku zgłasza zdanie odrębne, niczym komentator liryczny ironizuje pojedynczymi zadziorami. W trzynastym obaj muzycy giną w otchłani wystudzonej elektroakustyki – żywe fonie klejone drobnymi przepięciami energetycznymi. W czternastym, czyli ostatnim – preparowane, żywe dźwięki, które z niepokojem szukają podłączonych do komputera kabli. Milkną w stadium zaniechania.

What a game!


*****


Henrik Olsson i Ola Rubin zagrają 15 marca 2020 roku w poznańskim klubie Dragon! Koncert odbędzie się w ramach wiosennej edycji Spontaneous Live Series – Live in Dragon 2020.