Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adrian Northover. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adrian Northover. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 lutego 2026

Adrian Northover & Marcello Magliocchi in quintet and trio!


Brytyjski saksofonista Adrian Northover i jego wieloletni, muzyczny kompan, włoski perkusista i perkusjonalista Marcello Magliocchi należą do wąskiego grona artystów, którzy w szczególny sposób kultywują tradycję swobodnych, filigranowych, molekularnych improwizacji, jakie objawił światu niemal sześć dekad temu the one and only John Stevens i jego Spontaneous Music Ensemble. Na łamach bloga, którego nazwa nie jest w tym kontekście przypadkowa, pisanie o muzyce Anglia i Włocha to prawdziwa przyjemność, ale i ustawowy obowiązek.

Dziś w pierwszej kolejności sięgniemy po nagranie The Runcible Quintet – formacji, która powraca do nas po raz czwarty (a nawet piąty). Potem zagłębimy się w dźwiękach pewnego włoskiego tria z intrygującym brzmieniem preparowanego akordeonu. Dodajmy, iż oba omawiane albumy zostały zakwalifikowane do 50 powodów, dla których warto zapamiętać rok 2025. A zatem sam miód, krew improwizacji, którą kochamy najbardziej. Zapraszamy do każdego dźwięku!

 


The Runcible Quintet Two (Bandcamp’ self-released, CD 2025)

John Marshall Hall, Christchurch, Blackfriars, Londyn, maj 2025: Neil Metcalfe – flet, John Edwards – kontrabas, Marcello Magliocchi – perkusja, Adrian Northover – saksofon sopranowy oraz Daniel Thompson – gitara akustyczna. Pięć improwizacji, 51 minut.

Dwa instrumenty strunowe, dwa niebywale lekkie dęciaki i filigranowa perkusja, to instrumentarium The Runcible (w przypadku tej ostatniej, to raczej small drum kit, podobny ekwipunek, jakiego używał John Stevens). Kwintet zaczynał swe fonograficzne życie od płyty zatytułowanej Five, potem numeracja cofała się. Teraz artyści doszli do tytułu Two, ale zdaje się, że w międzyczasie, w formie drobniejszej ekspozycji, popełnili już nagranie One. Tak, czy inaczej ten kwintet, to jedna z najlepszych rzeczy, jakie przydarzyły się swobodnej improwizacji na Starym Kontynencie w ostatniej dekadzie.

Muzycy od pierwszego dźwięku stawiają na kreatywny kolektywizm i od tej reguły odstąpią jedynie w najdłuższej, trzeciej opowieści. Zadziorna feeria żywej akustyki w stanie ciągłej interakcji, niekiedy całkiem intensywnej, to naczelna charakterystyka tej muzyki. Druga opowieść wydaje się jeszcze bardziej dynamiczna, ale zarazem intrygująco ulotna, jakby każda fraza dostawała skrzydeł i szukała nieboskłonu. Jeśli początek grany jest tu na wydechu, to rozwinięcie uznać można za głębokie westchnienie, a finalizację za kameralny wdech. Nie brakuje w tej opowieści zabaw z rytmem, choć nie jest to sytuacja typowa dla Runcible. W trzeciej, prawie 20-minutowej improwizacji, muzycy mają czas na wszystko – kolektywne podrygi, samotne ekspozycje (gitara, perkusja), a także igraszki w podgrupach – dęte dialogi na bazie percussion i takież z udziałem strunowców. W drugiej dziesiątce minut muzycy nadymają policzki i eksplodują porcją czegoś, co śmiało możemy określić mianem free jazzowej kulminacji, choć bez typowej dla gatunku masy właściwej. Czwarta opowieść zainagurowana zostaje przez kontrabasowe pizzicato, na barkach którego podróżują pozostałe instrumenty. Nie brakuje udanego spowolnienia i czystych fraz fletu, który od czasu do czasu staje w dramaturgicznej opozycji do preparowanych akcji pozostałych. Nie zmienia to faktu, iż zakończenie tej części albumu zasługuje na miano najgłośniejszego momentu całego nagrania. Ostatnia improwizacja niesie mnóstwo emocji, choć w fazie początkowej zdaje się być grana na intensywnym wdechu. Potem muzycy sięgają po detale, bawią się pojedynczą frazą. Brudne wyziewy dętych i ostre szarpnięcia za struny, to dysonans, który buduje tu dodatkową jakość. Po drobnym spiętrzeniu, ostatnie 120 sekund, to wielki wydech konającego, ale soczysty, jak wyciskana pierwszy raz cytryna.

 


Adrian Northover, Marcello Magliocchi & Domenico Saccente Over The Edge (FMR Records, CD 2025).

HiFi Record, Padwa, Włochy, kwiecień 2024 (utwory 1-11) oraz Compagnia Teatrale Deppostorie, Padwa, marzec 2025 (utwór 12, w wyniku błędu edytorskiego dostępny jedynie na bandcampie artystów): Marcello Magliocchi – perkusja, Domenico Saccente – preparowany akordeon oraz Adrian Northover – saksofon sopranowy. Dwanaście improwizacji, 42 minuty.

Adrian i Marcello od lat prowadzą trio z Bruno Gussonim (znamy tu wszystkie ich płyty), ale tym razem do improwizującej bandy zaprosili innego Włocha, bliżej nam nieznanego akordeonistę. Efekt tej kolaboracji zdaje się być wyśmienity, nie tylko z uwagi na intrygujące brzmienie instrumentu Domenico, ale nade wszystko z powodu jego wrażliwości artystycznej – kocich ruchów, delikatnego frazowania, dystyngowanych, szemranych podpowiedzi. Wszystko to doskonale koreluje z artystyczną wizją naszych dzisiejszych bohaterów.

Album zawiera dwanaście zwartych, trwających od niespełna jednej do sześciu minut, dobrze skonstruowanych improwizacji. Poza solowym zakończeniem (dostępnym tylko on-line) i dwoma, trzema przypadkami ekspozycji duetowych, wszystkie one konstruowane są kolektywnymi strumieniami dźwięków small drums & percussion, zadziornie brzmiącego saksofonu sopranowego i post-ambientowych, szeleszczących fraz akordeonu. Muzycy otwierają nagranie uformowani w szyk wznoszący, potem bawią się w rysowanie niekończących się didaskalii, które okazjonalnie zdobią bardziej melodyjnymi interakcjami. Dobrze czują się w chmurze szumów i szmerów, zawsze jednak ich opowieść tętni życiem, z uwagi na typową dla Marcello narracyjną aktywność. Czasami ponosi ich temperament, czasami grzęzną w mrocznych zakamarkach. Im dalej wszakże w las, tym lepiej! Ruchliwa akustyka ósmej odsłony bazuje na dźwiękach preparowanych saksofonu i perkusji, osadzonych na mrocznych plamach akordeonu. Dziesiąta opowieść to kompulsywny taniec saksofonu i perkusji, z kolei przedostatnia historia, tu najdłuższa, zdaje się być szczególnie dobrze udramatyzowana – rozbudowane otwarcie perkusji, długie pociągnięcia pędzlem akordeonu i saksofonowe zaklinanie węży. Każdy z muzyków pracuje tu w trochę innym tempie, ale całość zazębia się jak spirale najlepszego zegarka szwajcarskiego. Album wieńczy koncertowa ekspozycja perkusisty. Najpierw, to hałaśliwy taniec na talerzach, potem nisko osadzony drumming na dobrze rozgrzanym werblu.




środa, 31 grudnia 2025

50 Reasons to Remember the Year 2025! Pięćdziesiąt powodów, by zapamiętać rok 2025!


Albums are presented in alphabetic order! Please notice that picture below doesn’t feature all honoured recordings!

Albumy prezentowane są w kolejności alfabetycznej! Proszę zauważyć, iż zdjęcie poniżej nie przedstawia wszystkich wyróżnionych nagrań!

 


Adam Gołębiewski & Dave Brown Dogs Light

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/03/adam-goebiewski-dave-brown-in-dogs-light.html

AMM with Sachiko M Testing

(not reviewed yet)

Angharad Davies & Burkhard Beins Meshes of the Evening

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/08/angharad-davies-burkhard-beins-meshes.html

Barbara Dang & Muzzix Michael Pisaro-Liu Tombstones II

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/06/the-circum-disc-fresh-outfit-manoeuvres.html

Benedict Taylor & Paweł Doskocz Welcome to our humble abode

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/benedict-taylor-pawe-doskocz-welcome-to.html

Biliana Voutchkova & Giorgos Varoutas Little Sae

(not reviewed yet)

Camila Nebbia, Gonçalo Almeida & Sylvain Darrifourcq Hypomaniac

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/camila-nebbia-goncalo-almeida-sylvain.html

Caroline Kraabel, Pat Thomas, John Edwards & Steve Noble Transgressive Coastlines

(not reviewed yet)

Constantin Herzog, Matthias Muche & Etienne Nillesen Anasýnthesi

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/10/herzog-muche-nillesen-play-anasynthesi.html

Daniel Thompson Violet

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/10/daniel-thompson-in-violet-and-duo.html

Das B Love

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/das-b-in-love.html

Derek Bailey & John Stevens The Duke of Wellington

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/09/derek-bailey-john-stevens-in-duke-of.html

Dirk Serries & Mark Wastell Dual Activity

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/06/dirk-serries-mark-wastell-in-dual.html

Dirk Serries Zonal Disturbances II

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/05/dirk-serries-in-zonal-disturbances.html

Éliane Radigue Asymptote Versatile (1963-64)

(not reviewed yet)

Insub Meta Orchestra Exhaustion/ Proliferation

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/02/insub-meta-orchestra-plays-exhaustion.html

John Edwards, Mike Gennaro & Alex Ward Activity

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/04/alex-ward-in-two-similar-trios.html

John Butcher & Angharad Davies Two Seasons

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/12/angharad-davies-john-butcher-during-two.html

John Butcher, Phil Durrant & Mark Wastell Poznań: Appropriate Density

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/08/the-confront-recordings-fresh-meals.html

Lawrence Casserley & Emil Karlsen Aspects of Memory

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/07/lawrence-casserley-emil-karlsen-and.html

Lava Quartet feat. Almut Kühne, Jordina Millà, Gonçalo Almeida & Wieland Möller Ethereal Chant

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/07/lava-quartet-in-ethereal-chant.html

Le GGRIL + DDK Diffraction

(not reviewed yet)

Les Marquises (Emilie Škrijelj & Tom Malmendier) Live in Nickelsdorf

(not reviewed yet)

Luís Vicente & Vasco Trilla Ghost Strata

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/the-portuguese-taste-makes-world-go.html

Magda Mayas and Jim Denley One Another

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/09/magda-mayas-jim-denley-go-one-another.html

Manoeuvres Sentimentales Delightfully Deceitful

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/06/the-circum-disc-fresh-outfit-manoeuvres.html

Marcello Magliocchi, Adrian Northover & Domenico Saccente Over The Edge

(not reviewed yet)

Martin Küchen & Håkon Berre På Snurr

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/09/martin-kuchen-hakon-berre-pa-snurr.html

Matthias Müller & Andreas Willers Matthias Müller Andreas Willers

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/03/matthias-muller-andreas-willers-in-duo.html

Michel Doneda & Frédéric Blondy Points of Convergences

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/10/michel-doneda-frederic-blondy-in-points.html

Michel Doneda, Lê Quan Ninh & Núria Andorrà El retorn de l'escolta - A la memòria de Marianne Brull

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/08/doneda-ninh-andorra-el-retorn-de.html

Nour Symon Je suis calme et enragé·e

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/05/the-contemporary-counterpoint-dincise.html

Ontstopper Kollektief Unblocking

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/the-portuguese-taste-makes-world-go.html

Quatuor Bozzini/ Jürg Frey String Quartets

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/05/the-contemporary-counterpoint-dincise.html

Quentin Stokart & Tom Malmendier Mehin

(not reviewed yet)

Rodrigo Amado & Chris Corsano The Healing

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/09/rodrigo-amado-chris-corsano-into-healing.html

Sawt Out Fake Live in America

(not reviewed yet)

Sophie Agnel & John Butcher Rare

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/05/sophie-agnel-with-john-butcher-and-solo.html

Spontaneous Live Series D07: Don Malfon, Florian Stoffner & Vasco Trilla Live at 7th Spontaneous Music Festival 2023

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/06/spontaneous-live-series-is-also-digital.html

Spontaneous Live Series 016: Anaïs Tuerlinckx with Jonas Engel and Andrea Ermke Live at 8th Spontaneous Music Festival

Spontaneous Live Series 017: John Butcher’s Dragon 10 Live at 8th Spontaneous Music Festival

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/10/anais-tuerlinckx-i-john-butcher-na.html

Stefan Keune, Dirk Serries & Benedict Taylor Closer and Beyond

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/keune-serries-taylor-are-closer-and.html

Stefan Keune, Steve Noble & Dominic Lash Black Box

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/04/keune-noble-lash-in-black-box.html

Stefan Keune, Sandy Ewen & Damon Smith Two Felt-Tip Pens: Live At Moers

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/04/keune-ewen-smith-in-two-felt-tip-pens.html

Studio of Electroacoustic Improvisation Metal Boxes/ Amplifire

(not reviewed yet)

The Electrics Live in Vilnius

(not reviewed yet)

The Runcible Quintet Two

(not reviewed yet)

Tom Jackson & Daniel Thompson Dark Kitchen

(not reviewed yet)

Trashed Middle Aged Junksters Rituals Of Modern Decadence

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/discordian-records-fresh-outfit-live-at.html

Yodok III Nidarosdomen

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/12/yodok-iii-in-nidarosdomen.html

 



wtorek, 4 lutego 2025

The Scatter Archive’ notes: Wastell! Moore & Prevost! Arch Quartet! Džukljev & Thieke! Lash, Sinton & Ward! Lash & Thomas!


Najwyższy czas zajrzeć na bandcampową stronę szkockiego net-labelu Scatter Archive! W porównaniu do naszej poprzedniej wizyty (bodaj lipcowej) odnajdujemy tu mnóstwo nowych albumów, publikowanych na ogół w tempie jeden na tydzień. Edycja wyłącznie w formie digitalnej ma swoje niezaprzeczalne walory – niskie koszty produkcji i możliwość szybkiego udostępnienia nagrań.

Spośród miliona nowych płyt, jakie zostały upublicznione w drugiej połowie roku 2024 na scatterowej stronie, do poniższego omówienia wybieramy sześć.




Mark Wastell Cello-Intern XVIII

Hundred Years Gallery, Londyn, lipiec 2023: Mark Wastell – violoncello. Pięć improwizacji, 32 minuty.

Marka Wastella spotykamy ostatnio głównie za sterami drums & percussion, ale świetnie pamiętamy, iż jego prymarnym narzędziem pracy jest wiolonczela. Muzyk w latach 2022-2024 grywał raz w miesiącu solowe ekspozycje w londyńskiej Hundred Years Gallery. Nie były to koncerty, nie były to próby. Artysta przez godzinę improwizował niezależnie od tego, co akurat działo się w Galerii. W nagraniu słyszymy zatem rozmowy i inne odgłosy codziennego życia tego miejskiego przybytku kultury. Brzmienie instrumentu jest bardzo surowe, a dźwięki zbierane były zapewne jednym mikrofonem.

Szorstki, jednostrumieniowy flow instrumentu, punkowe brzmienie i rockowy niemalże temperament artysty powodują, iż trwająca niewiele ponad dwa kwadranse opowieść w pięciu częściach kipi od emocji, jest niezwykle intensywna, z rzadka sięga po bardziej stonowane, kameralne frazy. Wastell syci narrację dużą dawką post-barokowej melodyki, ale tarza się z nią po podłodze lub wznosi na palcach i spogląda na zamglone, londyńskie niebo. Bywa delikatny jak w odsłonie drugiej, bywa drapieżny jak wygłodniały kocur w czwartej. Lubi mrok, choć nie unika ulotnej taneczności, zdarza się też, że jego instrument trzeszczy w posadach, jak w części trzeciej. W końcowej odsłonie pokazuje pewną żylastość post-barokowej estetyki, znów zdaje się urokliwie gorączkować, piszczeć i skowyczeć. Niesamowite nagranie!



 

N O Moore & Eddie Prévost Scratched Earth

Hundred Years Gallery, Londyn, październik 2024: N O Moore – gitara elektryczna, Eddie Prévost – instrumenty perkusyjne. Jedna improwizacja, 24 minuty.

Tych dwóch artystów, mimo dzielących ich niemal dwóch pokoleń, ma w dorobku sporo wspólnych improwizacji, na ogół czynionych w triach i kwartetach. Tym razem, w urokliwych w okolicznościach HYG, spotykają się w duecie i w trakcie krótkiej ekspozycji decydują się nie zagrać ani jednego typowego, czystego dźwięku gitary, czy perkusji. Moore tonie w euforii amplifikacji, Prevost szyje na swoim wielkim talerzu niekończące się strumienie rezonansu. Bywa też, że obaj toną w oparach całkiem soczystego post-industrialu.

Już pierwsze dźwięki koncertu stawiają nas do pionu poziomem hałasu i intensywności. Gitarowy amplifikator furczy i rzęzi, a blask rezonującego talerza łączy niebo i piekło. Cała narracja zdaje się śpiewać, niczym pijana diwa operowa. Po pewnym czasie gitarowe preparacje zaczynają znajdować ujście w post-rockowej estetyce, z kolei akcje perkusjonalne nabierać pewnej taneczności. Opowieść trzeszczy, skrzypi i syczy, by po kilku chwilach zamienić się w ocean onirycznego ambientu. Na scenę raz za razem powraca też estetyka industrialna, ale jej wyskoki mają teraz charakter incydentalny. Koncert wieńczy … gitarowa melodia, które niesie się na dronowej strudze rezonansu.



 

Arch Quartet (Anna Homler, Tasos Stamou, David Leahy, Adrian Northover) Chummage

Arch 1 studios, West Ham, London, wrzesień 2014: Anna Homler – głos, obiekty, zabawki i urządzenia, Tasos Stamou – preparowana cytra, looper, David Leahy – kontrabas oraz Adrian Northover – saksofon sopranowy. Sześć improwizacji, 34 minuty.

Nagranie kwartetu muzyków, którzy odbyli sesję nagraniową przy okazji muzykowania z London Improvisers Orchestra, przeleżało się na czyimś twardym dysku całą dekadę, ale warto było czekać. Z jednej strony kontrabas i saksofon pod jurysdykcją artystów, których znamy i cenimy, z drugiej głos, cytra i garść elektroakustycznych zabawek ze strony tych mniej rozpoznawalnych, ale z pewnością wartych zapisania w naszych kajetach. To, co najlepsze na Chummage zdaje się dziać w pierwszej odsłonie albumu. W dalszych bywa, że nadmierna kreatywność elektroakustyków tłamsi walory brzmieniowe kontrabasu i saksofonu. W kontekście wszakże całości Arch Quartet wychodzi z tego obronną ręką.

Pierwsza improwizacja żywi się nade wszystko brzmieniem akustycznym, delikatnym pulsem drgających strun, ciepłym smyczkiem i frazującym molekularnie saksofonem sopranowym. Wokalistka najpierw cedzi dźwięki, potem rozpościera ramiona śpiewu z dalekowschodnim akcentem. Nieinwazyjne, rozdrobnione plamy elektroakustyki dodają całości odpowiedniego blasku. Począwszy od drugiej części owa dystyngowana równowaga pomiędzy tym, co akustyczne, a tym, co akustycznym być już przestało, ulega zachwianiu. Muzycy nie stronią od hałaśliwych incydentów, ale potrafią też pochylać się nad pojedynczym dźwiękiem. W kolejnych opowieściach wokalistka w folkowym zaśpiewie i cytrysta, który szuka brudu i zniekształceń, zaczynają dominować, a o tym, że wciąż jest z nami saksofonista przypominamy sobie dopiero po wielu minutach. Finałowa ekspozycja nieco ów rozchwiany obraz narracji porządkuje. Nisko osadzona introdukcja, zwinne, wielokierunkowe preparacje i głos, który płynie tembrem smyczkowej narracji. Na ostatniej prostej kwartet osiąga zaskakującą dynamikę i syci się mnóstwem udanych interakcji.



 

Marina Džukljev & Michael Thieke Motionless Pool

Kulturni Centar Vojvodine Miloš Crnjanski, Nowy Sad, Serbia, grudzień 2021: Marina Džukljev – fortepian, Michael Thieke – klarnet. Siedem improwizacji, 38 minut.

Mimo zalewu brytyjskiej muzyki improwizowanej, na łamach SA nie brakuje miejsca na spektakle kontynentalne. Pośród albumów drugiego półrocza na szczególną uwagę zasługuje album Serbki i Niemca. To doprawdy wyśmienite nagranie – z natury swej minimalistyczne, skupione na drobnych frazach, brzmieniowych i dramaturgicznych niuansach. Artyści zdają się nie wychodzić tu poza okowy swobodnej, chwilami wystudzonej kameralistyki, ale w każdym dźwięku, w każdym ruchu scenicznym czuć, jak wielkie emocje w nich drzemią.

Magię improwizacji otwarcia buduje, wprawiony w rezonans, pojedynczy dźwięk fortepianowego klawisza i suche powietrze wydychane z zimnej tuby klarnetu. Dogasające życie wytrawionej z emocji kameralistyki. W drugiej części muzycy odbywają niedługą podróż od ekspozycji perkusjonalnej na strunach i dyszach do rozśpiewanego, rezonującego strumienia zlepionych w jednej byt dźwięków inside piano i klarnetu. W trzeciej opowieści pojawia się leniwy rytm, który wiedzie w nieskończoność kolejne porcje delikatnych uderzeń po strunach i klarnetowych wyziewów. Czwarta improwizacja zdaje się kontynuować wątek części poprzedniej, ale sadowi się o trzy poziomy niżej. Prawdziwy zamęt sieją tu pojedyncze dźwięki klawisza. Kolejna odsłona, to celebracja, elegijne wyniesienia drobnych fonii z samego dna pudła rezonansowego i głębin klarnetowej tuby. Wszystko nabiera rezonującej poświaty i formuje się w jednorodną strugę akustycznego piękna. Przedostatnia improwizacja, to stygnący w bezruchu strumień matowych, wychłodzonych klawiszy i melodyjnego szumu z tuby. Z czasem wszystko nabiera pewnej soczystości, ale broczy po kolana w mrocznej mazi. W finałowej opowieści w dogorywające trzewia artystów wkrada się zaskakująca nerwowość. Szybkie oddechy, drapanie strun, szczypta hałaśliwego anturażu na moment kreują klimat niemalże post-industrialny. Jeszcze piękniejsze jest jego studzenie, wprost w objęcia ciszy zdobionej pojedynczymi dźwiękami. 



 

Dominic Lash, Josh Sinton & Alex Ward Lash.Sinton.Ward

Hundred Years Gallery, Londyn, lipiec 2024: Dominic Lash – kontrabas, Josh Sinton – saksofon barytonowy, flet altowy, głos oraz Alex Ward – klarnet, gitara elektryczna. Jedna improwizacja, 41 minut.

Lash i Ward, to artyści, których cenimy od lat, starając się nie marnować jakiejkolwiek okazji do obcowania z ich muzyką. Tu spotykamy ich w trio z saksofonistą i flecistą Sintonem, muzykiem zza Wielkiej Wody, które lubi improwizować z obywatelami Zjednoczonego Królestwa. Nagranie koncertowe charakteryzuje się sub-doskonałym brzmieniem, ale dobrze to koreluje z ponadgatunkową improwizacją, jaką serwują nam muzycy. Z jednej strony open jazz, szczególnie od Sintona, z drugiej rozhuśtana kameralistyka (gdy Ward gra na klarnecie), czy post-psychodelia (gdy ten sięga po gitarę), wreszcie Lash, który najlepiej czuje się w formule ekstremalnie kreatywnego arco & pizzicato in one note.

Koncert rozpoczyna się porcją leniwych, preparowanych dźwięków – od barytonowej doliny po klarnetowe wzniesienia, w oparach kontrabasowej różnorodności i głosu saksofonisty. Z czasem narracja przybiera formę nerwowych podskoków i free jazzowych spiętrzeń, ale bywa, że przypomina rozciąganie zwiotczałych mięśni w potoku kameralnych eksperymentów. Muzycy dobrze czują się w obu sytuacjach, choć częściej odnajdujemy ich w tej pierwszej. Tuż przed upływem drugiej dziesiątki minut Ward przesiada się na gitarę skutecznie redefiniując gatunkową estetykę spektaklu. Narracja staje nieco mniej intensywna, choć nadal jest gęsta i upstrzona ciekawymi zdarzeniami. Artyści ćwierkają jak wróbelki, by po chwili generować rozlegle strumienie ambientu i post-psychodelii, a potem na dłużej zastygnąć z rzewnej kameralistyce. Powrót do gry na dwa dęciaki i kontrabas odbywa się tu dość niespodziewanie, poprzedzony tajemniczymi frazami ze strony Warda (jeszcze gitara, czy już preparowany klarnet?). W końcowych fragmentach koncertu Sinton sięga po flet, a Lash koncertuje się na smyczkowym frazowaniu. Finalizacja jest melodyjna, istotnie rozciągnięta w czasie.



 

Dominic Lash & Pat Thomas Elements and Properties

Café Oto, Londyn, marzec 2023 (utwory 1,4) oraz Curious Ear in St Margaret's Church, Manchester, luty 2024 (2,3): Dominic Lash – gitara elektryczna, Pat Thomas – fortepian. Cztery improwizacje, 43 minuty.

Dominic Lash pozostaje na scenie, przesiada się jednak na gitarę elektryczną, co czyni ostatnimi laty bardzo chętnie. Cztery improwizacje, zarejestrowane na dwóch koncertach, czyni tu w zacnym towarzystwie Pata Thomasa wyposażonego wyłącznie w akustyczne instrumentarium. Ich wspólna opowieść najchętniej kieruje się ku free jazzowi, ale incydentalnie nabiera zaskakująco … bluesowego posmaku, zarówno ze strony rytmicznie uwarunkowanego pianisty, jak i niekiedy dość melodyjnie frazującego gitarzysty.

Skupione otwarcie bazuje na frazach inside piano i stłumionych, post-bluesowych introdukcjach gitary. Pierwsza improwizacja dość szybko wpada we free jazzowy tumult, sycony adekwatną porcją emocji. Druga opowieść, która stanowi niemal połowę płyty, mieni się intrygującą różnorodnością. Początek tkany jest z gitarowych plam psychodelii i post-klasycznej repetycji piana. Muzycy leniwie snują się po scenie, sięgają po atrybuty ballady, chętnie pochylają nad brzmieniowymi detalami, jakby zbierali siły na bardziej temperamentne resume. Pozostała część albumu, to dwie krótsze odsłony, oparte zarówno na ponadgatunkowej refleksyjności, jak i tanecznym pulsie pianisty i post-bluesowym, niemal rockowym frazowaniu gitarzysty. Końcowa część koncertu lepi się na starcie z drobnych, szumiących fraz, potem przybiera postać free jazzowego marszu, wreszcie kona w ciepłej melodyce.

 



piątek, 24 stycznia 2025

Scant & Gust! Molecular impro from Italy and Britain!


Album Time Textures znalazł się na trybunowej liście 50 powodów, by zapamiętać rok 2024. Jego autorami są włoski perkusista i perkusjonalista Marcello Magliocchi oraz angielski saksofonista Adrian Northover. Drogę twórczą obu śledzimy od lat, na każdym kroku podkreślając, iż to artyści, którzy w szczególny sposób pielęgnują i kultywują tradycję molekularnego, atomistycznego improwizowania, zasianą na ludzkim padole ponad pół wieku temu przez jedynego i niepowtarzalnego Johna Stevensa.

Rok ubiegły, to nie tylko album wspomniany powyżej, ale także dwie inne, równie intrygujące produkcje tych wspaniałych muzyków. Album Scant zawiera nagranie w trio z ich stałym partnerem, włoskim flecistą Bruno Gussonim, z kolej Gust, to trójka rzeczonych muzyków, zgrabnie dopełniona do kwartetu przez samego Johna Edwardsa. Bez zbędnej zwłoki zasiadamy do odczytu i odsłuchu obu płyt, które swoją premierę miały jesienią ubiegłego roku.



 

Magliocchi, Northover & Gussoni Scant (Bandcamp’ self-released, CD 2024)

Monteggiori Studios, Włochy, lipiec 2024: Marcello Magliocchi – perkusja, Adrian Northover – saksofon sopranowy oraz Bruno Gussoni – flet c, flet basowy, shakuhachi. Dwanaście improwizacji, 44 minuty.

Muzycy przygotowali dla nas dwanaście świetnie udramatyzowanych, swobodnie improwizowanych opowieści, trwających od niespełna trzech do prawie sześciu minut. Konstrukcja całego albumu także zasługuje na słowa uznania. Pierwsza i ostatnia improwizacja tworzą tu swoistą klamrę - to dynamiczne, zwarte, niespełna trzyminutowe narracje, z których pierwsza stawia nas do pionu, a ostatnia każe prosić o więcej.

Z jednej strony nerwowa, wszędobylska perkusja, która zdaje się mieć wiele twarzy, często definitywnie perkusjonalnych, z drugiej dwa ochocze, dziarskie, jakże lekkie dęciaki, które wchodzą w permanentny dialog, świetnie na siebie reagują, zdają się swoim odmiennym spektrum brzmieniowym świetnie uzupełniać, rzadziej imitować. Opowieści Włochów i Anglika często sięgają po estetykę swobodnej kameralistyki, a ich ewentualne wycieczki w kierunki post-jazzu należą do rzadkości. Po intensywnym otwarciu artyści pracują na pograniczu dźwięku – szumią, szemrają, płyną od fraz preparowanych do rodzących się w bólu melodii. Bywa, że popadają jednak w taniec, a na wydechu zdolni są uzyskiwać dalece ogniste parametry. Na wdechu, gdy czerpią nowe pokłady powietrza, ich kameralna zaduma i dramaturgiczna nieśpieszność wydają się jeszcze piękniejsze, szczególnie wtedy, gdy popadają w stan krótkotrwałej medytacji.

Improwizacja tria, co do zasady, ma charakter kolektywny, a ewentualne ekspozycje solowe dotyczą jedynie etapu introdukcji, na ogół pozostającego pod jurysdykcją perkusisty. Muzycy sprawiają wrażenie, jakby frazowali stojąc ramię w ramię, niemal ciało w ciało. To wzmaga świetną komunikację, to sprawia, iż żadna fraza nie wydaje się tu zbędna, albo przegadana. W środkowej części albumu muzycy zdają się pochylać nad każdym strzępem fonii – preparują, ich instrumenty drżą, oni sami ciężko oddychają. Improwizacja nie przestaje być jednak ulotną, filigranową, jakby lepioną z puchu i ptasich piór. Ciekawie przepoczwarzająca się estetycznie ósma odsłona jest tu rodzajem wprowadzania do kolejnej części, najdłuższej, nasyconej dźwiękami unoszącego się nieznacznie nad ziemią … zakładu mechanicznego. Zatopieni w delikatnej, ale jakże post-industrialnej powłoce muzycy kleją jeden dźwięk do drugiego, rezonują, śpiewają, tańczą zanurzeni pod kolana w breistej mazi. Ich melodie zdają się snuć niczym płomień z lampy Aladyna. Dziesiąta opowieść sprawia wrażenie rozkołysanej post-ballady, z kolei jedenasta ponownie sięga po barwy post-industrialne, tu osiągane chyba sposobem realizacji nagrania. Wydaje się, że instrumenty leżą tu bezpośrednio na rozgrzanych mikrofonach. Końcowa improwizacja rodzi się na perkusyjnym werblu, pod mnóstwem hałasujących, drobnych przedmiotów. Tym razem oba dęciaki frazują wyjątkowo czystym tembrem, podrygują i efektownie podśpiewują. To owa zapowiadana, dynamiczna klamra świetnie reasumująca cały album.



 

The Mill Hill Quartet (Northover, Edwards, Magliocchi, Gussoni) Gust (Bandcamp’ self-released, CD 2024)

Red Shed Studios, Londyn, marzec 2024: John Edwards – kontrabas, Marcello Magliocchi – perkusja, instrumenty perkusyjne, Adrian Northover – saksofon sopranowy i altowy oraz Bruno Gussoni - shakuhachi, nohkan, ryuteki. Siedem improwizacji, 46 minut.

Kilka chwil temu włosko-brytyjskie combo muzykowało we Włoszech, teraz, już w kwartecie, muzyków spotykamy w Londynie, a rzecz dzieje się kilka miesięcy wcześniej. Na krążku odnajdujemy siedem improwizacji, z których dwie śmiało zasługują na miano rozbudowanych. Znów napotykamy na ocean filigranowych akcji i spięć, jednak album jako całość zdaje się pozostawać pod uwodzicielskim wpływem kreatywności kontrabasisty, który akcjami pizzicato & arco często redefiniuje ideę stevensowskiej molekularności. Co ciekawe, kwartet absolutnie nie dryfuje w kierunku free jazzu, częściej odnajdujemy go w mroku kameralnych, na poły dronowych ekspozycji.

Spokojna, minimalistyczna i repetytywna improwizacja otwarcia pokonuje drogę od zwiewnego, osadzonego na smyczku chamber do fazy wzmożonych, acz definitywnie molekularnych interakcji. Co intrygujące, akcje pizzicato studzą tu emocje, z kolei arco generują krótkotrwałe spiętrzenia. Drugą opowieść tworzy początkowo chmura preparacji. Narracja łypie okiem na post-jazz, hydrauliczna natura dętych przepoczwarza ją jednak w spacer ku mrocznej ciszy. Trzecia część trwa prawie jedenaście minut - startuje z pozycji rezonującej, onirycznej kołysanki, trwoni kilka chwil na post-jazzowe przepychanki, po czym odnajduje ukojenie w medytacji. Ciekawy dysonans wprowadzają tu dęciaki, które ponownie wracają do preparacji i zdają się być w tym dziele nad wyraz energiczne. Inauguracja czwartej odsłony przypada orientalnego fletowi i perkusjonaliom. Już w kwartecie muzycy sprawiają wrażenie poszukujących dynamiki, puentą odnajdują jednak w kolejnej fazie wystudzenia, tym razem skoncentrowanej wokół kontrabasowego gryfu. Piąta improwizacja jest tu tą najbardziej dynamiczną – prezentuje cztery zwinne linoskoczki w tańcu godowym, świetnie skomunikowane, doposażone adekwatnymi porcjami ekspresji, szczególnie w rozgrzanych tubach. Przedostatnia narracja trwa ponad osiem minut i powstaje z kilkunastosekundowej ciszy. Najpierw docierają do nas dęte nawoływania, potem do gry wchodzą kontrabas i perkusjonalia, precyzyjne niczym kocury znaczące teren. Opowieść formuje się w urokliwy dron, po czym nagle obumiera. Finałowa improwizacja jest krótką rozchodówką opartą na dronie smyczka, szeleszczących perkusjonaliach i dętych szumach.




wtorek, 31 grudnia 2024

50 Reasons to Remember The Year 2024! Pięćdziesiąt powodów, by zapamiętać rok 2024!


Albums are presented in alphabetic order! Please notice that picture below doesn’t feature all honoured recordings!

Albumy prezentowane są w kolejności alfabetycznej! Proszę zauważyć, iż zdjęcie poniżej nie przedstawia wszystkich wyróżnionych nagrań!



 

Albert Cirera & Florian Stoffner Mow

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/02/albert-cirera-florian-stoffner-like-to.html

AMM Aura

(not reviewed yet)

Bobby Bradford/ Frode Gjerstad/ William Roper/ Alex Cline Frice

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/11/bobby-bradford-frode-gjerstad-william.html

Burkhard Beins Eight Duos

(not reviewed yet)

Colin Webster Large Ensemble Second Edition

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/10/colin-webster-large-ensemble-in-second.html

Czarnoziem Socha

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/06/micha-gizycki-in-black-and-white.html

Darin Gray/ Pak Yan Lau/ Steve Noble/ Alan Wilkinson The Worm Turns

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/12/the-shrike-records-collection-hazard.html

David Maranha & Rodrigo Amado Wrecks

(not reviewed yet)

Der Dritte Stand, Spontaneous Live Series 015: Live at 7th Spontaneous Music Festival

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/10/nowe-albumy-spontaneous-live-series.html

Desarbres Ensemble, Spontaneous Live Series D05: Live at 6th Spontaneous Music Festival 2022

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/04/desarbres-ensemble-digitalna-nowosc.html

Dirk Serries At Future Dawn

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/08/dirk-serries-in-defiance-of-self-at.html

El Pricto/ Don Malfon/ Vasco Trilla Behenii - Part I

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/03/barcelona-five-of-kind-behenii-still.html

Floros Floridis/ Matthias Bauer/ Joe Hertenstein Temporal Driftness

(not reviewed yet)

Gonçalo Almeida States of Restraint

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/09/goncalo-almeida-and-states-of-restraint.html

Gosia Zagajewska/ Paulina Owczarek/ Emilio Gordoa, Spontaneous Live Series D06: Live at 5th Spontaneous Music Festival, 2021

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/06/zagajewska-owczarek-i-gordoa-na-szostym.html

Hubbub abb abb abb

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/09/frederic-blondy-in-two-relative-pitch.html

Ignaz Schick/ Anaïs Tuerlinckx/ Joachim Zoepf Ensemble A

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/12/confront-recordings-three-shots.html

Ingel Rild Extreme Entity Workout

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/12/discordian-records-strikes-again-ingel.html

Isabelle Duthoit & Ocnos Arkestra Chillar todo el día

(not reviewed yet)

John Butcher/ Florian Stoffner/ Chris Corsano The Glass Changes Shape

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/10/butcher-stoffner-corsano-glass-changes.html

John Butcher/ Luigi Marino/ Mark Wastell Parallel Streams

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/09/john-butcher-in-two-trios-parallel.html

John Butcher/ Phil Durrant/ Mark Wastell Around the Square, Above the Hill

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/12/butcher-durrant-wastell-are-hanging.html

John Butcher +13 Fluid Fixations

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/04/john-butcher-13-fluid-fixations.html

Jonas Engel/ Andrea Bazzicalupo/ Asger Thomsen Ø

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/05/engel-bazzicalupo-thomsen-draw.html

Kasper T. Toeplitz & Ensemble Phoenix Basel Rupture & Dissipation

(not reviewed yet)

Kaze Unwritten

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/02/kaze-is-unwritten.html

Luis Erades/ Diego Caicedo/ Seba Ramírez Death Posture

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/10/barcelona-makes-world-go-round-death.html

Magda Mayas' Filamental Ritual Mechanics

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/06/magda-mayas-and-her-filamental-play.html

Marcello Magliocchi/ Adrian Northover Time Textures

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/09/marcello-magliocchi-adrian-northover.html

Marlies Debacker/ Salim(a) Javaid Convolution

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/03/debacker-javaid-in-convolution.html

Marta Warelis/ Florian Stoffner/ Rudi Fischerlehner, Spontaneous Live Series 014: Live at 7th Spontaneous Music Festival

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/10/nowe-albumy-spontaneous-live-series.html

Onceim Laminaire

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/09/frederic-blondy-in-two-relative-pitch.html

Paweł Doskocz & Wojtek Kurek Wrrr

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/09/the-september-round-up-dooom-orchestra.html

Phicus REDOX

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/04/hera-corp-new-outfit-phicus-pablo-selnik.html

Phil Durrant & Daniel Thompson Live / Studio

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/02/phil-durrant-daniel-thompson-are-live.html

Rudi Mahall/ Florian Stoffner/ Michael Griener Die Exorzistin

(not reviewed yet)

Sharif Sehnaoui/ Tony Elieh/ Adam Gołębiewski Shadowcracker

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/03/sehnaoui-elieh-goebiewski-are.html

Slight Deform Still Life #1

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/03/barcelona-five-of-kind-behenii-still.html

Sound the Alarm Sound the Alarm

(not reviewed yet)

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/03/barcelona-five-of-kind-behenii-still.html

Splitter Orchester splitter musik

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/09/splitter-orchester-plays-splitter-musik.html

Ternoy/ Cruz/ Orins The Theory of Constraints

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/05/peter-orins-in-two-circum-disc-trios.html

The Void Of Expansion Escaper

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/05/the-void-of-expansion-escaper.html

Thuluth (Magda Mayas, Ute Wassermann & Raed Yassin) One Third Of The Sun

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/11/al-maslakh-fresh-and-older-thuluth-hic.html

Toc & Paulina Owczarek Psychedelic Jelly

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/10/the-circum-disc-new-outfit-psychedelic.html

Tonus Analog Deviation

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/12/the-new-wave-of-jazz-axis-tonus-lemadi.html

Tony Buck/ John Edwards/ Elisabeth Harnik/ Harri Sjöström Flight Mode – Live in Berlin 2023

https://www.jazzarium.pl/przeczytaj/recenzje/flight-mode-live-berlin-2023

Vasco Trilla The Bell Slept Long In Its Tower

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/10/barcelona-makes-world-go-round-death.html

Warsaw Improvisers Orchestra Trzy Dni

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/08/warsaw-improvisers-orchestra-worked.html

Yedo Gibson Conic Tube

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/06/the-relative-pitch-spring-is-here.html

Zosha Warpeha Silver Dawn

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/06/the-relative-pitch-spring-is-here.html

 

 

wtorek, 10 września 2024

Marcello Magliocchi & Adrian Northover and their Time Textures!


Ilekroć na tych łamach padają jednocześnie dane personalne włoskiego perkusisty Marcello Magliocchiego i brytyjskiego saksofonisty Adriana Northovera, tylekroć wszelkie wątki recenzenckich podróży kierują się w ostatecznym rozrachunku w stronę Spontaneous Music Ensemble, szczególnie zaś Johna Stevensa muzykującego w towarzystwie Trevora Wattsa.

Bez wątpienia para artystów, których najnowszą płytę za chwilę szczegółowo umówimy, to improwizatorzy, którzy doskonale kultywują tradycję stevensowskich improwizacji. Są precyzyjni, świetnie wyczuleni na akcje partnera, często molekularni, tudzież atomistyczni, by użyć określeń, które tak świetnie opisywały lata temu wyczyny brytyjskich protoplastów gatunku.

Marcello i Adriana spotykaliśmy dotychczas najczęściej w formule tria, kwartetu, bądź kwintetu. W duecie improwizują bodaj po raz pierwszy. Na album składają się dwa nagrania poczynione dzień po dniu – pierwsze, to okoliczność w pełni studyjna, drugie zdaje się być zarejestrowane w obiekcie o większej kubaturze i pogłosie, ale zapewne także bez udziału publiczności. Poszczególne improwizacje trwają na ogół 3-4 minuty, jedynie trzecia przekracza dziewięć, a ostatnia zbliża się do pięciu minut. Koherentność dramaturgiczna, to także ważna przywara Włocha i Brytyjczyka. So, welcome!



 

Otwarcie albumu trwa tu niewiele ponad sto sekund, ale niesie ogrom emocji i ekspresji z obu stron. Świszczący sopran dość szybko łapie tu wspólny front z roztańczonymi talerzami. Muzycy szyją ścieg narracji drobnymi frazami, ale zgrabnie lepią je w kawalkady fonicznych zdarzeń. Druga historia rodzi się w chmurze drżącego rezonansu. I znów saksofon łapie świetny kontakt z błyskiem talerzy. Opowieść cudownie wygasa w pomrukach ciszy. Trzecia opowieść trwa prawie dziesięć minut i jest definitywnie epicką dramą. Nerwowe cmokanie saksofonu natrafia na intensywne szmery i szumy wprost z perkusyjnego werbla. Muzycy skrupulatnie budują opowieść, szukają niuansów brzmieniowych, intrygujących splotów dramaturgicznych. Magliocchi przemierza wielokrotną podróż od perkusjonalnych błyskotek po kompulsywne mikro eksplozje, Northover tańczy, zalotnie wzdycha, uśmiecha się z niemal watts’owską precyzją. Bywa, że artyści prawie lewitują, bywa, że radośnie skaczą i szukają zwady. Tymczasem w połowie improwizacji bez trudu odnajdują ciszę i prowadzą tam niekończące się dysputy o istocie dźwięku. Ów wspaniały odcinek albumu wieńczą ognistym tańcem.

Kolejne dwie improwizacje koncentrują się na melodii, dynamice i świetnie skonfigurowanej rytmice. O ile początek tej pierwszej bazuje na czystym brzmieniu, o tyle start tej drugiej syci się frazami preparowanymi. Ale i wtedy melodia dopada artystów i wynosi ich na ekspresyjny nieboskłon. Szósta improwizacja zdaje się być delikatnie wystudzona. Strumienie zimnego powietrza wprost z tuby saksofonu i minimalistyczne podrygi perkusji lepią się w pozornie leniwą narrację. Melodia tym razem omija muzyków, ale pod koniec coś intrygująco piszczy w zestawie perkusjonalnym.

Ostatnie trzy improwizacje powstały w innej przestrzeni. Pierwsza z nich jest solową ekspozycją Marcello, który pracuje na akcesoriach określonych tu jako sound sculpture. Niemal sakralne echo niesie strumień bijących dzwonów po niekończącej się przestrzeni. W ósmej części muzycy wracają do tańca! Echo obiektu powoduje wszakże, że ich pląsy brzmią nieco inaczej niż w okolicznościach studyjnych, są lżejsze, bardziej ulotne. Ekspresja i dynamika sprawiają, iż ten lot kończy się naprawdę wysoko, efektownie stymulowany mantrą powtórzeń. Finałowa opowieść trwa prawie pięć minut i w swej początkowej fazie sprawia wrażenie farewell song. Owa dęta lewitacja, delikatnie unosząca się nad drżącymi perkusjonaliami, z czasem nabiera energii wewnętrznej i adekwatnej melodyki. Rozbujany finał pięknie reasumuje to wyjątkowe spotkanie.

 

Marcello Magliocchi/ Adrian Northover Time Textures (Empty Birdcage, CD 2024). Marcello Magliocchi - perkusja, instrumenty perkusyjne oraz Adrian Northover - saksofon sopranowy. Nagrane w Music Academy Recording Studio, Bari (utwory 1-6) oraz Trullo Lab (7-9), listopad 2022. Łącznie dziewięć improwizacji, 37 minut.

 

 

piątek, 16 lutego 2024

Shrike Records' 2023: Alex Ward! Eddie Prévost’ Chord! Northover, Magliocchi & Gussoni!


Londyńska inicjatywa wydawnicza Shrike Records wystartowała w ciężkich czasach pierwszego covidowego lockdownu, ale po trzech edytorskich latach ma już w katalogu szesnaście pozycji. Z drobnymi wyjątkami zawierają one soczystą, swobodnie improwizowaną muzyką ścisłe związaną ze światową stolicą gatunku, czyli Londynem i w przeważającej większości z muzykami, których śmiało możemy zaliczyć do legend, tudzież istotnych twórców tego kierunku muzyki współczesnej.

Na tych łamach jesteśmy ze Shrike od pierwszego albumu, zatem bez zbędnych introdukcji zagłębiamy się w płytach, które ukazały się w drugiej połowie ubiegłego roku i są pozycjami nr 12, 13 i 14 w katalogu. To trzy prawdziwe perły brytyjskiego free impro (z drobnym zaciągiem włoskim), trzy powody, by paść na kolana i prosić o niski wymiar kary. Dodajmy, iż tytuły te nie znalazły się w liście 50 powodów, dla których warto zapamiętać rok 2023 jedynie dlatego, iż trafiły pod strzechy trybunowego recenzenta dopiero w styczniu bieżącego roku. Ale wszystkie one na ów zaszczyt bezwzględnie zasługują.



 

Alex Ward Items 6 & 7 The Recent Past

Cafe Oto, Londyn, lipiec 2022: Alex Ward – klarnet (utwór 1), gitara elektryczna (2), Hannah Marshall – wiolonczela (1), Andrew Lisle – perkusja (1,2), Otto Willberg – kontrabas (1,2), Benedict Taylor – altówka (1), Charlotte Keeffe – trąbka (1,2), flugelhorn (2), Cath Roberts – saksofon barytonowy (2), Sarah Gail Brand – puzon (2), Rachel Musson – saksofon tenorowy (2). Dwie kompozycje, 74 minuty.

Pośród formacji Alexa Warda, które zwinnie improwizują wedle wskazań i w obrębie dobrze skrojonych, kompozytorskich scenariuszy, znamy już Item 4 oraz Item 10. Na najnowszej płycie artysta prezentuje nam Item 6, który realizuje definitywnie model free chamber oraz Item 7, który zagłębia się w meandry ekspresyjnego free jazzu. W sekstecie zdominowanym przez instrumenty strunowe, a konsumującym pierwszy utwór albumu, Alex sięga po klarnet, w septecie, doposażonym w pokaźną watahę instrumentów dętych, a realizującym się w trakcie drugiego utworu, muzyk gra na gitarze elektrycznej.

Dźwięki otwarcia płyną do nas długimi, strunowymi frazami, incydentalnie stemplowanymi szarpnięciami kontrabasu. Tuż potem ma miejsce drobna ekspozycja dęta z molową melodyką. Narracja płynie zarówno czystymi frazami, jak i drobnymi preparacjami, za które odpowiedzialne są trąbka i altówka. Ta pierwsza zdaje się być najaktywniejsza w pierwszej części utworu i odpowiadać za niemal free jazzową eskalację, stymulowaną także akcją perkusji. Po drobnym szczycie sześcioosobowa formacja rozlewa się szerokim strumieniem, z aktywnym udziałem wszystkich aktorów widowiska. Strunowce narastają niczym letnia burza, a dodatkową atrakcją są post-jazzowe wtręty perkusji. Zgodnie wszakże z zapisami kompozycji następuje teraz efektowne zejście w mrok szemranych interakcji. Za kolejną akcję zaczepną odpowiada trio ekspresyjnego klarnetu, wspartego na basie i perkusji. I ta ekspozycja kończy swój żywot w strunowych lamentach. Zmiana goni tu zmianę, zatem dość szybko odnajdujemy się w strumieniu basowego pizzicato, podkreślonego feerią talerzy. Strunowce jednak nie odpuszczają i z gracją baletnicy wypuszczają na solową akcję altówkę. Zew krwi czuje także wiolonczela, która przejmuje główny nurt opowiadania, rozsiewając na scenie niemal folkową poświatę. Tu bystrym kontrapunktem jest wspólna inicjatywa klarnetu i trąbki. Na ostatniej prostej narracja powraca do strwożonego, kameralnego klimatu i gaśnie na głęboko osadzonym, kontrabasowym smyczku.

Edycja septetowa startuje dętymi śpiewami osadzonymi na kameralnie frazującym smyczku basu. Wokół mości się aktywna perkusja, a groźba free jazzu wisi nad wszystkim niczym miecz Damoklesa, szczególnie, gdy tembr gitary staje się dalece mięsisty. Flow nosi znamiona połamanego, ale wyjątkowo precyzyjnego. Świetną zmianę daje baryton wsparty na smyczku, a basowe pizzicato dolewa oliwy do ognia. Uspokojenie tego tygla emocji spoczywa na duecie puzonu i saksofonu. Nowy wątek znów korzysta ze smyczka, a niesiony jest kreatywnością gitary i trąbki. Nie przeszkadza to reszcie załogi udzierać kameralne interludium, które niespodziewanie kończy się w ciszy. Restart jest definitywnie kolektywny i dość szybko wyprowadza narrację na otwarte pole free jazzu, po drodze gubiąc sekundę na efektowny duet gitary i puzonu. W fazie ognistej na froncie dokazują szczególnie baryton i trąbka. Przez moment opowieść zasadza się na narracji dętego kwartetu, w którym każdy gra na innym poziomie intensywności. Piękny moment! Notyfikacja znów szykuje nam wszakże niespodziankę i bez mrugnięcia okiem przenosi w otchłań łagodności, melodii i dramaturgicznej powolności. Nowa akcja zaczepna zasadza się na ekspresji gitary i saksofonu, niesionych masywnym tembrem sekcji rytmu. Gitara szuka tu ściany dźwięku, ale znajduje mrok post-jazzu. Ostatnie trzy minuty, to już faza falling down, budowana posuwistymi, ale leniwymi pociągnięciami pędzla.



 

Eddie Prévost/ NO Moore/ James O’Sullivan/ Ross Lambert Chord

OneCat Studio, Crystal Palace, Londyn, lipiec 2022: Eddie Prévost – instrumenty perkusyjne oraz NO Moore, James O’Sullivan i Ross Lambert – gitary elektryczne. Siedem improwizacji, 58 minut.

Eddie Prévost, mistrz rezonujących akcesoriów perkusjonalnych, artysta, który z krawędzi wielkiego talerza, zawieszonego na efektownym stojaku potrafi wyrzeźbić frazy dane tylko jemu, spotyka w okolicznościach studyjnych trzech gitarzystów, których zadaniem jest swobodnie improwizowanie w chmurze post-gitarowych preparacji, wyjątkowo silnie nasączonych odczynem kwasowym. Każda z siedmiu opowieści tego albumu mieni się szczególnym pięknem, kolorytem subtelnej, ale totalnej psychodelii.

Schemat dramaturgiczny większości improwizacji jest tu podobny – najpierw ma miejsce gitarowa introdukcja, realizowana zarówno w pojedynkę, jak i kolektywnie, jakby w oczekiwaniu na ruch perkusjonalisty. Ten wchodzi do gry po pewnym czasie i błyszczącym, rezonującym talerzem porządkuje narrację, często tłocząc ją w wielką chmurę ambientu, ale także stymulując gitarzystów do dalszych akcji, które niosą pokaźny nerw kreatywności. Praca gitarzystów ma tu wyjątkowo szerokie spektrum dźwiękowe. Od drobnych plam typowych dla gitarowych przetworników, przez drżenia, pulsacje, szumy, zgrzyty i sprzężenia, aż po brzmienia, które wydają się być niemal elektroakustyczne. Opowieści toczą się tu od lewitującej ciszy aż po smugi post-industrialnej smoły. Potok fonii przypomina strumień płynnej, powulkanicznej lawy. Narracje są często stonowane, smukłe i oniryczne, ale efektownie kontrapunktowane eksplozjami mikro hałasu, tu generowanymi nade wszystko wielkim, rezonującym talerzem. Aura backgroundu jest także bogata, często sycona szumem gitarowych amplifikatorów. Koloryt narracji jako całości mieni się przeogromną paletą barw, a sytuacja, w której możemy bez omyłki wskazać źródła poszczególnych dźwięków lub liczbę gitar frazujących w danej chwili należy tu do rzadkości. Także akcje Prévosta, które nie koncertują się na rezonansie talerza i chętnie wtapiają w post-gitarowe wyziewy, stanowić mogą asumpt dla dysonansu poznawczego odbiorcy.

Pierwsze pięć improwizacji trwa tu od pięciu do dziewięciu minut. Szósta jest nieco krótsza, choć wyjątkowo bogata w wydarzenia, skoncentrowana wszakże na dźwiękach niekiedy bliskich ciszy. Zdaje się być perfekcyjnym podprowadzeniem pod ostatnią część, która trwa ponad kwadrans. Jej początek syci się mnóstwem elektroakustycznych niespodzianek dźwiękowych. Słyszymy tajemnicze odgłosy dochodzące z oddali i moc talerza, który tym razem zagęszcza flow i stawia niebanalne znaki zapytania. Z jednej strony mgławice gitarowej post-psychodelii, nie bez industrialnie brzmiących wtrętów i nerwowy ambient tła, z drugiej rezonujący talerz, swoisty demiurg dramaturgii, który czuwa nad całością, ale też chętnie wchodzi w interakcje, zwłaszcza z bardziej delikatnymi frazami gitarzystów. Przez ostatnie trzy minuty opowieść tonie w pogłosie, pełnym brzmieniowych subtelności.



 

Adrian Northover/ Marcello Magliocchi/ Bruno Gussoni The House On The Hill

Monteggiori Studios, Włochy, lipiec 2023: Adrian Northover – saksofon sopranowy, Marcello Magliocchi – perkusja, instrumenty perkusyjne oraz Bruno Gussoni - flety, shakuhachi. Trzynaście improwizacji, 51 minut.  

Post-stevensowski small drum kit i dwa lekkie, roztańczone, acz definitywnie czupurne dęciaki w kompulsywnej, jakże swobodnej improwizacji. Tym triem zachwycaliśmy się onegdaj i bez cienia wątpliwości umieściliśmy jego album na którymś z rocznych, trybunowych the best-off. Tym łatwiej jest nam teraz zatopić się bez reszty w nowej, studyjnej rejestracji tej włosko-brytyjskiej formacji bez nazwy własnej.

Pieśń otwarcia zdaje się wyznaczać zasady gry na tym albumie. Tworzą ją pokrzykujący saksofon sopranowy i flet pozostające w godowym, nierzadko imitacyjnym tańcu i nerwowe, wielowymiarowe percussion & drums (dokładnie w tej kolejności!), budujące pajęczynę, przez którą nie prześlizgnie się nawet najmniejszy owad. Muzycy świetnie panują tu nad emocjami, ale wielokrotnie dają się unieść swym gorącym temperamentom. Od ptasich small talks, po posuwiste drony lekkich, rozhuśtanych fraz, a wszystko obudowane stevensowskim, niemal unoszącym się w powietrzu drummingiem, który świetnie kontrapunktuje dęte wyczyny. Dęciaki pracują w bardzo szerokim spektrum dźwiękowym, choć po definitywnie preparowane frazy sięgają rzadko. Perkusjonalista czyni to częściej, ale bez szwanku dla dynamiki całości, a jego techniki rozszerzone mają jedynie wzbogacać narrację, nie są zaś celem samym w sobie.

Pośród trzynastu opowieści zamieszczonych na płycie trzy są miniaturami, kolejne dziewięć to rozbudowane, kilkuminutowe historie o intrygującej dramaturgii, a wszystko wieńczy najdłuższa improwizacja, który udanie reasumuje całe przedsięwzięcie. Na albumie dominują dynamiczne ekspozycje, często inicjowane efektownymi brzmieniowo introdukcjami. Na tle tych ekspresyjnych galopad szczególnie urokliwie jawią się opowieści bardziej spokojne, czy wręcz zadumane, jak choćby druga faza szóstej improwizacji, także siódma, wreszcie wyjątkowo mroczna dziesiąta. W dwunastej odsłonie mamy szumiące otwarcie dęciaków, a akcja perkusjonalna pojawia się dopiero po kilku pętlach narracyjnych. Całość, tak czy inaczej, popada we frywolny taniec. Wspaniałym podsumowaniem albumu jest końcowa improwizacja, którą zaczynają perkusjonalne preparacje, a w których uczestniczą także flecista i saksofonista, budujący ramy post-rytmu na bliżej niezidentyfikowanych przedmiotach (lub na korpusach swoich instrumentów). Dęte frazy pojawiają się dopiero po czasie, a cała improwizacja zdaje się być rytualną, pięknie celebrowaną, plemienną fiestą radości i zadumy. Jak już kiedyś o tej formacji pisaliśmy – spuścizna artystyczna Spontaneous Music Ensemble ma w tych trzech muzykach wspaniałych kontynuatorów.