Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Dymny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Dymny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 września 2019

Webster, Trilla & Dymny! Oleszak & Turner! Spontaneous Live Series and its new editions!



Koncertowa seria wydawnicza, realizowana przez Trybunę Muzyki Spontanicznej pod nazwą własną Spontaneous Live Series, została zainaugurowana wiosną bieżącego roku płytą o numerze katalogowym 001 – Witold Oleszak with Luis Vicente and Vasco Trilla Live at 1st Spontaneous Music Festival. Kilka redakcyjnych słów o jej zawartości można sobie przypomnieć dokładnie w tym miejscu.

Nagranie powyższe wspominało pierwszą, majową edycję Festiwalu w roku 2018. Już w najbliższy czwartek startuje edycja trzecia, nazwana New Wave Of Impromptu, a w tej właśnie chwili przypomnimy sobie … edycję drugą, która pod nazwą własną Drumming Now! odbyła się w listopadzie 2018 roku. Pomogą nam w tym kolejne płyty serii koncertowej, pod numerami 002 i 003. Poniżej garść redakcyjnych impresji na temat obu płyt. Informujemy, że autor niniejszego tekstu oraz strony, którą właśnie wybraliście w wyszukiwarce internetowej, jest ich wydawcą, zatem czytacie i słuchacie na własną odpowiedzialność, najlepiej po … uprzednim zakupieniu obu krążków. Od czwartku w poznańskim Dragonie, a w piątek także w Pawilonie, będzie to zresztą fizycznie możliwe.




Colin Webster & Vasco Trilla with Michał Dymny Live at 2nd Spontaneous Music Festival (Spontaneous Live Series 002, CD 2019). Credits: Colin Webster – saksofon altowy, Vasco Trilla – perkusja i perkusjonalia, w drugim secie także Michał Dymny – gitara elektryczna. Łącznie 53 i pół minuty, zarejestrowane w Dragonie 9 i 10 listopada 2018 roku.

Set pierwszy – duet. Suche oddechy saksofonu, a w tle test sprawności zestawu perkusyjnego – swawolne rozpoznanie walką, rodzaj łaskotania po piętach, znaczą pierwsze w życiu spotkanie sceniczne Szkota i Katalończyka. Na złapanie wspólnego, free jazzowego flow potrzebują ledwie kilkudziesięciu sekund. Zegar dobrej dynamiki bije równomiernie. Galop, wilczy taniec altu w powłoce wielowymiarowego drummingu staje się faktem już po 120 sekundach. Pierwszy break for silence ma miejsce po 7 minucie – zmysłowy rezonans talerzy i cisza na samym dnie tuby. Szelest małych robaczków Trilli brzmi tu niczym wystrzał armatni. W połowie seta swoje bystre solo ma alt, po czym, już z pomocą perkusji, obaj artyści budują nowy, gęstszy strumień dźwięków. Nabierają mocy z błyskiem w oku. Jeszcze tylko kilka istotnych zmian w tempie narracji i set dobija do ostatniego dźwięku.

Set drugi – trio. Na wejściu garść preparacji gitary i saksofonu. Małe frazy, rezonans talerzy – mgława, ale zmysłowa rozbiegówka. Kind of impro ambient! Wątek buduje Dymny, koledzy lepią się do niego, niczym stado szarańczy. Dobra akcja jest ich udziałem niemal po ułamku sekundy. Po 4 minucie woda już wrze w kociołku! Zadziorny alt, mocny drumming i półrockowa gitara, która za moment - po drobnym uspokojeniu - złapie pomiędzy strunami siarczyste pasma dubowej psychodelii. Kolejną fazą seta jest budowanie onirycznego klimatu – Vasco uruchamia armię swoich małych przedmiotów, Michał szuka drugiego dna pudła rezonansowego, a Colin pływa ze śpiewem na ustniku po nieboskłonie kamienicy. Barokowe bogactwo! Po 13 minucie sekwencja dramaturgiczna zdaje się zakreślać pętlę. Zmysłowe small talks w podgrupach mroku i ambientu, psycho przestery na kablach, błysk talerzy. Po czasie dobry moment na free jazzową kipiel odnajdujemy w duecie gitary i saksofonu. Vasco powraca mocą swych perkusjonalnych świecidełek, a finał seta osiąga gęstość ciekłego ołowiu.




Witold Oleszak & Roger Turner Live at 2nd Spontaneous Music Festival (Spontaneous Live Series 003, CD 2019). Credits: Witold Oleszak – fortepian, preparowany fortepian, Roger Turner – perkusja i perkusjonalia. Łącznie niespełna 33 minuty, zarejestrowane w Dragonie 10 listopada 2018 roku.

Delikatny stukot młoteczków fortepianu, które z mozołem szukają głęboko umieszczonych strun. Posępna cisza uśpionych klawiszy. Po prawej stronie przestrzeni fonicznej trwa sprawdzanie gramatury skromnego zestawu perkusyjnego. Małe kroki, krótkie koincydencje dramaturgiczne. Mrok i precyzja każdego ruchu. Muzycy brną ku słońcu, niczym saperzy na polu minowym. Nie przeszkadza im to sukcesywnie rozgrzewać muskuły i zmysły kreacji. Oleszak preparuje i rezonuje, Turner z kocią zwinnością dba o niuanse brzmieniowe i narracyjne szczegóły. Nic tu nie umyka uwadze partnera, nawet w bardziej dynamicznych mikro próbach.  Muzycy świetnie się imitują, czuć w każdym dźwięku, iż znają się perfekcyjnie, że to bracia, choć z różnych matek. Budują opowieść z filigranowych fragmentów, dźwięków, których źródła pochodzenia nie są do końca znane. Które z nich są dziełem pianisty, które perkusjonalisty, to jedynie pytania retoryczne. Po 10 minutach są już przecież jednym, improwizowanym ciałem.

W dalszym toku opowieści pojawiają się frazy grane na pełnym oddechu, z klawiszy, z werbla i talerzy. Są i dźwięki z samego dna fortepianu, zmysłowe podrygi czystych szczoteczek perkusyjnych bez kontaktu z glazurą naciągów, oliwienie młoteczków, głaskanie i liczenie strun, szorowanie i czyszczenie talerzy na matowy połysk, wreszcie dźwięki suchych dzwonków. W drugiej fazie drugiej części seta muzycy brną w taniec, niczym para wiecznych kochanków, którym nie jest dane ostateczne spełnienie. W trzeciej części muzycy zdają się rozkładać pojedyncze dźwięki na elementarne molekuły. Nie stronią od dialogu w estetyce call & responce, czy też minimalistycznej repetycji. Na finał Witek decyduje się na spacer po zupełnie martwych już klawiszach, Roger toczy swoje małe, skrupulatne gierki. Plastry rezonansu, szum i spiekota podróży w poszukiwaniu ostatniego dźwięku, aż można śpiewać do fortepianu.


*****

Colin Webster i Witold Oleszak będą gośćmi wspomnianej wyżej trzeciej edycji Festiwalu, od 3 do 6 października 2019 roku w Poznaniu. Każdy z nich pojawi się na scenach festiwalowych aż czterokrotnie.




środa, 13 marca 2019

Tom Chant! Michał Dymny! Vasco Trilla! Ban-Opticon!


Druga płyta z cyklu realizacji koncertowych Nocturna Discordia, jakie Discordian Records organizuje w każdą środę, począwszy od 2014 roku, w klubie Soda Acústic, w sercu dzielnicy Gracia w Barcelonie.

7 marca 2018 roku, na drobnym podwyższeniu klubowym, melduje się trójka muzyków, których śmiało zaliczyć możemy do ulubieńców redakcji, tudzież aktywnych członków rodziny związanej z Trybuną Muzyki Spontanicznej, tak poprzez realizacji płytowe, jak i uczestnictwo w organizowanych przez nią koncertach swobodnej, jakże spontanicznej muzyki. A zatem: Tom Chant – saksofon tenorowy i sopranowy, Michał Dymny – gitara elektryczna i Vasco Trilla – perkusja. Zarejestrowany materiał dźwiękowy podzielono na płycie na trzy części, opatrzono tytułami i pozwolono, by trwał 45 minut i 38 sekund. Muzyka dostępna w formie elektronicznej, na stronie bandcampowej Discordian Records, od 5 lutego br.




Początek. W koncert wchodzimy dynamicznie, jakbyśmy wskakiwali w krzyżowy ogień pytań, na które nie ma prostych odpowiedzi. Szereg zmieniających się sytuacji scenicznych - sonoryzujący saksofon tenorowy, impulsywny drumming, niestroniący od wysokich pisków talerzy i basowe przebiegi gitary elektrycznej, potem drobne imitacje tenoru i gitary, niczym komentarz dla rezonującego zestawu perkusyjnego, wreszcie stopa, która bije czeluść bębna basowego, niczym serce w trakcie konwulsyjnego ataku. Kipiel na otwarcie koncertu, idealny pomysł! *). Niemal power trio! Na wybrzmieniu muzycy tulą się do siebie, ślą pozdrowienia i wyrazy sympatii, a na finał, już bez saksofonu, Michał i Vasco kroją piękną ekspozycję. Tom powraca dosłownie na ostatni dźwięk.

Rozwinięcie. Pulsujący gryf gitary, suche oddechy saksofonu - cudny, filigranowy duet, w oczekiwaniu na perkusję, która podąża z oddali. Vasco ledwie dotyka werbla, podczas gdy na obu flankach prawdziwe tańce i swawole. Narracja ma swój rytm, muzycy jakby w poszukiwaniu pretekstu dramaturgicznego do rozpoczęcia galopu, nakręcają się wzajemnie (Vasco – epicka drama na talerzach!). W 7 minucie następuje wyhamowanie – szczypta oniryzmu i plastry psychodelii rodzą się pod palcami Michała. Efekt wzmacniany jest ekspozycją Vasco na małych talerzykach i miseczkach. Dynamika nagrania zdaje się być głęboko ukryta, albowiem narracja toczy się niemal wyłącznie w górnym paśmie, bez basowego backgroundu. Niemniej Michał, nawet gdy wpada w mroczną sonorystykę, nie gubi po drodze podskórnego rytmu, który zaszyty ma chyba w osobistym DNA (często w trakcie rozwoju improwizacji jego gitara wchodzi niżej i rysuje basowy fundament dla saksofonu i perkusji). W 9 minucie hamowanie zdaje się być już definitywne – nastrój dark-ambient spowija Sodę, niczym mgła o poranku. Mikrofrazy na skrzydłach sceny, szczotki na werblu, rezonans talerzy. Kolejnym krokiem winna być drobna eskalacja napięcia, która ma ostatecznie miejsce, ale znów nie jest typowa, albowiem Vasco konsekwentnie unika drummingu. W 13 minucie znów wzajemnie wytłumienie – znów czynione w obliczu świetnej komunikacji. Moc imitacji na flankach, bukiet kolektywnych ekspozycji. Wreszcie Vasco włącza werbel, tomy, talarze i stopę – zaczyna drummingować na potęgę! Oto i 16 minuta, a narracja tria osiąga pełny wymiar free jazzowego power tria. Fire Music!

Zakończenie. Saksofon Toma kwili jak sroczka, Vasco i Michał ślą drony. Klimat zdaje się być lekko post-psychodeliczny, a na gryfie gitary nawet post-industrialny. Galeria nowych, ciekawych dźwięków. Szczególne cuda dzieją na gryfie, w międzyczasie Vasco włącza swoje małe robaczki, a Tom preparuje tubę podejrzanymi przedmiotami – bodaj najspokojniejszy moment koncertu (6 minuta). Płaszcz oniryzmu i garść puszczonych w ruch wibratorów. 9 minuta, to moment, w którym muzycy być może wykonują pierwszy krok w kierunku finalizacji koncertu. Michał eksponuje zwinność swoich palców, Vasco kipi dźwiękami, niczym paw na wybiegu, Tom dmie - zapewne w nogawkę - z dużą desperacją. Dynamizacja narracji wydaje się jednak dość pozorna. Muzykom raczej bliżej do ciszy. Dialog na flankach, ledwie szeleszczący werbel. Krok ku eskalacji zostaje jednak postawiony, ale z dużą rozwagą, bez brawury. Vasco zdaje się zagęszczać ścieg drummingu, a wszyscy muzycy dopingować do ognistego finału. Piękna kipiel na ostatniej prostej, choć inna niż w drugiej części, bardziej rockowa, z błyskawicami!




*) o ile pamięć nie zawodzi Pana Redaktora, układ koncertu w realu miał nieco inny szyk, co oczywiście w jakikolwiek sposób nie zmienia dramaturgii … samej recenzji.


środa, 14 listopada 2018

Spontaneous Fest in Drumming Now! That’s how it went!


Druga edycja Festiwalu Muzyki Spontanicznej w poznańskim Dragonie za nami. Tym razem – z racji wybitnej reprezentacji perkusjonalistów – nazwana została Drumming Now!

Trzy dni wypełnione swobodnie improwizowaną muzyką, dużo wrażeń po obu stronach sceny. Nie sposób nie skomentować na tych łamach właśnie tych kwestii. Z oczywistych względów komentować nie będę spraw organizacyjno-bytowych samej imprezy. Może jedynie słowo o drobnych ambiwalencjach organizatorów, związanych z frekwencją na poszczególnych wydarzeniach koncertowych. A zatem dwa wnioski, które muszą tu być wyartykułowane: po pierwsze, także w obszarze free improve, wciąż najbardziej lubimy piosenki, które znamy, po drugie – we współczesnych czasach zasadniczo nie chodzimy tłumnie na biletowane koncerty. Muzyka ma być za darmo? Ogromna obłuda.




Dzień pierwszy festiwalu otworzył koncert Poznańskiej Orkiestry Improwizowanej (zwanej także na potrzeby tej imprezy – Poznan Improvisers Orchestra). Wyjątkowo nie odbył się on w Klubie Dragon, lecz w miejscu zwanym, bardzo celnie zresztą - Schron. Ansambl istnieje dokładnie rok, rozwija się dynamicznie, a skupia głównie młodych absolwentów poznańskich szkół muzycznych. Tym razem, z racji włączenia koncertu w szranki festiwalowe, Orkiestrą po raz pierwszy dyrygował gość, a w samym jej składzie pojawiło się kilku kolejnych gości. Na scenie zatem w sumie widzieliśmy i słyszeliśmy blisko 30 muzyków. Byli to stali członkowie POI: Borys Słowikowski - dyrygentura / bębny obręczowe, Marcin Góral – perkusja, Paweł Doskocz - gitara elektryczna, Fryderyk Szulgit - gitara elektryczna, Rafał Rybarczyk - gitara elektryczna, Hubert Karmiński - gitara basowa, Karol Firmanty – elektronika, Dawid Dąbrowski – elektronika, Jeff Gburek – elektronika, Maciej Łukacz - saksofon barytonowy, Damian Drozd - saksofon tenorowy, Weronika Kulesza – kornet, Adam Teresa – kornet, Michał Giżycki – klarnet, Ostap Mańko – skrzypce, Dominika Szelążek – akordeon, Martyna Gibes – wokal oraz Slasia Wilczyńska - lira korbowa. W ramach zaś rozbudowanej sekcji gości: Yedo Gibson - dyrygentura / saksofon, Vasco Trilla – perkusjonalia, Michał Dymny - gitara elektryczna, Maciej Karmiński – perkusja, Piotr Mełech – klarnet, Bartosz Wrona – wokal.

Na blisko godzinny występ złożył się 45 minutowy set pod batutą Yedo Gibsona oraz dwa krótkie encores, gdy w rolę dyrygentów wcielili się Borys Słowikowski i Rafał Ziąbka. Szczególnie ekscytujący był set zasadniczy. Brazylijski saksofonista miał mniej więcej dwie godziny na to, by poznać muzyków i określić metody współpracy. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Yedo, choć dużą część koncertu jedynie przyglądał się muzykom lub grał na saksofonie sopranowym, zdawał się czuwać nad każdym dźwiękiem, jaki pojawiał się na scenie. Gdy wreszcie gestami zaczął stymulować wydarzenia foniczne, cała Orkiestra wręcz uniosła się w powietrzu! Z mojej perspektywy, szczególne brawa należą się wokalistom. W wielu momentach ich temperament niósł muzyków naprawdę wysokim wzgórzem. Brawo! Koncert zwieńczyły dyrygenckie miniatury Borysa i Rafała. Precyzja, skupienie, także niebanalny efekt końcowy.




Pierwszy dzień festiwalu zakończył – już w Dragonie – koncert tria Florian Stoffner (gitara), Rudi Mahall (klarnet basowy) i pierwsza z drummerskich legend na festiwalu – Paul Lovens. Koncert w Poznaniu był jednym z czterech w trakcie polskiej trasy koncertowej, która promowała ich debiutancki krążek Mein Freud Der Baum. 50 minutowy set bardzo skupionej, prawdziwie molekularnej, jakże swobodnej improwizacji. Klasa obu niemieckich improwizatorów zdaje się być poza wszelką dyskusją, zatem wielu z nas skupiało uwagę przede wszystkim na szwajcarskim gitarzyście. I to był właściwy wybór. Świetna komunikacja ze starszymi kolegami, brawura techniczna i wielka wyobraźnia.




Czas na drugi dzień festiwalu i wciąż rosnące emocje. Do grupy festiwalowych gości, którzy grali w secie orkiestrowym, dołączyli dwaj młodzi i szalenie groźni Brytyjczycy – saksofonista Colin Webster i perkusista Andrew Lisle. Pierwszym zaś koncertem tego dnia było prawdziwie premierowe spotkanie tegoż właśnie Webstera z Vasco Trillą. Muzycy, którzy poznali się dwie godziny przed koncertem, zagrali świeży, dynamiczny set, który trwał około 30 minut. Muzycy zaliczyli wszystkie poziomy ekspresji, byli jak dzikie zwierzęta, właśnie, co wypuszczone z klatki, ale potrafili także zwinnie przepoczwarzać się w przebiegłe kocięta, które szukały na scenie sonorystycznych inspiracji. A zatem Colin i Vasco – czekamy na ciąg dalszy tak udanie rozpoczętej współpracy!




Zaraz potem spotkanie dwóch gitar elektrycznych – Michała Dymnego i Pawła Doskocza, z perkusją – Andrew Lisle’a. Młodzi polscy muzycy w trakcie poprzedniej edycji Spontanicznego Festiwalu zagrali trio z holenderskim drummerem Onno Govaertem. Tu, w dynamicznym, niemal psychodelicznym zderzeniu z lwem wprost z Londynu, pokazali moc ekspresji i improwizacji. Trzy kwadranse wyłącznie na temat, dobra komunikacja (pod koniec seta Andrew świetnie pociągnął narrację na talerzach) i niebanalne zakończenie.




Na koniec drugiego dnia festiwalu, nie ostatni na tej imprezie dowód, iż telepatia nie jest pojęciem teoretycznym. Doskonały duet Yedo Gibson i Vasco Trilla. Być może był to już ich dwusetny koncert, ale jeśli pozostaną w takiej formie, to mogą śmiało zagrać jeszcze … dwa tysiące koncertów. Yedo na sopranie wyczyniał cuda, grał całym ciałem, nosem, ustami, brzuchem i nogami. Jego sopran tańczył, drżał, krzyczał i dudnił. Vasco towarzyszył mu przy każdym dźwięku. Dobywał ze swojej magicznej walizki przedmiot za przedmiotem, by sprawić przyjacielowi choćby jedną niespodziankę. Yedo na finał zadął wprost w jego werbel. I naprawdę stali się wtedy jednym, muzycznym ciałem!





Dzień ostatni i aż cztery koncerty. Dwa tria stworzone ad hoc i dwa working duety. Sobota miała rozpocząć się dwoma duetami sax&guitar. Perkusiści nie pozwolili jednak na takie rozdanie. Skoro ten festiwal nazywa się Drumming Now!, to żaden koncert nie może się obyć bez perkusjonalii! A zatem tria – najpierw Michał Dymny, Colin Webster i Vasco Trilla, potem Paweł Doskocz, Yedo Gibson i Andrew Lisle. Dwa debiutanckie składy i moc niebywałych, często zaskakujących dźwięków. Muzycy wybornie radzili sobie we free jazzowych galopach, ale najciekawiej było wtedy, gdy tłumili emocje i poszukiwali się wzajemnie niemal pojedynczymi frazami. I znów Derek Bailey triumfował zza grobu ze swoją pokrętną tezą o jakości prymarnej improwizacji. Trudno wskazać miejsca szczególnie udane w trakcie obu 40 minutowych setów, bo było ich zbyt wiele. W oczy i uszy rzucała się świetna komunikacja, doskonałe, wzajemne słuchanie się i reagowanie na poczynania partnerów. Każdy z tej szóstki muzyków dawał z siebie naprawdę dużo i zmysłowo cementował kolektywne improwizacje.




Colin Webster i Andrew Lisle – choć zaliczamy ich zdecydowanie do młodej generacji brytyjskich improwizatorów – mają w dorobku wiele płyt, zarówno duetowych, jak i w triach i kwartetach. Znają się doskonale, wiedzą, że grając razem mogą pozwolić sobie na wszystko. Podczas wcześniejszych występów na scenie Dragona, zarówno Webster, jak i szczególnie Lisle, zdawali się nie odkrywać wszystkich kart, w niektóre improwizacyjne spięcia wchodzili z delikatną tremą. Tu, w swoim bazowym duecie, dali prawdziwy popis. Webster stąpał po krawędziach chmur, Lisle był tuż obok niego. Zażartowałem w kuluarach, że powinniśmy na kolejne edycje festiwalu zaprosić kilku bardziej uznanych saksofonistów w Europie i na świecie, ale nie po to, by grali w Dragonie, ale żeby usiedli wśród publiczności i posłuchali, jak świeżo i odkrywczo można grać na saksofonie altowym. Brawo Colin!




Wielki finał festiwalu. Wszelkie słowa zachwytu nad muzyką, jaka zabrzmiała do tej pory, od tego momentu można było już włożyć pomiędzy kartki historii. To, co pokazali na scenie Dragona Witold Oleszak (fortepian preparowany) i Roger Turner (perkusjonalia), kompletnie zdewastowało nasz obraz muzyki swobodnie improwizowanej. Turner - 72-letni drummerski geniusz, piękna klamra spinająca festiwal, który rozpoczął się m.in. koncertem z udziałem Paula Lovensa. Roger grał niuansami, drobnymi, akustycznymi incydentami. Po chwili wiedzieliśmy już, dlaczego jego instrument musi być tak skrzętnie skonstruowany i równie szczegółowo nagłośniony. Tu grał każdy drobiazg, wszystko miało swój sens dramaturgiczny, do tego świetnie konweniowało z tym, co wyczyniał tuż obok, dzięki swej buzującej wyobraźni, przyczajony na lewej flance Witek. Najspokojniejszy, najbardziej wyważony koncert festiwalu postawił nas na baczność. Oklaskom nie było końca.



Festiwalowe foty by NoFuck. Wszystkie prawa niezastrzeżone!


czwartek, 8 listopada 2018

Drumming Now! with Lovens! Turner! Trilla! Lisle! Stoffner! Mahall! Oleszak! Webster! Gibson! and others!


“Drumming Now! 2. Spontaneous Music Festival – Live in Dragon 2018” startuje za kilka godzin! Zapraszamy do lektury, jak najbardziej zaktualizowanego, programu koncertów.


8 Listopada, 2018

Schron (ul. Kościuszki 68)  19.30  (wstęp wolny)
Poznan Improvisers Orchestra conducted by Yedo Gibson feat. Vasco Trilla, Piotr Mełech, Michał Dymny, Maciej Karmiński & Bartosz Wrona

Dragon (Zamkowa 3) 21.30  (bilety)
Florian Stoffner g/ Rudi Mahall bcl/ Paul Lovens dr

9 listopada, 2018

Dragon 19.00 (bilety)
Colin Webster sax/ Vasco Trilla dr
Andrew Lisle dr/ Paweł Doskocz g/ Michał Dymny g
Yedo Gibson sax/ Vasco Trilla dr

10 listopada, 2018

Dragon 18.00  (bilety)
Michał Dymny g/ Colin Webster sax
Paweł Doskocz g/ Yedo Gibson sax
Colin Webster sax/ Andrew Lisle dr
Roger Turner dr/ Witold Oleszak p.


Poniżej prezentujemy omówienie każdego z festiwalowych dni, opublikowane na najpopularniejszym portalu społecznościowym tej galaktyki. Tuż po nich, jeszcze skromne zaproszenie do odsłuchu audycji radiowych, poświęconych wydarzeniu.




Dzień pierwszy

Zaczynamy we czwartek o godz. 19.30 w Klubie Schron (Kościuszki 68). Zagra Poznańska Orkiestra Improwizowana, zwana też na cześć swych słynnych poprzedniczek - Poznan Improvisers Orchestra.

Ansambl funkcjonuje już prawie rok, zagrał szereg niezwykle ciekawych koncertów, z udziałem naprawdę licznej publiczności. Grał w Domu Tramwajarza, Kołorkingu, także na ulicy Św. Marcin i na … statku w Cigacicach! Przez orkiestrę przewinęło się już kilkudziesięciu muzyków, a w rolę dyrygentów wcielali się Borys Słowikowski, Witek Oleszak i Rafał Ziąbka. Nawet raz Orkiestra zagrała … bez dyrygenta!

Występ czwartkowy będzie jednak szczególny. Po pierwsze, gdyż otwiera trzydniowe święto muzyki improwizowanej w Poznaniu, po drugie, gdyż w związku z ideą przewodnią imprezy, będzie miał wyjątkowo rozbudowaną sekcję rytmiczną, po trzecie wreszcie, dyrygować POI będzie po raz pierwszy gość – brazylijski saksofonista Yedo Gibson. Muzyk, który blisko dekadę prowadził The Royal Improvisers Orchestra w Amsterdamie, miał także okazję wielokrotnie praktykować z samą The London Improvisers Orchestra! We wspomnianej,  rozbudowanej sekcji rytmicznej zagra także kolejny gość Festiwalu, doskonały perkusista kataloński Vasco Trilla. Kolejnymi gości w składzie będą gitarzysta Michał Dymny, klarnecista Piotr Mełech, wokalista Bartosz Wrona i perkusista Maciej Karmiński.

Około godziny 20.30 przenosić się będziemy już do miejsca docelowego Festiwalu, a zatem klubu Dragon (Zamkowa 3). Zapewne nie później niż o 21.30 rozpocznie się tam koncert niezwykłego tria free improve. Zagrają - szwajcarski gitarzysta Florian Stoffner, którego znamy choćby z doskonałej płyty z Albertem Cirera oraz niemieccy mistrzowie gatunku – Paul Lovens na perkusji (jak zwykł to określać na płytach: selected and unselected drums and cymbals) oraz Rudi Mahall na klarnecie basowym.

Emocje na scenie zatem gwarantowane!!! Nie może Was zatem zabraknąć!

W ramach zaś przygotowań własnych do koncertu, obejrzyjcie fragmenty koncertów The Royal Improvisers Orchestra pod batutą Yedo Gibsona.






Dzień drugi

Tego dnia zobaczymy dwóch perkusistów, tyluż saksofonistów i gitarzystów. Dwa duety, jedno trio pomiędzy – wzorowa symetria! Startujemy o godzinie 19.00 w Dragonie. Zaczniemy od prawdziwego trzęsienia ziemi, a potem będzie jeszcze groźniej!

Jeśli prawdziwa jest teza Dereka Baileya, iż najlepsza improwizacja rodzi się podczas pierwszego spotkania muzyków, to koncert Colina Webstera i Vasco Trilli będzie świetną okazją, by to zweryfikować. Na to niezwykłe spotkanie wszyscy ostrzymy sobie pazurki.

Tuż potem Michał Dymny i Paweł Doskocz, na swych elektrycznych gitarach, wysadzą w kosmos Andrew Lisle’a i jego perkusję, a zaraz potem całą dragonową publiczność! A może kolejność zdarzeń będzie dokładnie odwrotna. Jeśli pamiętacie koncert Michała i Pawła z Onno Govaertem, w trakcie wiosennej edycji naszego festiwalu, wiecie doskonale czego się spodziewać. Dla Andrew będzie to pierwszy kontakt z tymi muzykami!

No i wielki finał dnia drugiego – Yedo Gibson i Vasco Trilla. Ci akurat muzycy znają się doskonale, zagrali razem kilkaset koncertów. Jak twierdzą obaj, są już od dawna jednym muzycznym ciałem. Przy okazji tego koncertu będziemy mieli doskonałą sposobność, by przekonać się, że telepatia nie jest zjawiskiem teoretycznym.

A w ramach przygotowań do tego dnia, obejrzyjcie proszę duet Michała Dymnego z … Vasco Trillą. Kto wie, może i oni zagrają razem w trakcie tego niezwykle … spontanicznego festiwalu!





Dzień trzeci

Zaczynamy już o 18.00. Bądźcie punktualni, albowiem czeka nas ogromna porcja muzyki swobodnie improwizowanej!

Na początek dwa duety saksofonowo-gitarowe. Najpierw Colin Webster zagra z Michałem Dymnym, potem zaś Yedo Gibson z Pawłem Doskoczem. Dla wszystkich będą to pierwsze spotkania sceniczne. Saksofony będą głośne, a gitary podłączone pod bardzo wysokie napięcie! A może będzie zupełnie inaczej… Na tym festiwalu nie możemy być niczego pewni. Choćby dlatego, że tuż obok nich krążyć będzie niezwykle niecierpliwy Vasco Trilla. Może podłączy się pod pierwszy duet, może pod drugi. A może …. zagra koncert solowy. Na te wszystkie wydarzenia przeznaczamy dwie godziny zegarowe. Bądźcie czujni i przygotowani na wszystko!

Po godzinie 20 czekają nas finałowe koncerty dwóch duetów, które pracują ze sobą od wielu już lat. Być może mniej zaskakujących wydarzeń dla nich samych, więcej przykładów realnej telepatii dla nas. Najpierw Colin Webster i Andrew Lisle. W duecie potrafią być sonorystycznie liryczni, ale i prawdziwie free jazzowi, aż krew się leje po scenie.

Wreszcie wielki finał festiwalu „Drumming Now!” - koncert Rogera Turnera i Witolda Oleszaka. Mały zestaw perkusyjny oraz fortepian preparowany i … niepreparowany. Pracują razem od ośmiu lat, nagrali dwie płyty. Wciąż im jednak mało! To z pewnością będzie niezwykłe wydarzenie!

W ramach przygotowań do koncertu finałowego festiwalu, proponujemy fragment bardzo świeżego występu Rogera Turnera, z sierpnia tego roku, z legendarnego klubu londyńskiego „Vortex”. Obok niego na scenie Evan Parker i John Edwards!





Media

Link do wydarzenia:


Jam Session, Radiowa Dwójka, audycja z dnia 26.10:


Wiek Awangardy, Radio Afera, audycja z dnia 6.11:



poniedziałek, 22 października 2018

DRUMMING NOW! 2nd Spontaneous Music Festival - Live in Dragon 2018!


Kolejna aktywność kulturotwórcza Trybuny powoli się ziszcza. Zapraszamy na wszystkie koncerty. W załączeniu oficjalne info prasowe, a także plakat festiwalowy autorstwa Witolda Oleszaka. 


Druga odsłona Festiwalu Muzyki Spontanicznej, organizowanego przez Klub Dragon i Trybunę Muzyki Spontanicznej odbędzie się pod hasłem Drumming Now!. Tak się bowiem fantastycznie składa, iż w trakcie trzech listopadowych dni gościć będziemy w Poznaniu aż czterech wybitnych perkusistów/ perkusjonalistów muzyki improwizowanej. I choć grać będą niezależnie od siebie, dominacja ich osobowości na kształcie artystycznym imprezy nie podlega dyskusji.

Paul Lovens (Niemcy) i Roger Turner (Wielka Brytania) to żywe legendy gatunku. Gdybyśmy mieli wymienić trzy najważniejsze nazwiska perkusistów swobodnej improwizacji, to personalia tych właśnie muzyków musiałyby paść.

Vasco Trilla (Katalonia) i Andrew Lisle (Wielka Brytania), to wiodące postaci współczesnej sceny europejskiej młodszego pokolenia. Też nie wymagają rekomendacji, szczególnie Katalończyk, który jest częstym gościem w Polsce, m.in. uczestniczył w pierwszej edycji Festiwalu.

Załogę festiwalową dopełniają kolejni doskonali improwizatorzy – klarnecista Rudi Mahall (Niemcy), saksofoniści – Yedo Gibson (Brazylia) i Colin Webster (Wielka Brytania), gitarzysta Florian Stoffner (Szwajcaria) oraz jak zawsze silna grupa muzyków polskich – gitarzyści Michał Dymny (Kraków) i Paweł Doskocz (Poznań), and last but not least – pianista Witold Oleszak (Poznań).

Na scenie festiwalu krzyżować się będą trasy koncertowe tria Stoffner/ Mahall/ Lovens, które promuje swą pierwszą płytę Mein Freund Der Baum, duetów Gibson/ Trilla (w tym roku CD Antenna) i Turner/ Oleszak (w dorobku dwie płyty z lat 2011/12). Specjalnie na potrzeby poznańskiego spotkania do Polski zawita duet Webster/ Lisle (będzie to ich pierwsza wizyta w naszym kraju; w dorobku niezliczona ilość wspólnych płyt). Jak zwykle, obok w/w koncertów stałych formacji improwizujących, widzowie obejrzą powołane ad hoc improwizowane duety i tria.

Festiwal zaś otworzy specjalny koncert Poznan Improvisers Orchestra (która używa także nazwy Poznańska Orkiestra Improwizowana). Ansambl założony rok temu rozwija się błyskawicznie, a skupia młodych muzyków improwizujących, w głównej mierze absolwentów poznańskich szkół muzycznych. Na okoliczność festiwalową Orkiestrą dyrygować będzie m.in. Yedo Gibson, a w rozbudowanej sekcji perkusyjnej zagra Vasco Trilla.




Program Festiwalu:

8 listopada (czwartek)

TBA 19.00  (wstęp wolny)
Poznan Improvisers Orchestra conducted by Yedo Gibson feat. Vasco Trilla
Dragon 21.00  (bilety)
Florian Stoffner g/ Rudi Mahall bcl/ Paul Lovens dr
  
9 listopada (piątek)

Dragon 19.00 (bilety)
Colin Webster sax/ Vasco Trilla dr
Andrew Lisle dr/ Paweł Doskocz g/ Michał Dymny g
Yedo Gibson sax/ Vasco Trilla dr

10 listopada (sobota)

Dragon 18.00  (bilety)
Michał Dymny g/ Colin Webster sax
Paweł Doskocz g/ Yedo Gibson sax
Colin Webster sax/ Andrew Lisle dr
Roger Turner dr/ Witold Oleszak p

UWAGA! Układ duetów i triów stworzonych ad hoc może jeszcze ulec zmianie.


****

Anonse radiowe:

24.10 Nokturn, Polskie Radio "Dwójka", 22.30 - wywiad z Vasco Trillą, a także zapowiedź koncertów festiwalowych.

26.10 Jam Session, Polskie Radio "Dwójka", 23.30 - zapowiedź festiwalu, prezentacja muzyki wszystkich uczestników. W drugiej części programu także muzyka z jesiennych premier serii wydawniczej Multikulti Project/ Spontaneous Music Tribune. Wszystko z żywym udziałem Pana Redaktora.

Link do playera radiowego: 




niedziela, 13 maja 2018

The Luis Vicente' Residency in Poland! Impresje obrazkowe i wywiad!


Rezydencja portugalskiego trębacza Luisa Vicente w Polsce za nami! Pięć dni, cztery miasta -  Bydgoszcz, Poznań, Łódź i Warszawa!

W trakcie całej trasy 9 muzyków zagrało 15 imponujących setów muzyki niezwykle swobodnie improwizowanej. Każdego dnia w nieco innych zestawieniach personalnych.

Wraz z Luisem Vicente (trąbka), grali Seppe Gebruers i Witold Oleszak na fortepianach, Michał Dymny i Paweł Doskocz na gitarach elektrycznych, Sławek Janicki na kontrabasie, Paweł Sokołowski na saksofonach oraz Vasco Trilla i Onno Govaert na perkusjach.

Wszystkie koncerty dwudniowego Spontaneous Music Festival 2018 - Live in Dragon w Poznaniu, który stanowił najważniejszy element składowy trasy koncertowej, zostały zarejestrowane i być może zostaną kiedyś wydane.

Poniżej ulubione zdjęcia redakcji z tej niezwykłej trasy. Podziękowania za zdjęcia dla Maksa, Konrada i dwóch Krzysztofów!











Więcej zdjęć odnajdziecie na najpopularniejszym portalu społecznościowym świata, na profilu Trybuny Muzyki Spontanicznej. Na profilu zaś osobistym Pana Redaktora, także werbalne impresje z każdego dnia.


****


Poniższy wywiad z Luisem Vicente przeprowadzony został przeze mnie dla portalu jazzarium.pl i tamże opublikowany w przededniu trasy koncertowej.


Luis Vicente – Słuchanie i skupienie, wywiad po polsku


Już za kilka dni, dokładnie 5 maja, rozpoczyna się "Rezydencja Luisa Vicente w Polsce". To szczególnego rodzaju objazdowy festiwal muzyki improwizowanej, organizowany przez Trybunę Muzyki Spontanicznej (szczegółowe informacje były już publikowane na tych łamach).

Pięć dni, cztery miasta, dziewięciu muzyków z kraju i zagranicy, a w roli wiodącej portugalski trębacz. W trakcie trasy światową premierę będzie miała płyta "Live at Ljubljana", którą Vicente nagrał wspólnie z belgijskim pianistą Seppe Gebruersem i holenderskim perkusistą Onno Govaertem. Wydawcą płyty jest seria wydawnicza Multikulti Project i Trybuny Muzyki Spontanicznej.

Nim udamy się na koncerty, nim posłuchamy nowej płyty, proponujemy wywiad z muzykiem, przeprowadzony specjalnie na okoliczność wyżej wymienionych wydarzeń.


Za kilka dni ukaże się płyta nowego trio z Twoim udziałem, nakładem polskiego wydawnictwa. Między innymi z tej okazji wybierasz się do Polski na kilka koncertów. Jest zatem wiele powodów byśmy dziś porozmawiali na łamach polskiego portalu. Zacznijmy może od płyty i partnerów, z jakimi ją nagrałeś. Przybliż ich proszę, także pomysł na improwizujące trio właśnie w takim składzie personalnym i instrumentalnym, a także opowiedz o samym nagraniu, które miało miejsce w okolicznościach koncertowych.

Uważam tę grupę za bardzo wyjątkową, gdyż gram w niej inaczej niż czynię to we wszystkich pozostałych sytuacjach. Tu wszystko jest niespodzianką, nigdy nie wiemy, w którą stronę pójdzie muzyka, od jazzu do współczesności, od muzyki abstrakcyjnej do eksperymentalnego minimalizmu.

Seppe i Onno to fantastyczni, młodzi zawodnicy, ale są też dojrzali i utalentowani, to przykład muzyków, z którymi najbardziej kocham grać.  Pracujemy razem przez już trzy lata i jest to bardzo interesujące od samego początku.

Gramy bez basu, gdyż nie czujemy, żeby muzyka tego potrzebowała, brzmi dobrze bez niego i postanowiliśmy przy tym pozostać, mimo, iż zastanawialiśmy na początku, czy powinniśmy z niego skorzystać.

Album „Live at Ljubljana” nagrany został rok temu podczas festiwalu Sound Disobedience i to pełny koncert, zaprezentowany na płycie dokładnie tak, jak był przez nas grany.


Pomówmy o trasie koncertowej. Jej idea zasadza się na prezentacji dwóch nieco odmiennych składów trzyosobowych z Twoim udziałem. Pierwszym jest trio, o którym przed momentem wspominaliśmy. Drugi, to skład z Michałem Dymnym na gitarze i Vasco Trillą na perkusji. Niemal każdego dnia będziesz grał po dwa koncerty.  To spore wyzwanie dla trębacza? Czego spodziewasz się po tej trasie?

Jestem bardzo podekscytowany tą trasą. Przede wszystkim, będę po raz pierwszy w Polsce, w kraju, który naprawdę mnie interesuje. Słyszałem tak wiele opowieści o pięknie tutejszych miast, o kulturze, ludziach i oczywiście muzycznej scenie.

Wspaniale będzie móc zaprezentować nasz debiutancki album, pokazać naszą muzykę nowej publiczności, to także bardzo dobra okoliczność dla trio, aby zagrać na Festiwalu w Dragonie i wszystkich pozostałych miejscach, w kilku miastach.

Grać dwa różne składy na jednym koncercie, to coś, co nie zdarza się za każdym razem. To bardzo motywujące, że oprócz naszego trio, będą także inne grupy, rodzaj „randki niespodzianki”, gdy kompletnie nie wiesz, co się wydarzy. Czy muzyka będzie dobra, czy nie, coś za działa, coś nie zadziała, nigdy nie wiemy, cóż interesującego może się wydarzyć, gdy spotyka się muzyka po raz pierwszy, a dodatkowo dzieje się to na scenie. Uwielbiam taką sytuację, która możliwa jest tylko w muzyce improwizowanej.

Tak, granie dwóch koncertów tej samej nocy będzie zdecydowanie wyzwaniem, musisz znaleźć równowagę pomiędzy stroną emocjonalną i fizyczną (wytrzymałość!), a jednocześnie zachować interesujące brzmienie. Jestem bardzo podekscytowany i zmotywowany, liczę dni, jakie pozostały do tego wydarzenia.

Zatrzymajmy się na chwilę nad samym procesem improwizacji. Przed chwilą powiedziałeś, że świetnie czujesz się w zupełnie nowych, otwartych sytuacjach scenicznych. Co twoim zdaniem jest najważniejsze w procesie improwizacji? Czy ważniejsza jest własna kreatywność, czy może to, z kim w danym momencie z spotykasz się na scenie i jak wiele może on ci dać w tej sytuacji?

Powiedziałbym, że słuchanie i koncentracja to najważniejsza część procesu, bardziej istotna niż podział na muzykę improwizowaną lub skomponowaną. Kiedy wchodzisz w konwersację z kimś, kogo słuchasz, gdy odpowiadasz zgodnie z tym, co mówi ten drugi, pojawiają się tematy do dyskusji. Jeśli nie reagujesz, to wszystko traci sens, marnujesz swój czas i robisz "puste" przebiegi, nic interesującego się nie dzieje. Prowadzisz monolog, to samo dzieje się w muzyce, jak i w innych sztukach twórczych.

Kreatywność jest oczywiście ważna, jeśli jej nie masz, to jesteś skończony, nie będziesz brzmiał interesująco, a granie lub słuchanie Ciebie będzie nudne. To największe wyzwanie, brzmieć interesująco, świeżo za każdym razem, gdy grasz na swoim instrumencie. A czasami nie jest łatwo "odbudować" siebie i czerpać inspirację. Bywają sytuacje, w których nie możesz się określić ani kontrolować, afektujesz się, pozostajesz pod wpływem wszystkiego, co Cię otacza, w dobry lub zły sposób, to wszystko ujawnia się za każdym razem, kiedy grasz.

Musisz pozostawać w stanie równowagi, ciało i umysł muszą stale współpracować ze sobą, a potem po prostu jesteś z ludźmi, z którymi lubisz grać, otwierasz uszy i pozwalasz, aby wszystko działo się i płynęło naturalnie, tak jak być powinno.


Mam wrażenie, iż jednym z muzyków, z którym najlepiej rozumiesz się w muzyce kreatywnej jest doskonały gitarzysta Marcelo Dos Reis. Nagraliście całe mnóstwo wspaniałej muzyki. Znam Was obu osobiście, zauważyłem, że przede wszystkim darzycie się niebywałym szacunkiem i doceniacie się wzajemnie. Opowiedz o tej przyjaźni.

Powiedziałbym, że nie ma muzyka, z którym bardziej lubię grać niż z innymi, którego uważałbym za swojego ulubionego muzyka. Lubię i podziwiam muzyków, z którymi gram, wszyscy oni mają cechy, które czynią ich wyjątkowymi. Od dawna gram tylko z muzykami, których lubię. Nie widzę siebie dzielącego się moimi wartościami z kimś, kogo nie lubię, lub po prostu nie doceniam jego gry. Lubię uczyć się od ludzi, którzy są lepsi ode mnie. Lubię dawać i otrzymywać, jak ktoś już powiedział: "dzielenie się jest wyrazem troski ...". Lubię dzielić się dobrymi rzeczami w życiu, kochać dobrych i prostych ludzi, po prostu nie mogę znieść pozerów lub ludzi, którzy z jakiegoś powodu lubią, czy wręcz potrzebują okazywać, że są zbyt ważni lub lepsi, kiedy znajdują się obok ciebie.

Marcelo jest interesującym i kreatywnym muzykiem, jednym z kilku (niewielu) gitarzystów, z którymi uwielbiam pracować, jest także dobrym przyjacielem. Robi świetną robotę jako muzyk, a także jako właściciel wytwórni „Cipsela”. Współpracujemy prawie od 10 lat.


Mark Corroto z All About Jazz pisze w liner notes do płyty "Live at Ljubljana", że słyszy w Twojej grze mnóstwo wpływów, nawet samego Louisa Armstronga. Opowiedz proszę o swoich inspiracjach do grania muzyki jazzowej i improwizowanej. Kto i co ukształtowało Cię jako muzyka?

Mamy tu wszystkich trębaczy: Milesa, Dona Cherry'a i Bookera Little'a, Kenny'ego Wheelera, Freddiego Hubbarda, Kenny'ego Dorhama i Mongezi Feza. Wszyscy oni wywarli na mnie duży wpływ. Jeśli chodzi o inne instrumenty, to uwielbiam pośród wielu innych także muzykę Johna Coltrane'a, Ornette Colemana, Erica Dolphy'ego i Evana Parkera. Zawsze byłem i nadal jestem zainteresowany słuchaniem i graniem różnych rodzajów muzyki, od elektroniki po noise, od world music po muzykę klasyczną, a także rock.

Powiedziałbym, że są to oczywiste i oczekiwane wpływy, jeśli chodzi o muzyka, ale są także inne rzeczy, które mnie inspirują, na przykład natura. Dorastałem na wsi i wybrzeżu, to dla mnie duża inspiracja, całe otoczenie wokół mnie, dźwięki ptaków, woda, zapachy, krajobrazy. Uwielbiam też ocean, surfuję i spędzam dużo czasu na plaży, tu naprawdę czuję się jak w domu. Życie we wspólnocie z naturą jest niewymowne...

Wszyscy byli mnie ważni dla mojej muzyki, wszyscy, którzy uczyli mnie lub grali ze mną, od początku do teraz.

Już niebawem w Polsce ukaże się Twoja kolejna płyta. Tym razem będzie to trio z saksofonistą Yedo Gibsonem i doskonale u nas znanym perkusistą Vasco Trillą. To w mojej ocenie zupełnie inna muzyka, niż ta, którą grywasz z Seppe i Onno. Proszę Cie o komentarz i wrażenia ze współpracy z tymi muzykami.

To trio to zupełnie inna muzyka. Eksperymentalna, abstrakcyjna, z użyciem wielu rozszerzonych technik artykulacji. Nigdy wcześniej nie nagrałem czegoś podobnego.

Ta grupa, to pomysł Yedo. Rozmawialiśmy o tym i postanowiliśmy pójść do studia, ale nie napisaliśmy nic, nie rozmawialiśmy o kompozycjach i pomysłach, poza określeniem brzmienia. Ten album skupia się wyłącznie na brzmieniu.

Yedo i Vasco to świetni muzycy, jedni z najlepszych improwizatorów, z jakimi kiedykolwiek grałem. A kiedy grasz z ludźmi takimi jak oni, łatwo jest dostać się w miejsce, w którym czujesz i słyszysz, że muzyka się dzieje, wszystko jest jasne, bez jakichkolwiek zahamowań. Ciekawi mnie, w jaki sposób ten album zostanie przyjęty przez miłośników tej muzyki.

Opowiedz o Lizbonie. O muzykach, o miejscach, w których można grać dobrą muzykę.  Czy muzyk improwizujący jest w stanie przeżyć w tym mieście? Moje pytanie jest oczywiście dość przewrotne. Wiem, że dużo koncertujesz i nagrywasz poza Portugalią.

Lizbona to piękne miejsce do życia, wiele się dzieje, mnóstwo koncertów każdego tygodnia, ale niestety jest tylko kilka miejsc, które mogą zaoferować przyzwoite warunki muzykom. Są nowe miejsca otwarte na free i muzykę awangardową, takie jak SMUP w Parede, czy Bar Irreal, jest też Hot Club, który od czasu do czasu akceptuje mniej "mainstreamową" muzykę.

Trudno jest żyć z tej muzyki, muzycy są zmuszeni do nauczania, dawania lekcji gry na instrumentach, by jakoś funkcjonować.

Opowiedz proszę o Twoich planach artystycznych na najbliższe miesiące. Jakich płyt z Twoim udziałem, poza tymi dwoma, które wydawane są w Polsce, możemy spodziewać się jeszcze w tym roku? Z kim i gdzie będziesz koncertował i rejestrował nagrania?

W tym miesiącu mam tour po Portugalii z In Layers *) i prawdopodobnie nagramy nasz drugi album. W czerwcu będę grał na festiwalu Blurred Edges w Hamburgu z grupą Echoes of Africa. Również Doek Festival w Amsterdamie z 5et, wspólnie z Johnem Dikemanem, Alexandrem Hawkinsem, Hugo Antunesem i Markiem Sandersem; Sierpień - Saalfelden z Chamber 4**). Jest jeszcze więcej propozycji, ale czekam na potwierdzenie.

Pojawi się album kwintetu, o którym wspomniałem wcześniej, debiutancki album grupy Frame Trio ***), mój solowy album, drugi album z kwintetem Zwerv ****), trzeci album Fail Better!. Myślę, że to wszystko.

Dziękuję Luis za wywiad i do zobaczenia w Polsce.



*) partnerują mu - Marcelo Dos Reis, Onno Govaert i Kristjan Martinsson
**) Marcelo Dos Reis, Theo Ceccaldi i Valentin Ceccaldi
***) Marcelo Dos Reis i Nils Vermeulen
****) George Hadow, Henk Zwerver, Raoul Van der Weide i Ziv Taubenfeld



****


Luis Vicente - Listening and focus, interview

Today, on May 5, the "Luis Vicente Residence in Poland" begins. This is a special kind of traveling festival of improvised music, organized by the Spontaneous Music Tribune (detailed information was already published on these pages).

Five days, four cities, nine musicians from Poland and abroad, and a leading Portuguese trumpet player. During the tour, there will be the world premiere of the album "Live at Ljubljana", which Vicente recorded together with the Belgian pianist Seppe Gebruers and Dutch drummer Onno Govaert. The publisher of the album is the publishing series Multikulti Project and Spontaneous Music Tribune.

Before we go to concerts, before we listen to a new album, we suggest an interview with a musician, carried out specifically for the aforementioned events.

In a few days a new trio with your participation will be released by the Polish label. Among other things, on this occasion you are going to Poland for several concerts. There are many reasons we talk today on the Polish portal. Let's start with the CD and partners  you recorded it with. Bring them closer, also an idea for an improvising trio in such a personal and instrumental composition, and  tell about the recording that took place in concert circumstances.

I consider this group a very special one, makes me play differently from all others. It's always surprising we never now which direction music will go, from jazz to contemporary, from abstract to experimental minimal.

Seppe and Onno are fantastic, young players but mature and talented, some of the musicians I love to play with the most. We've been working together for the last three years and it's been very interesting since the beginning.

We play without bass, but we don't feel like the music needs it, sounds good without and we decided to keep it like that. We even discussed at the beginning if we should add it.

The album Live at Ljubljana was recorded a year ago during the Sound Disobedience Festival and it's the full concert exactly as it was played.

Let's talk about the concert tour. The idea is based on the presentation of two slightly different three-person sets with your participation. The first is the trio that we mentioned a moment ago. The second one is the composition with Michał Dymny on the guitar and Vasco Trilla on the drums. You will play two concerts almost every day. Is it a big challenge for the trumpeter? What do you expect from this route?

I'm really excited about this tour. First of all it will be my first time in Poland, a country I'm really curious about. I heard so many stories about the beauty of the cities, the culture, the people and obviously the musical scene as well.

It will be great to have a chance to present our debut album and bring our music to a new audience, a very good opportunity for the trio to play during the Festival in Dragon and all these venues in several cities.

Playing two different groups combinations is something that doesn't happen every time. It's motivating that alongside  our trio the other group will be a blind date. That’s why we never know  if the music is good or not, sometimes it works sometimes not. And that's why it's so interesting when you meet the person the first time and it happens live on stage. I really love this opportunity that happens only in improvised music.

And yes, playing two concerts the same night will be definitely challenging, you have to find a balance between the emotional and the physical side (endurance!) and at the same time sound interesting. I'm motivated and really excited about this moment, counting the days.

Let's stop for a moment on the process of improvisation. You just said that you feel great in completely new, open stage situations. What do you think is more important in the process of improvisation? Is it personal creativity or who you meet on a stage at the moment and how much he can give you in this situation?

I would say listening and focus are the most important parts of the process  in playing improvised-like or composed music. When you're having a conversation with someone you are listening to and then you answer according to what the other is saying, there's an issue being discussed. If you don't pay attention then it makes no sense, you're just wasting your time and it is "empty" and not interesting. It becomes a monologue, the same happens in music and other creative arts.

Creativity is obviously important, if you don't have it then you're done, you won’t sound interesting and it will become boring to play or being listened. That's the biggest challenge – sound interesting, fresh everytime you play your instrument. And sometimes it's not easy to "renovate" yourself and get inspiration. There are certain things you can't determine or control, you're constantly being affected and influenced in a good or bad way by what surrounds you and all of that will come out everytime you're playing.

You have to be in balance, body and mind working consonantly together, then you just have to be with people you love to play with, open your ears and let things happen and flow naturally. That’s how it should be.

I have the impression that one of the musicians you understand with best in creative music is the excellent guitarist Marcelo Dos Reis. You've recorded a whole lot of great music. I know both of you personally, I noticed that first and foremost you have an incredible respect and you appreciate each other. Tell us about this friendship.

I would say I don't have a musician I like to play more or that I can consider him my favourite musician, I like and admire the musicians I use to play with, all of them have a characteristic that make them special. Since long ago I only play with musicians I like, I can not see myself sharing my values with someone I don't like or just don't appreciate his playing. I like to learn with people who is next to me and giving and receiving, like someone already said: "sharing is caring...". I like to share the good things in life, love good and simple people, just can't stand divas or people that for some reason like and need to show that they are too important or superior when they are sited next to you.

Marcelo is an interesting and creative musician, one of the few (not many) guitar players I love to work with and he's a good friend too. He's doing a great job as a musician and also with his own label Cipsela. We've been working together almost for 10 years.

Mark Corroto from All About Jazz writes in liner notes to the album "Live at Ljubljana" that he hears a lot of influences in your playing, even Louis Armstrong himself. Please tell me about your inspirations to play jazz and improvised music. Who and what formed you as a musician?

We have all those trumpet players: Miles, Don Cherry, and Booker Little, Kenny Wheeler, Freddie Hubbard, Kenny Dorham, and Mongezi Feza. All of them had a big influence on me. On other instruments I also love the music of John Coltrane, Ornette Coleman, Eric Dolphy and Evan Parker among so many others. I always was and I still am interested in listening and playing different kinds of music, from electronic to noise, from world music to classical, also rock.

I'd say these are the obvious and expected influences on a musician, then there are other things that inspire me, for example nature. I grew up at the countryside and coast and that is a big inspiration, all the environment that surrounds you, sounds of birds, water, the smells, landscapes. I also love the ocean, I surf and spend a lot of time on the beach, it's where I really feel like home. Living in communion with nature is speechless…

Everyone was important for my playing, everyone who taught me or played with me, from the early beginning till now.

Soon, your next album will be released in Poland. This time it will be a trio with saxophonist Yedo Gibson and perfectly known in Poland drummer Vasco Trilla. In my opinion this is a completely different music than the one you play with Seppe and Onno. I am asking you for a comment and impressions of cooperation with these musicians.

Completely different kind of music this trio, experimental, abstract, lot of extended technics, I never recorded anything like this before.

This group was a suggestion from Yedo. We talked about it and decided to go to studio, but we didn't write anything or talked about compositions or ideas besides sound. The album is only focused on sound.

Yedo and Vasco are awesome players, some of the best improvisers I've ever played. And when you're playing with people like them it's very easy to get into a place where you feel and hear that music is happening, everything is clear, no hesitations. Curious to see how the album will receive by the lovers of this music.

Tell us about Lisbon. About musicians, about places where you can play good music. Is an improvising musician able to survive in this city? My question is obviously quite perverse. I know that you do a lot of concerts and record outside of Portugal.

Lisbon is a beautiful place to live, there're many things happening, lots of concerts every week, but unfortunately there's just couple of venues that can offer decent conditions. There are new places that open doors to free and avantgarde music like SMUP in Parede and Bar Irreal, there's Hot Club that from time to time accepts less "mainstream" music.

It's difficult to live off this type of music, musicians are forced to give lessons otherwise it would be impossible to survive.

Please tell me about your artistic plans for the upcoming months. What records with your participation, apart from the two that are issued in Poland, can we expect this year? With whom and where will you be giving concerts and recording the music?

This month I have a tour in Portugal with In Layers*) and probably recording our second album. In June I'm playing at Blurred Edges Festival in Hamburg with Echoes of Africa. Also Doek Festival in Amsterdam with the 5tet together with John Dikeman, Alexander Hawkins, Hugo Antunes and Mark Sanders; August - Saalfelden with Chamber 4. There's more to come, but I'm waiting for confirmation.

As I've mentioned before the 5tet album will come out, the debut album from Frame Trio**), my solo, second album from Zwerv***), third album of Fail Better! and I guess it's all.

Luis, big thanks for the interview and see you in Poland!


*) with Marcelo Dos Reis, Onno Govaert and Kristjan Martinsson
**) with Marcelo Dos Reis and Nils Vermeulen
***) with George Hadow, Henk Zwerver, Raoul Van der Weide and Ziv Taubenfeld


****

Rezydencja Luisa Vicente promowała wydanie w Polsce płyty tria Vicente - Gebruers - Govaert  Live at Ljubljana, która dostępna jest dokładnie pod tym adresem:




piątek, 4 maja 2018

The Luis Vicente’ Residency in Poland! It’s time to start!


Trybuna Muzyki Spontanicznej zaprasza na pięciodniowy objazdowy festiwal muzyki improwizowanej, który przyjął nazwę Rezydencji Luisa Vicente w Polsce.

Od 5 maja do 9 maja trupa doskonałych improwizatorów odwiedzi Bydgoszcz, Poznań (tam pozostając na całe dwa dni, w ramach wydarzenia Spontaneous Music Festival 2018 – Live in Dragon!), Warszawę i Łódź.

W improwizowanych triach i duetach wezmą udział: Luis Vicente – trąbka, Seppe Gebruers – fortepian/ pianino, Onno Govaert – perkusja, Vasco Trilla – perkusja, Michał Dymny – gitara elektryczna, Witold Oleszak – fortepian/ pianino/ inne instrumenty klawiszowe, Paweł Doskocz – gitara elektryczna, Sławek Janicki – kontrabas i Paweł Sokołowski - saksofony.




Trasa koncertowa, to okazja spotkania improwizujacego trębacza z Portugalii, Luisa Vicente - w dwóch separatywnych artystycznie układach trzyosobowych – w trakcie jednego wydarzenia koncertowego. Pierwsze trio z fortepianem/pianinem, drugie z elektryczną gitarą. Oba składy uzupełniają perkusiści.

Dwa podstawowe koncerty festiwalu, uzupełniają duety i tria stworzone wyłącznie na potrzeby tego wyjątkowego wydarzenia dla miłośników muzyki swobodnie improwizowanej. Będą to pierwsze koncerty muzyków w tych składach personalnych. Zgodnie z regułami wybitnego angielskiego improwizatora – Dereka Baileya – fakt ten gwarantuje świeżość i jakość improwizacji, jakie usłyszymy na koncertach.

Festiwal, to improwizacyjne zderzenie gości z zagranicy (Portugalia, Belgia, Holandia i Katalonia) z muzykami z Polski. W gronie tych pierwszych, niewykluczone, iż najbardziej intrygujący drum perkusjonalista muzyki improwizowanej po tej stronie Atlantyku – Vasco Trilla.

Koncerty promują także wydanie w Polsce debiutanckiej płyty tria Vicente/ Gebruers/ Govaert Live at Ljubljana, dokumentującej koncert tria ze słoweńskiego festiwalu Neposlusno z roku 2017.
Wydawcą płyty jest poznański label Multikulti Project, w ramach nowej serii wydawniczej, dedykowanej muzyce improwizowanej z półwyspu iberyjskiego - Spontaneous Music Tribune Series.

Oto szczegóły rozkład jazdy trasy The Luis Vicente’ Residency in Poland (uwaga! każdy dzień przynosi nieco inny układ koncertów w wymiarze personalnym):

5 maja (sobota), Mózg Club, Bydgoszcz

21.00 Vicente/ Trilla/ Dymny
22.00 Janicki/ Trilla
23.00 Vicente/ Oleszak/ Govaert

6 maja (niedziela), Mały Dom Kultury, Dragon, Poznań

19.00 Dymny/ Doskocz/ Govaert
20.00 Janicki/ Trilla/ Oleszak
21.00 Vicente/ Gebruers/ Govaert




7 maja (poniedziałek) Mały Dom Kultury, Dragon, Poznań

19.00 Vicente/ Oleszak
20.00 Gebruers/ Doskocz
21.00 Vicente/ Trilla/ Dymny

8 maja (wtorek), Dom Kultury i Zabawy (DZiK), Warszawa

20.00 Vicente/ Trilla/ Dymny
20.45 Dymny/ Oleszak/ Trilla
21.30 Vicente/ Gebruers/ Govaert

9 maja (środa), Ciągoty i Tęsknoty, Łódź

20.00 Vicente/ Trilla/ Dymny
21.00 Sokołowski/ Trilla
22.00 Vicente/ Gebruers/ Govaert


****




Płyta Vicente/ Gebruers/ Govaert Live at Ljubljana jest już dostępna w formie elektronicznej. W formacie CD dostępna będzie od pierwszego dnia trasy koncertowej.