piątek, 11 września 2026

Pascal Niggenkemper, Sakina Adbou, Liz Kosack & Gerald Cleaver in The Ocean Within Us!


Pascal Niggenkemper, kontrabasista, improwizator i kompozytor jest stałym gościem Trybuny. Muzyk, którego dokonania na niwie kreatywnego free jazzu ostatnich dekad znamy świetnie, od zarania swej kariery, a od pewnego czasu szczególnie często, sięga po autorskie kompozycje i wokół niego snuje intrygujące opowieści.

Dziś sięgamy po kwartet świetnie umocowany personalnie, który zabiera nas w podroż definitywnie oceaniczną. Kontrabas, saksofon, instrumenty klawiszowe, perkusja, głosy i drobne ornamenty elektroakustyczne, to baza instrumentalna jedenastu opowieści, z których trzy trwają po mniej więcej dziesięć minut, pozostałe stanowią krótszą formę dramaturgiczną.

      


Pierwsza piosenka ma formę onirycznej meta ballady – recytowany tekst, szum saksofonu i perkusyjnych szczoteczek, elektroakustyczna poświata wokół delikatnie frazującego kontrabasu. W drugiej odsłonie dominuje dynamiczny, post-swingowy drive, frywolny, efektownie wyśpiewany. Kolejny utwór, to znów spokój, tym razem wysycony mrokiem i subtelnymi, dętymi melodiami, precyzyjnie zaplanowanymi i w ten sam sposób wykonanymi. Dopiero na etapie finalizacji muzycy frazują nieco swobodniej.

Czwarta historia bazuje na atrybutach post-jazzu. Otwarcie spoczywa na barkach instrumentów klawiszowych i elektroniki, rozwinięcie to domena narzędzi akustycznych. Obie te sfery wchodzą w dalszej fazie w ciekawe dysputy. Piąta część przywołuje dynamikę i emocje, jakie znamy z drugiego utworu. Wszystkie instrumenty zdają się tu być osadzone w rytmie, który pulsuje i wzbudza interakcje. Szczególnie kreatywne są akcje klawiszy.

Utwory szósty i siódmy, to zapowiadane dłuższe formy. Pierwszy z nich jest bardzo spokojny, wyważony, trochę oniryczny, z istotną rolą smyczka i dętych melodii. Całość jest okraszona recytacją. Nie brakuje ambientowego backgroundu i efektownego, improwizowanego zakończenia. Dla odmiany siódma kompozycja, to jazzowy drive, dynamika i iskrząca wymiana uprzejmości w ramach całego składu. Narracja przypomina rozdygotane fussion, upstrzone separatywnymi improwizacjami niemal wszystkich. Szczególnie ciekawa jest relacja pomiędzy saksofonem, a klawiszami.

Ósemka, to kontrabasowa uwertura, wzbogacona szumem elektroniki, natomiast dziewiątka wydaje się największą na albumie porcją swobodnej improwizacji. Brzmienie smyczka, dęte melodie i śpiewy, to atuty utworu. Kompozycja dziesiąta, to znów większa forma, która mija jednak szybko z uwagi na basowy groove, szybkie akcje perkusji i taneczne podrygi, znów skupione wokół saksofonu i instrumentów klawiszowych. Finał albumu trwa krótko, jest słodką, pożegnalną melodią.

 

Pascal Niggenkemper, Sakina Adbou, Liz Kosack & Gerald Cleaver The Ocean Within Us (Subran Music, CD 2026). Pascal Niggenkemper – kontrabas, głos, kompozycje, motors, Sakina Adbou – saksofon, recorder, głos, Liz Kosack – instrumenty klawiszowe, głos oraz Gerald Cleaver – perkusja, głos, elektronika. Nagrane w Downtown Studio, Strasbourg, Francja, listopad 2025. Jedenaście utworów, 66 minut.

 

 

wtorek, 8 września 2026

David Maranha & Rodrigo Amado in Desolation Row!


Portugalski organista David Maranha koncertował na ostatniej edycji poznańskiego spontanicznego festiwalu, współtworząc dokładnie ostatni set imprezy. Leciał wtedy do nas z Lizbony, gdzie dzień wcześniej występował ze swoim rodakiem i przyjacielem, saksofonistą Rodrigo Amado w ramach kolejnej edycji festiwalu OUT.FEST.

Dziś dokumentację fonograficzną tego wcześniejszego wydarzenia możemy posłuchać na poręcznej płycie kompaktowej. Cóż za urocza koincydencja!

  


Koncert zorganizowany na południowym brzegu Tagu jest nieprzerwanym strumieniem dźwiękowym, finiszującym jeszcze przed upływem trzeciego kwadransa. Na starcie tworzą go rozhuśtany, szorstki ambient organów i melodyjny, post-jazzowy oddech saksofonu tenorowego. Obaj artyści zdają się płynąć w nieoczywistym kierunku - organista osadzony w mroku, tenorzysta migoczący niczym światełko, małe słońce na zamglonym nieboskłonie. Strumień organów jest onirycznym, powolnym dronem, pasmo saksofonowe wielowątkową, jazzową opowieścią, która incydentalnie przybiera formę ciszy przed burzą. Wszystko wydaje się tu równie smutne, jak radosne, ale jesteśmy wszak w Lizbonie.

Opowieść Davida i Rodrigo jest emocjonalnie stabilna, ale ma swoje wzgórza i doliny, mrok księżyca i poświatę zachodzącego słońca. Bywa intensywna, zwłaszcza w pierwszej fazie koncertu, ale przypomina niekiedy kołysankę dla nadmiernie pobudzonych. To krzyk rozpaczy, ale i ukojenie nutą leniwego wiatru od wielkiego rozlewiska rzeki. Amado balansuje między precyzyjnym free jazzem, a melodyjną, jazzową post-balladą. Maranha pozostaje nośnikiem permanentnego niepokoju.

Ta historia wydaje się pozornie spokojniejsza w środkowej części. Potem przechodzi do stadium bodaj najpiękniejszego, gdy oba strumienie fonii stają się powolnymi, rozdygotanymi dronami, które systematycznie rozwarstwiają się, kołyszą, stają się niebywale śpiewne. Ostatnie minuty przynoszą najpierw spazmatyczną wspinaczkę zakończoną efektowną kulminacją, a potem wielki, głęboki wydech, który napotyka na w pełni zasłużoną burzę oklasków.

 

David Maranha & Rodrigo Amado Desolation Row (European Echoes, CD 2026). David Maranha – organy elektryczne oraz Rodrigo Amado – saksofon tenorowy. Nagrane w ADAO, Barreiro, Lizbona, październik 2025. Jedna kompozycja, 42 minuty.



 

piątek, 4 września 2026

Mandhira de Saram, Steve Beresford & John Edwards play Felix!


String trio, to naturalna konfiguracja instrumentalna dla muzyki kameralnej, współczesnej, ale także, co oczywiste, improwizowanej. Na jednej z najnowszych płyt krajowej FSR Records zatytułowanej Felix odnajdujemy szczególną wersję takiego tria – skrzypce, kontrabas i preparowany fortepian, którego struny zdają się stanowić ważny element tej intrygującej układanki.

Jesteśmy w Londynie, w sercu jego impro sceny, w klubie Vortex pomieszczonym w niebanalnej dzielnicy Dalston. Na scenie Steve i John, dwie legendy nie tylko londyńskiej sceny i dużo od nich młodsza Mandhira, artystka od pewna czasu silnie związana ze stolicą Zjednoczonego Królestwa i wszelkimi przejawami jego muzycznych wspaniałości. Przed nami pięćdziesiąt minut akustycznej rozkoszy.

  


Koncert składa się z trzech kilkunastominutowych opowieści i niespełna trzyminutowego encore. Pierwsza improwizacja rodzi się w tyglu drobnych, strunowych dźwięków, ale po niedługiej chwili wyłania się z niego niezobowiązująca, post-jazzowa ekspozycja pianisty wprost z klawiatury. Okazuje się, że to jedynie skromne interludium, albowiem artyści dość sprawnie powracają do kreowania preparowanych, dobrze skorelowanych fraz. Momentami ich akcje są bardzo filigranowe, pełne subtelnego uroku. Smyczki ślizgają się po strunach, czasami nucą stłamszone melodie, z kolei na dnie fortepianu pojawia się kilka niezidentyfikowanych dźwięków - być może w rękach pianisty znajdują się przedmioty nieoznaczone w albumowym credits. Narracja charakteryzuje się teraz dużą zmiennością – balansuje od dna ciszy po sufit głośnych, niekiedy brawurowych fraz. Puentą pierwszej, najdłuższej improwizacji jest zaskakująco intensywny, niemal free jazzowy szczyt.

Drugą opowieść inicjuje skrzypaczka, momentami traktująca smyczek niczym perkusyjną pałeczkę. Tymczasem struny kontrabasu zgrzytają, a spod palców pianisty dochodzą kolejne zagadkowe, także perkusjonalne frazy. Opowieść nabiera rumieńców, to jakby free chamber na sterydowym wspomaganiu. Mysie ślizgi, kocie piski i zaskakująca kontra z klawiatury fortepianu. W połowie utworu muzycy wchodzą w mrok bardzo wyciszonych medytacji. Przez moment jakby stali w miejscu i pytali o drogę. Szczęśliwie pianista, znów z klawiatury, szyje coś bardziej żwawego. Tańczy oparty na strunowych pląsach partnerów, czyniąc zakończenie tej odsłony albumu dalece intrygującym.

Początek trzeciej części ponownie inicjuje skrzypaczka. Z backgroundu docierają kolejne tajemnicze frazy piana, a z gryfu kontrabasu zaczepne szarpnięcia. Improwizacja na kilka chwil przebiera klasycznie kameralne szaty, a potem znów dociera do podziemia szyjąc nam być może najpiękniejszy fragment całego koncertu. Anonsowany bis przynosi niespodziewanie dużo wydarzeń. Najpierw czyste frazy skrzypiec i fortepianu, potem garść całkiem radosnych podskoków. Wreszcie przejście w tryb dość mrocznej, ale już pożegnalnej melodyki, która ozdabia kontrabas w trybie pizzicato. Ostatnie frazy dostarczają klawisze piana.

 

Mandhira de Saram, Steve Beresford & John Edwards Felix (FSR Records, CD 2026). Mandhira de Saram – skrzypce, Steve Beresford – fortepian oraz John Edwards – kontrabas. Nagrane w The Vortex, Londyn, styczeń 2025. Cztery improwizacje, 49 minut.

 

*) Niniejsza recenzja powstała na potrzeby portalu jazzarium.com i tamże została pierwotnie opublikowana

 

 

wtorek, 1 września 2026

Joanna Mattrey, Camila Nebbia, Camilo Ángeles & Violeta García are Heavy Handed!


Nowojorski The Relative Pitch Records dostarcza cztery premiery w miesiącu (w sierpniu nawet pięć!) i nic nie wskazuje na to, by ową imponującą regularność zatracił.

Dziś sięgamy po nowość lipcową, zatem bardzo gorącą i do tego definitywnie szaloną. Kwartet niemal w całości żeński (nazwiska świetnie znane z katalogu labelu, ale nie tylko) dostarcza nam mnóstwo emocji, które szyją dwa instrumenty dęty i dwa strunowe, niektóre z soczystym uzupełnieniem FX-owym. Krwista kameralistyka miewa tu iście free jazzowe eksplozje, a jakość dzierży berło zwycięzcy od pierwszej do ostatniej sekundy. Wiele wskazuje na to, że nie zapomnimy o Heavy Handed w trakcie corocznego podsumowania sceny improwizowanej.

  


Pieśń otwarcia jest najdłuższym fragmentem albumu i mówi niemal wszystko o jego potencjale artystycznym. Kolektywny start z pełną mocą saksofonu tenorowego, nisko osadzonego fletu oraz drapieżnej altówki i takiejż wiolonczeli. Dęte skrzeczą, te strunowe zgrzytają zębami ugniatane mocą rąk i smyczków. Z czasem ta efektowna pożoga zdaje się tracić na intensywności. Pojawia się melodia, dość hałaśliwa, ale jednak na krzywej opadającej, garść preparacji i kilka rezonujących detali. Puenta jest niespokojna, ale zdecydowanie post-kameralna.

Dramaturgia kolejnej improwizacji jest podobna. Hałaśliwe struny i dęte eksplozje, które najpierw wchodzą w fazę siarczystych wydechów, a potem kameralnego rozśpiewania, bogaconego drobnymi amplifikacjami. W trakcie trzeciej odsłony krwawa bitwa trwa w najlepsze. Strunowce zaczynają na ostro, flet wije się w konwulsjach, a saksofon efektownie wzdycha. Kulminacja utworu ma miejsce podczas duetowego antraktu fletu i wiolonczeli, puenta zaś jest kwartetowa, tylko pozornie delikatniejsza. To free chamber, które bucha ogniem.

Pierwsza chwile oddechu przynosi czwarta improwizacja. Rezonujące podmuchy blisko ciszy, szczypta melodii, która szuka kolejnego pretekstu do eksplozji i finalizacja na pełnym wydechu. Kolejna część nie trwa nawet dwóch minut i zdaje się być zwarciem łagodnego fletu i agresywnie nastawionych strunowców. Szóstej improwizacji bliżej do kameralności czwórki, niż ekspresji pierwszych utworów. Przez moment można odnieść wrażenie, że każdy instrument wiedzie tu swoim szlakiem, dygocze na wietrze, ale pamięta o kwartetowej jedności. Ostatnia improwizacja na tle dotychczasowych szaleństw wydaje się spokojnym spacerkiem łagodnym wzniesieniem. Melodia dętych, spokojne frazy grane pizzicato, dyskusje bilateralne i drobne przekomarzania. Po miniaturowej eskalacji następuje wieńcząca album radosna, kolektywna radość.

 

Joanna Mattrey, Camila Nebbia, Camilo Ángeles & Violeta García Heavy Handed (Relative Pitch, CD 2026). Joanna Mattrey – altówka, Camila Nebbia – saksofon tenorowy, Camilo Ángeles - flet & FX oraz Violeta García - wiolonczela & FX. Nagrane w Jazzwerkstatt Bern, marzec 2024. Siedem improwizacji, 40 minut.