piątek, 9 października 2026

Etienne Nillesen in Twee!


Nie milkną echa spontanicznych, festiwalowych zmagań w Poznaniu. W głowie i uszach wciąż mamy tysiące wspaniałych dźwięków, jakie docierały do nas w trakcie czterech dni imprezy. Podobnie z obrazami, jakie zapisały się w pamięci.

Ten jeden był ze wszech miar szczególny. Jeden artysta, przed nim dwa werble, a w dłoniach dwie filigranowe pałeczki zakończone plastikowymi kulkami. Muzyk kręci nimi pętle wydobywając z glazury werbli niebywałe, dronowe ekspozycje, która wzajemnie się przeplatają, nie mając początku, ani tym bardziej końca.

Panie i Panowie, Etienne Nillesen!

  


Gdybyśmy tego nie widzieli na dragonowej scenie, być może nie uwierzylibyśmy, że najnowsza płyta tego artysty, to w pełni akustyczne przedsięwzięcie, zbudowane dokładnie tak, jak opisano powyżej.

Przypomina oniryczny, rezonujący śpiew ptaków o mrocznym poranku. Wszystko delikatnie wibruje, tworzy jednolity strumień fonii, który ma zmienną intensywność w zależności od siły nacisku pałeczki, a także z uwagi na fakt, iż incydentalnie muzyk śpiewa tylko jedną pałeczką. To prąd leniwej rzeki, którą kołysze wiatr. Dwie pętle rysowane na separatywnych werblach przenikają się wzajemnie, uzupełniają, niekiedy zaczepiają. Ta jednorodna, pozornie monotonna piosenka porywa nasze zmysły, a gdy zamkniemy oczy, jesteśmy w stanie odpłynąć z nią w drogę, z której nie ma powrotu.

Upiornie piękna medytacja ma posmak analogowej elektroniki, ale wiemy doskonale, że to tylko złudzenie. Ma też swój wewnętrzny rytm, jest wielkim powtórzeniem, minimalistyczną repetycją. Każda pętla kreśli ulotną mikro melodię, niczym fale oceanu niesionego wiatrem wodnego bezkresu. Trzydzieści pięć minut mija jak chwila zatracenia. Pozostaje jedynie wcisnąć klawisz repeat.

 

Etienne Nillesen Twee (Sofa Music, CD 2026). Etienne Nillesen - extended snare drums. Nagrane w Chamber Music Hall Deutschlandfunk, Kolonia, listopad 2025. Jeden utwór, 35 minut.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz